Popularne posty

sierpnia 16, 2018

Z wizytą w Jakubowie... czyli śladami Małgosi z książki PUCH NIEMARNY B. Pajdosz

Z wizytą w Jakubowie... czyli śladami Małgosi z książki PUCH NIEMARNY B. Pajdosz

Pomysł który się zrealizował


Jeszcze w maju napisała do mnie Zuzanna - Promotorka czytelnictwa z propozycją włączenia się do akcji promocyjnej pewnej książki, zupełnie nie znanej mi autorki.
Nie ukrywam, że byłam zaskoczona, ale oczywiście wizja wzięcia udziału w przedsięwzięciu zainteresowała mnie. Świadomość, że moja opinia może wspomóc promocję, była przyjemna.
Do tego w perspektywie szykowała się wyprawa śladami Małgosi, głównej bohaterki powieści, biesiada literacka z autorką i degustacja win w prawdziwej winnicy...
Dla przypomnienia lub zachęty, recenzja książki TUTAJ Może ktoś zechce sięgnąć po tę pozycję.

Potraktowałam to wszystko jako jedną, wielką przygodę, miałam bowiem jeszcze jeden cel...
Nigdy nie byłam w okolicach Jakubowa. Wyjasnię, że Jakubów leży trójącie bermudzkim - Polkowice, Legnica, Głogów, bo tak sobie roboczo nazwałam nowe tereny do zdobycia.
Nie miałam też okazji pokonać tak długiej i nieznanej trasy w pojedynkę...  
Nie trzeba było mnie namawiać ani chwili, w niespokojnej duszy natychmiast odezwał się gen odpowiadający za włóczęgostwo :)



Nadszedł dzień wyprawy


Spokojna, opanowana i głodna zwycięstwa nad samą sobą pojechałam w siną dal...
Z jednego końca Polski na drugi bez mała.
GPS wskazywał 590 km do pokonania... autostradą, i drogami przeróżnymi... ponad 6 godzin w innym kierunku niż zazwyczaj, bo zazwyczaj to ja sobie spokojnie pykam 370 km do mamusi i żaden to wyczyn, kiedy trasę znam na pamięć, z zamkniętymi oczami, podrzędnymi drogami... bo autostrady z okolic Rzeszowa w okolce Łodzi to jeszcze nikt nie wyczarował.
Po tych 6  ponad godzinach byłam na miejscu.
Miałam mieszane uczucia w związku z rzekomym wyczynem mym... no żaden to wyczyn, z GPS-em naprawdę za rączkę i do celu :) Jezuuu, jak ja kocham internet i tego typu wynalzaki :)


W Jakubowie u Małgosi i Bożeny


Jakubów 14
Malwy rosnące przy bramie, psy cieszące się na widok człowieka i zabytkowy dom z duszą...
Na progu zwyczajna dziewczyna o włosach w kolorze pszenicy.
Małgosia? Bożena?
Jak kto woli...
Osobowości przenikają się, bo książka pisana z serca, na podstwie życia nie może kryć niczego innego.
Wraz ze mną na miejscu byli Michał i Paula, świetni młodzi ludzie, miłośnicy polskiego wina.
Upał jak licho. 
Na powitanie pyszny obiad w piwniczce z winami... i winko z rodzimej winnicy.
Jedliście kiedyś rosół z razowymi kluskami lub naleśniki z ogórecznikiem?
Mam nadzieję, że w przyszłości pojawi się gdzieś kilka przepisów z Jakubowa :)
Niesamowte smaki.
Po obiedzie wyruszyliśmy na spacer śladami Małgosi...
Był park z ruinami neogotyckiego pałacu, który niszczeje niestety, jak wiele innych takich perełek. Nasza gospodyni bardzo chętnie zajęłaby się tym miejscem... wszystko kwestia zdobycia finansów, tutaj ukłon w kierunu Fortuny ;)
Później kościół pod wezwaniem św. Jakuba, patrona Jakubowa, stąd także nazwa wioski. Ciekawostką jest też polska część szlaku św. Jakuba która łączy się ze szlakiem do Sanitiago de Compostela. Za kościołem odnajdziemy park i ponoć uzdrawiające źródełko św. Jakuba.

I tak sobie wędrując rezerwatem zwanym Buczyną Jakubowską, dotarliśmy do przepięknej bramy winnicy...
Na miejscu urzekające zbocze wraz z winoroślami najlepszych odmian, o których przeczytacie w książce i o których pisałam w recenzji TUTAJ 
Na miejscu dołączył do nas Michał, syn Bożeny, który zajmuje się winnicą.
Autorka poczęstowała nas ogromną dawką wiedzy na temat uprwy, pielęgnacji i zbiorach... Michał dopowiedział resztę...

Po powrocie z wycieczki odpoczynek przed biesiadą i degustacją, w stylowych, klimatycznych pokoikach dla gości... 

Degustacja i biesiada


Wszystko zaczeło się w pomieszczeniu, gdzie lądują owoce zaraz po zbiorze...
Tym razem towarzyszył nam Michał.
To on jest głównym sprawcą sukcesu Winnicy Jakubów. Zerknijcie przy okazji TUTAJ 
Skromny, błyskotliwy i cierpliwy, z miłością i błyskiem w oczach opowiada o winie... o swoich pomysłach i innowacjach.
Pasjonat o melodyjnym głosie, mówiąc  działa na wyobraźnię, uczy smakować, rozpoznawać, cieszyć się chwilą...
To było jak olśnienie. 
Dla mnie, która lubi dobre wino, i która od tej pory nareszcie będzie wiedziała czym jest to dobre wino...
Cudze chwalicie swego nie znacie.
Nie umiem powiedzieć ile gatunków wina miałam okazję skosztować.
Jedno było lepsze od drugiego...
Dopiero czekają na zabutelkowanie, więc jestem jedną z niewielu, które miały przyjemność poznać te smaki.
Później wspaniała kolacja w piwniczce...
Smaki Dolnego Śląska zdobywane w zaprzyjaźninych godpodarstwach, własnoręcznie upieczony chleb, niesamowite sery do wina, pasztety, kiszonki i cudne ziołowe masło... raj dla podniebienia i dla ucha, bo rozmowom nie było końca.
O powstawaniu książki, o jej kontynuacji, o winie, planach na przyszłość, marzeniach realnych... o przeszłości będącej mechanizmem spustowym weny pisarskiej, o nadziei na przyszłość...
To był niesamowity dzień, pełen wrażeń.
Młodsi zostali, mnie pokonało zmęczenie.
Na drugi dzień czekała mnie kolejna podróż, tym razem z przystankiem w rodzinnych stronch.
Sen w Jakubowie jest zdrowy jak powietrze.
Cisza wszechobecna, spokój i dobra aura tego miejsca pozwalają wypocząć.

Późnym rankiem... albo nie tak, wczesnym przedpołudniem kawa w kuchni pomogła mi się wybudzić. Miałyśmy okazję jeszcze swobodnie porozmawiać... obie z autorką jesteśmy rownolatkami, więc tym bardziej rozmawiać było o czym.
Bożena Pajdosz to wspaniała, otwarta i świadoma kobieta, która sporo przerobiła w życiu. Nie mniej jednak kobieta silna, która trudny czas przekuła w dobry...
Po przepysznym i bardzo późnym śniadaniu nadszedł czas by się pożegnać.
Miałam długą drogę powrotną ale czułam, że warto było doświadczyć tego wszystkiego.
Poznać książkę i wino od kuchni - bezcenne.
Kochani.
Jeśli macie ochotę przeżyć coś takiego jak ja i spędzić jakiś czas w Jakubowie, domostwo stoi dla Was otworem i oferuje to wszystko, co i ja dostałam, za co bardzo dziękuję :)
Mam nadzieję, że skromny upominek który przywiozłam pozwoli zatrzymać w pamięci ten wspólny czas.
Bożenko, z tego miejsca jeszcze raz dziękuję za tak serdeczne przyjęcie w Waszym domu, za książkę, za lekcje winiarstwa, biesiadę i rozmowę :)

A teraz zdjęcia... duuużo zdjęć...



21 komentarzy:

sierpnia 11, 2018

Książka na letni wieczór - Lato utkane z marzeń G. Gargaś

Książka na letni wieczór - Lato utkane z marzeń G. Gargaś

O czytaniu...


Z tym czytaniem to u mnie jest tak, że czytam kiedy tylko mam chwilę dla siebie i wolne ręce.
Bywa jednak, że nie mam wolnych rąk... bo książka tak mnie pochłonie, że wciąż są nią zajęte.
Co jakiś czas trafia do mnie jakiś egzemplarz recenzencki i wtedy mam wymówkę, że czytam by zachęcić później innych do tego samego :)
Czy zachęcę?
Dziś Gabriela Gargaś - autorka emocji, wzruszeń i dobrego zakończenia.
18 lipca miała miejsce premiera kolejnej jej powieści o pięknym tytule - Lato utkane z marzeń.
Starając się pogodzić czytanie, malowanie, pisanie, robienie zdjęć i całą resztę... dotarłam w końcu do Was z recenzją tej książki.

O książce na zachętę...


Piękna okładka kusząco się prezentuje... delikatna, letnia, obiecująca, natomiast tył książki zwiastuje kolejną ciekawą historię o miłości...
Tłem powieści jest bieszczadzkie miasteczko o tajemniczej nazwie Złotkowo, w którym Michalina, bohaterka powieści, prowadzi Różany Pensjonat.
Miejsce to odwiedzają Ci, którzy są spragnieni zatrzymania i wyciszenia, chcący odnaleźć spokój oraz coś w rodzaju dystansu do rzeczywistości.
Książka jest jakby kontynuacją wcześniejszej powieści ,,Wieczór taki jak Ty"
Odnajdziemy bowiem w niej tych samych bohaterów. Jednak nie ma znaczenia, czy czytaliście poprzednią część, bo ta nowa opowiada całkiem inną historię.
Wielowątkowa fabuła wciąga nas w życie Michaliny i jej dylematy. Jej decyzje i rozterki. 
Poznamy także Amelię i jej historię. Będziemy wzruszać się powrotami... szansą na szczęście i nowe życie.
A propos życia...
Gabriela Gargaś kolejny raz zostawia otwarte drzwi.
Tutaj każde zakończenie może się wydarzyć.
Książka jest o kobietach i z pewnością dla kobiet, ale odnajdziemy w niej także męskie postacie... bo skoro to powieść o miłości, to inaczej być nie może.

A może by tak rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady?
Do Różanego Pensjonatu... 
...po ciąg dalszy tej historii.

Zapraszam Was do czytania.


14 komentarzy:

sierpnia 04, 2018

I ślubuję Ci... czyli porcelana na nową drogę życia

I ślubuję Ci... czyli porcelana na nową drogę życia

Miłość niejedno ma imię


Czasem bardzo trudno mi zebrać myśli, ułożyć je w słowa i zapisać je dla Was. 
Wena, kapryśne dziewczę... już mi się zdaje, że ją widzę za rogiem, gdy ta, nagle rozpływa się we mgle. Wtedy sięgam do przeróżnych zakamarków i szukam jej śladów... takim zakamarkiem jest notes z różnymi zapiskami.
Wchodząc do blogosfery, nie miałam pojęcia ilu ludzi spotkam, ile historii usłyszę, ile miejsc odwiedzę i ilu rzeczy się nauczę...  I wiecie co? Ja wciąż nie mam dość.
Dziś wyciągnę dla Was historię pewnej miłości.
Nie znam jej całej, ale to co wiem, wystaczy by nikogo nie znudzić.

Pod koniec maja napisała do Kocikowej Doliny siostra pewnego brata, który zamierzał się właśnie ożenić, a ona na tą okoliczność chciała podarować mu coś specjalnego na nową drogę życia... 
No nic nadzwyczajnego... kolejny ślubny komplet miał się namalować i tyle, więc ważne były teraz szczegóły. Podczas omawiania owych szczegółów, pojawia się zarys tego, co w finalnym efekcie ma powstać. Tym razem było niby łatwej, bo miał się malować wzór, który powstał już wcześniej w Pracowni i jest naszym projektem, trzeba go było tylko ciut złagodzić, umieścić na większej ilości elementów i tchnąć dobrą energię podczas malowania...
I wtedy zaczęła się korespondencja... pytania, odpowiedzi i na koniec piękna opowieść.


I ślubuję Ci...              

         

                                               I ślubuję Ci uśmech
                                               przy porannej kawie,
                                               Parasol w deszczu 
                                               i storotki na wosnę 

Swoją miłość przypieczętować mieli ludzie, którzy odnaleźli się ponownie po latach...
Kiedyś trzymali się za ręce i nieopatrznie te dłonie wypuścili z włanych dłoni.
Los zafundował im osobne życie. 
Każde z nich spełniło swoją rolę w poprzednich związkach i ten sam los oddał im siebie po latach, dając kolejną szansę.

Czasem tak łatwo coś przeoczyć, tak szybko można z czegoś zrezygnować lub jeszcze gorzej... nie zawalczyć wcale o siebie...

W tej historii, pomimo zawirowań w życiu bohaterów i trudnych z pewnością decyzji, odnajdujemy happy end.
Kiedy ma się świadomość, w jak ważnym wydarzeniu bierze się udział, nagle malowanie nabiera jeszcze większej rangi. Malując, zamykam dobre myśli we wzorach, wkładam serce i pozytywną energię, dopisując inicjały, kieruję to wszystko w ich kierunku.
Wszystkiego wspanialego na nowej drodze życia... 


31 komentarzy:

lipca 26, 2018

Deszcz w Cisnej, Bieszczady na bis i kocikowe kubki w galerii

Deszcz w Cisnej,  Bieszczady na bis i kocikowe kubki w galerii

Bieszczady

Ostatnia niedziela po wielu dniach deszczu nagrodziła naszą cierpliwość prawdziwym, wakacyjnym upałem.
W planach wycieczka do Cisnej.
Nie jechaliśmy na wędrówkę, więc nareszcie można było założyć letnią kieckę i mieć gdzieś upał.
Nie dogodzi... upał źle, a jak leje to też się nie podoba.
Generalnie plan był taki, że wpadamy do Cisnej na dwie godziny i wracamy.
Według GPS-a  mieliśmy dwie i pół godziny jazdy.
Takie podróżowanie sprzyja rozmowom na tematy różne i bardzo różne...
- w Bieszczadach wcale mi się tak bardzo nie podoba... zagaił Pan mąż.
- nie ma gdzie szybko zjeść, nic tam nie ma...
Kto zna Pana męża, ten się teraz uśmiecha.
Kto nie zna, wyjaśnię dlaczego uśmiechnąć się powinien.
Pan mąż zawsze marzył o domu na odludziu gdzie słychać tylko ciszę... pisałam o tym TUTAJ do tego on nigdy niczego nie robi powoli.. jakby go diabli gnali do przodu.
Złapałam się na tym, że im szybciej on biega, tym ja spokojniej na to patrzę :)
Wszyscy znają termin Constans...
I tak sobie jadąc, rozmawialiśmy. Góry coraz bliżej, niebo coraz ciemniejsze, temperatura coraz niżej...
Dojechaliśmy.

Deszcz w Cisnej

,,Czy kto deszcz taki widział
Noe z arką by mi się przydał
Kropel głuchy rytm
Stuka w moje drzwi
Pasjans, który stawiam dziś od rana
Znów nie wyszedł mi ''

Cisna przywitała nas deszczem, ale cóż się dziwić, przecież od zawsze wiadomo, że taki jej urok, tylko dlaczego ja odkryłam ten urok dopiero teraz?
I to były Bieszczady na bis.
Runęły wszystkie stereotypy.
Deszcz w Cisnej rzeczywiście do niej pasuje i jest urokliwy jak i sama Cisna.
To nie znaczy że wciąż pada. Na dłuższą metę deszcz robi się nudny nawet dla miłośników barowej aury, ale mam nadzieję, że każdy kto tam zawita, będzie mógł poznać klimaty tego miejsca.
I teraz o odkryciach...

Krywula

Urokliwa GALERIA KRYWULA w sercu Cisnej, tuż obok najlepszej knajpy jaką jest SIEKIEREZADA z niebywałym klimatem, niebanalnym wystrojem i dobrym jedzeniem :)
Dziś  opowiem o Krywuli...
Wchodząc do środka, ma się wrażenie, jakby się przeniosło w czasie...
Na środku stoi okrągły stół, przykryty szydełkowym obrusem, zastawiony przeróżnymi dobrami natury i magicznymi przedmiotami...
Przy stole dwie wróżki, przygarniają wchodzących uśmiechem, dobrym słowem i poczuciem humoru. W rogu stoi babciny, malowany kredens, gdzie ręce same się wyciągają po pachnące mydła ręcznie robione... 
Nie wiadomo gdzie patrzeć. Dookoła na półkach masa dobrej energii zaklęta w ceramice, niebanalnych ozdobach, witrażach, porcelanie, obrazach, rzeżbach...
Naturalne kosmetyki, przednie wina z podkarpackich winnic, zioła i przyprawy...
Nie jestem w stanie opowiedzieć o wszystkim. 
Musicie sami to sprawdzić koniecznie przy okazji, bo i ja muszę tam wrócić, by dostrzec całą resztę.
Tak naprawdę to Krywula odkryła mnie... i stąd to całe zamieszanie z Cisną, odkrywaniem bieszczadzkich uroków od nowa i samej galerii.
Wśród tych wszystkich cudowności, znajdziecie na półce kocikowe kubki...
To zaszczyt dla Kocikowej Doliny móc stanąć obok prawdziwych artystów.

Na potwierdzenie mojego zachwytu, zostawiam Wam garść zdjęć... namiastkę tego klimatu.
Wychodzi na to że lipcowa podróż zaliczona, a to nie koniec...

19 komentarzy:

lipca 18, 2018

MOJA TWOJA WINA - i kolejna książka na weekend

MOJA TWOJA WINA - i kolejna książka na weekend

Rozwód - porażka czy szansa na nowe życie ?


Ostatnio mam co czytać i mam co malować.
Czasem naprawdę trudno wybrać.
Dylematy...
Dziś napiszę Wam o kolejnej kobiecej książce, która trafiła pod mój dach i czekała cierpliwie aż wezmę ją w ręce i już nie wypuszczę...
Tak. 
Tak własnie było.

Moja twoja wina jest najnowszą powieścią Beaty Majewskiej, którą niektórzy znają jako Augustę Docher, mającą w swym dorobku sporo świetnych i dobrze przyjętych książek.
  
Piękna i miła w dotyku okładka, zastanawiający tytuł oraz obiecujący tekst z tyłu tej okładki, zachęcają by iść w to dalej. 

Historia z życia wzięta, autentyczna i pisana takim właśnie językiem. 
Historia, jakich wiele ostatnio się dzieje tuż za rogiem.
Akcja książki, niby przwidywalna, już niby wszystko wiadomo, odwaracamy kartkę i... zaskoczenie.
Taki styl pisarski porywa najbardziej.
Nie ma mowy o nudzie i stereotypach.
Urszula, bohaterka książki, odkrywszy zdradę swojego męża, podejmuje szybką decyzję o rozwodzie i wyprowadzce z domu męża. 
Wynosi się do starego domku na wieś, gdzie zaczyna wszystko od nowa i stara się odnaleźć siebie.
Na szczęście wspiera ją przyjaciółka i nowo poznana sąsiadka.
Na horyzoncie pojawia się też Michał i szansa na coś pięknego, nowego, dobrego.
Ale...
Żeby otworzyć kolejne drzwi, najpierw trzeba pozamykać poprzednie.

Czy jest szansa by Ci dwoje mogli dać sobie szczęście?
Czy ludzie, którzy mają tak wiele wspólnego, przejdą próbę, jaką zafundował im przewrotny los?

Nie odpowiem na te pytania, bo nigdy tego nie robię. 
Nie mam prawa odbierać Wam przyjemności odszukania swoich odpowiedzi.
Decydując się na związek, nigdy nie wiemy ile przyjdzie nam zapłacić, jeśli się nie uda... 
Podejmując decyzję o rozwodzie nie zawsze trzeba dźwigać balast porażki, dobrze jest pozwolić sobie na siebie i dać sobie szansę nowe życie.

Beata Majewska pierwszy raz zagościła w moim domu i tą książką zrobiła sobie miejsce u mnie na długo. 
Jej wyjątkowy warsztat pisarski, wyczucie, niebanalny humor, umiejętność kreowania postaci i zaplatania ich losów, to wszystko pozwoliło na stworzenie świetnej książki.
To nie jest zwyczajny romans.
To powieść pełna znaków zapytania, emocji, łez i radości. 
Taką historię mogło napisać samo życie.
Mam nadzieję, że choć trochę zachęciłam Was do sięgnięcia po tą książkę.


           Z tego miejsca dziękuję wydawnictwu Książnica i autorce za egzemplarz recenzencki.
               
                                                              Dobrej nocy Kochani

17 komentarzy:

lipca 10, 2018

Dobra książka na weekend - PUCH NIEMARNY B. Pajdosz

Dobra książka na weekend - PUCH NIEMARNY  B. Pajdosz

Romans, nie romans...


Kiedy otrzymałam recenzencki egzemplarz powieści, pomyślałam że będzie leciutko i przyjemnie.
Książka, którą trzymałam w dłoniach, nie specjalnie gruba, kusiła obiecująco tylną okładką.
W srodku dedykacja... na samą myśl uśmiecham się. 
Przyjemnie spędzę któryś weekend... to przyszło mi do głowy.
Ponieważ do czytania zasiadam kiedy tylko mogę, bo większość czasu zajmuje mi jednak malowanie, książka swoje musiała odczekać...
Jako twórcę rysunków, wzorów i różnych grafik, zastanowiła mnie okładka.
Surowa, bez zbędnych ozdobników, wręcz dopominająca się uwagi...
I to ostrzeżenie.
Uwaga ! Romans

Otworzyłam ją nareszcie i... 
...nie było leciutko.

Nie szukajcie banalnego romansu... taniej opery mydlanej, bo czeka Was głębia i wielopłaszczyznowość ludzkiej natury, wielobarwmość emocjonalna i sztuka wyboru.

Małgorzata, zatwardziała singielka na zewnątrz, w środku wulkan kobiecości.
Pełna tłumionych pragnień, rzuciła się w objęcia swej pasji, jaką jest winnica.
Wypadek sprawił, że wylądowała z połamanymi rękami w szpitalu i tu zaczyna pękać kokon, w którym czuła się bezpiecznie...
Skoro szpital, to pojawia się lekarz, idealnie pasujący do Małgosi, z tym że to trzeba będzie dopiero odkryć i udowodnić.
Jest miłość, są rozterki, jest zaborczość i są lęki..
Jak myślicie?
Czy będzie dobre zakończenie?


''Dlaczego tak trudno być kobietą? I dlaczego jeszcze trudniej być z kobietą? ''


Czytając, historię Małgorzaty, kobiety która jest na półmetku swej kobiecości, która pewne rzeczy ma już za sobą, ale która też wciąż ma jeszcze szansę, by zbudować przyszłość, popłynęłam.
Dałam się wciągnąć w jej życie, jej pasję, jej ukochane miejsca, które wybrała do życia.
Często wzbudzała we mnie sprzeczne odczucia. Jej rozterki, decyzje wydawały się zbyt emocjonalne, innym razem dopatrywałam się za mało zaangażowania.

Autorka opisuje swą bohaterkę, jakby się znały od zawsze, jakby były spokrewnione lub spędzały z sobą większość czasu... pewnie coś w tym jest, bo cała akcja dzieje się w podobnych okolicznościach przyrody, w jakich mieszka, żyje i pracuje sama pisarka.
Jest oczywiste, że najprawdziwsze opowieści pochodzą z życia, dodając wątek przewodni, powstaje smaczna historia z winem w tle, z miłością do zgarnięcia i pięknem miejsca w którym można zacząć coś wspaniałego...

Nie mogę streścić Wam książki, bo uważam, że warto mieć swój własny egzemplarz i warto przeczytać ją po swojemu...
Moją czytałam z ołówkiem w dłoni, zaznaczając delikatnie niektóre fragmenty czy też tak bliskie mi zdania, czasem zaskakująco oczywiste stwierdzenia, ale też pięknie napisane słowa, jak słowa klucze do tejemniczych drzwi...

Wejdźcie przez te drzwi za Małgorzatą...
Będziecie zaskoczone, bo możecie spotkać same siebie. 

Którą z nas nie władają instynkty i potrzeby duszy... (słowa żywcem wyjęte z tej książki)

Jakubów...

Kochani, odszukajcie to miejsce w książce, a później odszukajcie je na mapie...
W książce wieś opisana jest z wielką miłością i w tak namacalny sposób, że czuje się klimat tego miejsca.
Pochwalę się tutaj, że będę miała sposobność zobaczyć i poczuć to wszystko, a przede wszystkim poznać Panią Bożenę Pajdosz osobiście, zobaczyć winnicę, w której Małgosia pielęgnuje winorośle ze szczepów Hibernal, Charddonay i Pinot Blanc oraz posmakować na własnym podniebieniu efetów tej pracy, czyli opisane w książce wina - Solaris, Riesling i Hibernal...



15 komentarzy:

lipca 07, 2018

Tu jest mój dom i kraina szcześliwości jako temat na porcelanie

Tu jest mój dom i kraina szcześliwości jako temat na porcelanie

O domu


Piękny czas mamy.
Jest się czym cieszyć, więc się cieszę. 
Natura tuż przed naszymi oczami codziennie działa cuda, obdarowując widokami, zapachami, owocami.
Jestem w trakcie czytania książki Bożeny Pajdosz PUCH NIEMARNY, w której odnalazłam taki piękny, radosny, zwyczajny a jednak niezwyczajny opis krainy szczęśliwości. Zatrzymałam się nad tym dłużej, zastanowiłam... 
Autorka umiejscowiła akcję w okolicy, w której sama żyje.
Zrobiła to tak umiejętnie i skutecznie, że skłoniła mnie do własnych przemyśleń, a w głowie zrodził się pewien pomysł... 
Ciepło pomyślałam o miejscu, w którym żyję, które ja kiedyś wybrałam... a może to ono wybrało mnie... kto wie jak to naprawdę jest... Wciąż trzymam się tego, że nie ma przypadków i że wszystko jest po coś...

Na Podkarpacie trafiłam z powodu miłości.
Dla jednych banał, dla innych marzenie.
Różowe okulary mają magiczną moc, tak, tak... i jak w jednym z najpopularniejszych powiedzeń, rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady, tak ja zostawiłam wszystko i wyjechałam na Podkarpacie... po swoje ,,Wszystko''
Tęskniłam za tym, co zostawiłam i tęsknię do dziś... i już zawsze będę rozdarta na pół.
Tęsknię za czymś, co jest w mojej głowie, za dzieckiem, którym byłam, za dziewczyną, która podjęła dorosłe decyzje i za młodą kobietą, która dała radę...

Urodziłam się chyba z pojemnym sercem, bo tęsknię za wszystkim co pokocham.
To dlatego co jakiś czas odzywa się we mnie włóczęga i wracam do miejsc, które skradły mi kawałek serca, chociaż w międzyczasie odkrywam kolejne...
Życia będzie mało.

Ech, odbiegłam od tematu.
I to wszystko przez książkę.
Recenzja niebawem, wtedy wybaczycie moje bujanie w obłokach, a w planach jeszcze wycieczka do miejsc, o których czytam... ale to będzie temat innego wpisu.

Dziś mogę dzielić się własną krainą szczęśliwości.
W głowie rodzi się plan, by... pokazać Wam kilka miejsc, które składają się na nią...
Czasem wystarczy przeczytać jakieś ważne zdanie i trybik przeskakuje bez większego trudu, pomagając odkryć i otworzyć kolejne drzwi... z tej krainy szczęśliwości do krainy możliwości :)


Kraina szczęśliwości na porcelanie


Nie tak dawno ktoś stwierdził w którymś z komentarzy, że piszę o wszystkim na swój własny sposób... 
Oczywiście że tak, inaczej nie potrafię. 
Może po części dlatego zaglądacie do Kocikowej Doliny...
Przy okazji rozważań o krainie szcześliwości, pokażę Wam komplet w tym właśnie klimacie... Sielskość, natura, urokliwe chwile... można je zamknąć na porcelanie i można też uchwycić obiektywem... 
Dziś wszystkiego po odrobinie. 


21 komentarzy: