Popularne posty

grudnia 16, 2017

Łapy, łapy, cztery łapy... i kolejne portrety pupili

Łapy, łapy, cztery łapy... i kolejne portrety pupili

Dom bez zwierząt jest tylko zwykłym domem


Nie wyobrażam sobie swojego domu bez moich kotów.
Wszyscy, którzy zaglądają do mnie wiedzą, że jestem kociarą do kwadratu :)
No kocham te futra mruczące, tą bystrość umysłu i indywidualność, a one kochają mnie...
...za żarcie i za wzięcie, jak to koty. Ważne, że rozumiemy się doskonale.

W domach otwartych dla zwierząt zawsze mieszkają dobrzy i pozytywnie nastawieni ludzie.
Moja babcia twierdziła, że ktoś, kto nie posiada w domu zwierzaka, nie zasłuży sobie na niebo... i wtedy pjawił się kot, który w tym domu przeżył ponad dwadzieścia lat.
Ot, taka anegdotka...

Tak jak ja kocham koty, tak inni kochają swoje psy.
Też je uwielbiam, nie myślcie że nie... a obcuję z nimi niemalże na codzień, bo za ścianą mam hodowlę i całą ich gromadkę...

Hodowców podziwiam za odpowiedzialność, konsekwencję i miłość ogromną do swoich pupili.
Gdybym nie poznała takich miejsc i takich ludzi, nie miałabym pojęcia ile troski, zabiegów, wyrzeczeń i poświęcenia kosztuje taka pasja... i że to wszystko płynie z potrzeby serca.

Dziś przedstawiam Wam hodowlę MALTAYED , w której mieszkają i przyjaźnią się z sobą wspaniałe samoyedy i maltańczyki.
W życiu bym nie przypuszczała, że jest to możliwe... a jednak
Maltańczyki to małe, białe duszki... samoyedy natomiast, to wspaniałe, białe psy o wyglądzie wilka i łagodności owieczki. Jestem nimi zauroczona.

Właściciele hodowli stworzyli kochający dom, pełen ludzkiej i psiej miłości, przez co dom staje się niezwykły, a sami jego gospodarze jawią się jako ludzie wyjątkowi.

Motto hodowli mówi nam wszystko :

,,Nie ma znaczenia ile masz pieniędzy, ani ile rzeczy, możesz być bedakiem, ale mając psa jesteś bogaty''   -  Louis Sabin


Portrety pupili


Dziś prezentuję Wam Kirę i Wolfa. Wspaniałe samoyedy z HODOWLI MALTAYED 
sportretowane na komplecie porcelany firmy Lubiana.
Czajnik i kubki z linii Victoria idealnie nam tu się wpasowały.

Z resztą.. oceńcie sami. Kira i Wolf na ostatnim zdjeciu w całej okazałości.


4 komentarze:

grudnia 12, 2017

Świąteczne zamieszanie czas zacząć i wspomnienie z warsztatów w Sieborowicach...

Świąteczne zamieszanie czas zacząć i wspomnienie z warsztatów w Sieborowicach...

Czas dla domu



Każdy dom ma swoje małe zwyczaje i własne tradycje, które później zabierane są z tego domu przez dzieci i niesione przez życie.
Przecież to głównie one najpiękniej się cieszą atmosferą świąt, choinką i prezentami.
Po latach będą wracać do tych właśnie chwil, przecież znamy to wszyscy.
Uwielbiamy opowiadać sobie historie z dzieciństwa.
Uśmiecham się na samą myśl.
W każdym z nas wciąż mieszka to dziecko.
Musimy je tylko znowu dostrzec i pozwolić mu się tak po prostu ucieszyć.

Dziś zakończyłam przygotowania świąteczne dla innych... 
Od jutra wkraczam we własne i właśnie mam zamiar robić to z radością.
Wczoraj przyjechała nowiuśka choinka... po dwudziestu latach zaszalałam. 
Jak nigdy, już stoi i czeka aż ktoś ją wystroi.
Pewnie tym razem zrobię to ja...

Ten rok, jak już tu wielokrotnie wspominałam, jest inny niż poprzednie lata. 
To rok zmian.
Zmiany są nieodłączną częścią życia. Tylko od nas zależy, czy pozostaniemy bierni, czy czynnie weźmiemy w nich udział.
No to biorę :)
Niezmienne pozostaną jedynie zwyczaje i małe tradycje, które co jakiś czas najwyżej ubogaci ktoś nowy, kto akurat się pojawi między nami :)


Warsztaty przedświąteczne w Sieborolandii


Jako że w Kocikowej Dolinie nie było wiele akcentów typowo świątecznych do malowania, pokażę Wam owoce warsztatów malowania porcelany, które małam przyjemność poprowadzić.

Od tamtej pory minął już jakiś czas, jednak wrażenia z warsztatów zachowam na zawsze.
Wraz z Karoliną gościłyśmy w sieborowickim Domu Dziecka zwanym Sieborolandią.

Dom Dziecka w Sieborowicach pod Krakowem zamieszkują niesamowici, młodzi ludzie.
Dzięki Pani Ani Markowskiej - Solarz odbyły się wtedy podwójne warsztaty, które poprowadziłyśmy obie, każda swoją część. Na początku był chaos... trzeba było podzielić się na grupy... 
Po kilku godzinach tego chaosu, wrzawy, śmiechu i pozornego zamieszania, zaczęły wyłaniać się pierwsze dzieła. 
To był magiczny czas... wiele by opowiadać.
Zobaczcie zdjęcia...

Poradziliśmy sobie? Jak myślicie?


18 komentarzy:

grudnia 06, 2017

Taki grudzień pierwszy od lat i coś o trafionych prezentach od serca

Taki grudzień pierwszy od lat i coś o trafionych prezentach od serca

Nie biegnę donikąd



Przez ostatnie lata grudzień był dla mnie miesiącem, który wywoływał wszelkie, skrajne odczucia.
Radość mieszała się ze smutkiem, zmęczenie ze sztucznym entuzjazmem, bezsilność z buntem.

Cały urok i magia nadchodzących świąt, skradziona została przez handlowców, którzy już od drugiego listopada kuszą reklamami, promocjami, wyprzedażami... kto głośnej, kto więcej, kto lepiej...
Ludzie wpadają w tą spiralę zdarzań, działają jak automaty, a budzą się dopiero po wszystkim, często zdziwieni, że już po świętach.

Zewsząd atakują mega okazje. 
Nie masz środków? 
Drobnostka.  
Banki niemal rozdają środki... 
Tylko brać. 
Czerwone napisy z super cenami przyciągają wzrok, a do uszu sączy się świąteczna muzyka... przy której jakoś łatwiej wydaje się pieniądze, a to na nowy zestaw klocków lego, na kolejnego misia do kolekcji, śliczny sweterek, czy następną super modną rzecz, bez której przecież żyć się nie da.
Ludzie, jak zaprogramowani wyciągają ręce po wszystko, światełka migoczą, George Michael śpiewa kolejny raz Last Christmas...
Jeszcze do niedawna tkwiłam w epicentrum tego zjawiska.
Tych kilka lat pozwoliło mi na własnej skórze doświadczyć skrajnych emocji... pozwoliło mi się zachłysnąć, dać się ponieść, dostrzec drugie dno, zweryfikować, zbuntować... i wyhamować, by odszukać magię od nowa...

Ja nie jestem przeciwniczką tego wszystkiego.
Wręcz przeciwnie :) 
Uwielbiam to całe zamieszanie przedświąteczne i ten rozgardiasz, wraz z kupowaniem prezentów, zapachem pomarańczy i niezastąpionym Last Christmas... 
...bo Boże Narodzenie zawsze będzie miało dla mnie zapach pomarańczy i smak orzechów włoskich...
To wyniosłam z przeszłości.

Piszę dziś o tym wszystkim, bo chcę, by ten czas wciąż mógł mieć wiele smaków i zapachów. 
Chcę, by moi bliscy mieli szansę wybrać ulubione i ponieść w przyszłość.
Żeby to wszystko mogło się zdarzyć, trzeba temu owczemu pędowi powiedzieć dość, choćby na trochę.
Zrezygnować z pośpiesznej bylejakości...  i zauważyć tą magię, która znajduje się przecież w nas samych, oraz w najprostszych rzeczach. 
Chce mi się znowu prawdziwie wesołych świąt, bez pośpiechu i zgiełku.
Nie ilość ale jakość, we wszystkim...


Prezenty od serca


Mikołajki, choinka... 
Grudniowe powody do obdarowywania się prezentami.
Ja osobiście wolę prezenty pod choinkę... 
Obojętnie jednak z jakiej okazji te prezenty mają być, lubię je wybierać, by później móc patrzeć na radość w oczach obdarowanych. 
Taki upominek, który cieszy podwójnie, to upominek trafiony. I nie musi być drogi. Ważne, by był od serca.
Świetny wpis na temat kupowania trafionych prezentów znajdziecie u Małgosi :)
Jeśli nie przyda się w tym roku, to może pomysły pozostaną na inne okazje.
Dzisiaj pokażę Wam kilka personalizowanych  kubków, malowaanych ściśle według wskazówek, a zatem prezenty od serca... 
Każdy totalnie z innej bajki, ale każdy o specjalnym znaczeniu.
Ciekawe czy adresaci byli zadowoleni :)
Zacznę nieco świątecznie.

16 komentarzy:

listopada 30, 2017

O podróży życia zapisanej na porcelanie i o podróży w swój własny rozwój

O podróży życia zapisanej na porcelanie i o podróży w swój własny rozwój

Nostalgia w odcieniach błękitu


Dziś moja przygoda z błękitami, lazurami i turkusami, o których wspominałam tutaj jakiś czas temu, dobiegła końca.
Właśnie dziś, wypuszczone z moich dłoni, czyjeś zwizualizowane marzenie... trafiło do rąk rozmarzonej właścicielki.  
Trafiło do kogoś, dla kogo maluje się jeszcze piękniej, niż pięknie, bo do kobiety o ogromnej wrażliwości, która swoimi opowieściami, zdjęciami i entuzjazmem, przyczyniła się do pobudzenia mojej wyobraźni.
Ogromna odpowiedzialność spoczywa na twórcy, gdy podejmuje się takiego zadania.
Nigdy nie wiem jaki będzie efekt końcowy i czy wstrzelę się w czyjś gust... W takich chwilach pomaga mi moja intuicja i często cała masa otrzymanych odpowiedzi.

W najśmielszych snach nie przypuszczałam, że podróżując wraz z innymi, podróżuję także w głąb siebie i wciąż rozwijam skrzydła.
Dziś już nie potrafię inaczej żyć. 
O tej ogromnej potrzebie tworzenia już Wam kiedyś opowiadałam, ale nie byłoby tego wszystkiego, gdyby nie Wy, którzy mnie motywujecie, dajecie swoje błogosławieństwo na dalszą drogę i wolną rękę w tym tworzeniu, a zatem swoje zaufanie.
Dziękuję. 
To wielka rzecz.

Północne Włochy


Zastanawiałam się co jest moją mocną stroną w malowaniu, czy jest coś, co w pewien sposób pozwoli mi błysnąć wśród tylu wspaniałych koleżanek i kolegów, wypracować własny styl...
I wiecie co?
Chyba już nie ucieknę od krajobrazów...
Od Was dowiaduję się rzeczy, zdawałoby się... oczywistych, a moja nocna Kaśka po fachu stwierdziła, że mam romantyczny styl malowania.
Dziś wielki dzień, bo pokażę Wam podróż zapisaną na porcelanie - malowaną właśnie w taki sposób.

Sami oceńcie jak to ze mną jest :)


26 komentarzy:

listopada 24, 2017

Coś na szczęście... czyli Żyd w sieni - pieniądze w kieszeni :)

Coś na szczęście... czyli Żyd w sieni - pieniądze w kieszeni :)

Dopomóc szczęściu nie zaszkodzi...


Lubimy wierzyć w moc różnych przedmiotów, które przyniosą nam szczęście, zapewnią zdrowie, pomyślność i bogactwo. 
Ponoć połowa z nas wierzy w różne wróżby, przesądy, i nadprzyrodzone moce.
Może nie dosłownie, ale coś w nas jest takiego, co każe przekazać z pokolenia na pokolenie tą wiedzę tajemną...
Sama noszę swój szczęśliwy kamyk przy sobie.   
Mam go od ponad pięciu lat i chyba działa.
A tak...
W końcu jest we mnie jakiś tam pierwiastek wiedźmy, intuicją zwany.
Lubię to w sobie, choć są tacy, którzy wierzą w to bardziej niż ja sama :)
Któż z nas nie łapie się za guzik na widok kominiarza... lub nie zachowuje czterolistnej koniczyny?
Wierzyć, nie wierzyć... nie zaszkodzi pozaklinać los.

Tak więc słonie na szczęście z trąbą do góry, żaba zapożyczona z feng shui, budda z dużym brzuchem do głaskania... co kto woli.
Ja tam wolę te nasze, swojskie czary mary, takie babcine.
Więc po kolei. Kominiarz już był, koniczyna także. 
Zostaje podkowa na szczęście, łuski karpia z wigilii w portfelu, by kiesa pełna zawsze była. Doczytałam też, że warto mieć szyszki w drewnianej misie lub figurkę bociana, co też niesie dostatek.
Interesujące jest posiadanie miotły zawieszonej gdzieś przed wejściem... ma ona chronić przed złym okiem, cokolwiek to znaczy.
Na konec zostawiam portret żyda na szczęście.
Mówi się, że posiadanie takiego wizerunku to gwarancja sprzyjania fortuny. Warunkiem jednak jest to, że żyd musi być koniecznie stary, z siwą brodą i pejsami, zatem mądry i doświadczony i koniecznie musi liczyć złote monety...
Obrazy z żydami może nie są już tak modne... różnie się na to patrzy... ale gdyby tak przemycić taki talizman na szczęście w nieco innej formie...

Kubki na szczęście


Nie wiem skąd mi się wział pomysł namalowania tych kubków.
Malowane na podstawie popularnych obrazów znalezionych w internecie.
Po prostu chciałam by powstały... takie właśnie na szczęście.
Czy będą działać ? 
Nie wiem... malując nadałam im taką energię...
Może ktoś zechce sam sprawdzić ?








                                           Pozwólmy czasem by czary zadziałały ;)
                                     
                                                            Dobranoc mili 
11 komentarzy:

listopada 17, 2017

Literatura kobieca na zimowe wieczory i kubki inspirowane okładkami

Literatura kobieca na zimowe wieczory i kubki inspirowane okładkami

Kubki dla ulubionej autorki


Na początku były kubki...
...a może jednak książki. 
Jednak nie. Na początku właściwie to była Basia.
Opowiem po kolei.
Basia, moja ulubiona fanka czytania, jest pomysłodawczynią, a Kocikowa Dolina wykonawcą pewnych kubków i świątecznej filiżanki.
Porcelanka, jako skromny upominek od serca, dla wspaniałej autorki Gabrieli Gargaś , za jej cudowne pióro, które potrafi z każdego czytelnika wydobyć najgłębsze emocje...
Tak więc...
Najpierw Basia uświadomiła mi, że na polskim rynku objawiła się świetna pisarka literatury dla kobiet, później malowały się kubki nawiązujące do najnowszych jej powieści.
Inspiracją zaś, były okładki książek, oraz informacja, że autorka uwielbia piwonie i bzy...
Dopiero na końcu samo czytanie...


Powieści Gabrieli Gargaś


Kiedyś założyłam sobie, że jeśli recenzja, to pojedyńczo, subiektywnie i rzetelnie...
Dziś robię mały wyjątek.
Któż nie lubi bonusów :)
Proponuję Wam trzy tytuły, i wszystko jedno po który sięgniecie najpierw... 
Książki pełne magii, ciepła, radości i smutków, pełne historii z życia każdego z nas... ale najważniejsze, że przepełnone miłością, która jest napędem wszystkiego co najlepsze w życiu.
Kto raz wyciągnie dłoń po książkę tej autorki, już na zawsze pozostanie pod jej urokiem.
Im więcej, tym mniej, więc czytajcie mili...

Zanim wstanie dla nas słońce   
o decyzjach, o konsekwencjach i odpowiedzialności... o życiu, które mogłoby być życiem każdej z nas i o tym, że po nocy zawsze przychodzi dzień...

Taka jak ty
powieść o prawdziwej przyjaźni, miłości, o życiu w cieniu choroby i nadziei na lepsze jutro.

Wieczór taki jak ten
Cudowna opowieść o magii świąt, spełnianiu się życzeń, o miłości i szczęściu, które czeka za rogiem na swój czas.


23 komentarze:

listopada 11, 2017

Pomiędzy błękitami musi być kontrast i zebra dla dwojga na filiżankach

Pomiędzy błękitami musi być kontrast i zebra dla dwojga na filiżankach

Pomiędzy błękitami...


Jak każdy twórca, uwielbiam wyzwania.
Niezwykłe zadania dają dreszcz emocji w oczekiwaniu na efekt końcowy...
Jednak zanim w swojej głowie ułożę plan działania, zobaczę zarys przyszłej pracy i zbiorę się w sobie by rozpocząć, musi upłynąć odpowiedni czas, by wszystko nabrało tak zwanej mocy urzędowej, lub bedąc bliżej prawdy... musi zacząć głośno tykać  zegar, odliczając godziny zakończenia realizacji.
To już motywuje, gwarantuję Wam :)

Jestem w trakcie niesamowitej przygody z błękitami, lazurami i turkusami... Nie mogę Wam zdradzić co się maluje w pracowni... jeszcze nie czas. 
Powiem tylko, że pierwsza część zadania zaliczona i żeby nie popaść w rutynę, trzeba mi te błękity, lazury i turkusy nieco rozmyć.
W takich chwilach dobrze jest zadziałać na zasadzie kontrastów. 
Tak jak w dobrej kuchni połączenie karmelu z solonymi orzechami, jak kozi ser z miodem... pozwala na dotykanie smaków i gwarantuje ucztę dla podniebienia, tak w pracowni takie działanie pomaga nie stracić natchnienia, wciąż malować z duszą i zagwarantować ucztę dla oczu...
Tak więc mała przerwa pomiędzy błękitami i malują się nie błękitne rzeczy, które...
...pokażę w późniejszym terminie :)

Zebra w roli kontrastu 


Ale skoro o kontrastach, miodzie z serem i karmelu z solą...
Dziś taki kontrastowy zestaw dla dwojga.
Wzór autorski... 
Volia.


19 komentarzy: