Pokazywanie postów oznaczonych etykietą porcelana. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą porcelana. Pokaż wszystkie posty

lipca 22, 2020

Czekasz na tę jedną chwilę i coś dla nowożeńców w stylu retro

Czekasz na tę jedną chwilę i coś dla nowożeńców w stylu retro

Na dobre i na złe...


O ślubach i weselach głośno, w końcu sezon trwa, więc obojętnie co bym tu nie napisała, nie przyćmię ostatnich wydarzeń jakie możemy obserwować na firmamencie...
Dzieją się cuda na kiju, które nie wiem, czy bardziej śmieszą, szokują, czy raczej uświadamiają prosty lud, że równość w niektórych środowiskach inny ma wymiar.
Każda miłość jest pierwsza, najgorętsza, najszczersza... śpiewano, ale granice absurdu dostrzega większość, mam nadzieję.
Ja to jednak starej daty jestem, taka retro Kaśka, chociaż w sercu zawsze maj i dusza niepokorna :) 



W stylu retro


I dotarłam do chwili, gdzie chciałabym jakoś zgrabnie, bez przynudzania połączyć słowa klucze... ślub, retro, podróże i pasja.
Wstęp o ślubach już był.
To teraz będzie o ślubie, na który czekali oboje, czekali na tą jedną chwilę...
Marsz Mendelsona wybrzmiał dla nich niedawno, a ja nareszcie mogę pokazać Wam coś, co namalowałam z myślą o tej wyjątkowej parze, o której opowiedziała mi ich przyjaciółka.
Cudowni oboje, o wspólnych pasjach do podróży oraz starych samochodów, nie mają szans na nudę w życiu, potrafią patrzeć w tą samą stronę i czerpać radość.
Słodkiego, miłego dla Was.
Teraz część wizualna.
Wybaczcie ilość zdjęć, ale wpis jest krótki, to chociaż będzie co pooglądać ;)


Miłość nie polega na tym, aby wzajemnie sobie się przyglądać, lecz aby patrzeć razem w tym samym kierunku.
Antoine de Saint-Exupéry


24 komentarze:

lipca 15, 2020

Powroty, makowa porcelana i dom Marianków

Powroty, makowa porcelana i dom Marianków

Czas wracać


Kiedy powstawał blog, moja głowa pełna była słów, które bardzo potrzebowałam z siebie wydać na świat. Tematów było na tyle dużo, że z łatwością stukałam w klawiaturę, zamieniając myśli w słowa... później zaskakiwaliście mnie ilością komentarzy, a ja cieszyłam się jak dziecko.
Czas pozwolił mi drobnymi krokami budować to moje miejsce, co spowodowało, że pisanie, które przecież tak dużo mi daje, odpuściłam na konto tworzenia dla Was.
Nie ukrywam, że dopadł mnie także brak pisarskiej weny, co pewnie dotyczy większości blogerów.
Nagle zabrakło tematów, zabrakło też wiary, czy treści są na tyle dobre, żeby puszczać je w obieg... Za nic nie chciałam banałów czy też miernego pisania dla samego pisania, nie mniej jednak artystycznie Kocikowa Dolina wciąż się rozwijała.
Tu nie ustaję i nie odpuszczam, bo na szczęście nie pozwalacie mi na to...
Zawsze powtarzam, że wszystko jest po coś.
Być może trzeba mi było skupienia, kolejnego przewartościowania i kolejnej rozmowy z samą sobą.
Brzmi dziwnie, ale ja nigdy nie byłam szablonowa.
Być może trzeba mi było powodu...
Aż tu niedawno nadszedł mail, który mocno mnie poruszył, bo dotarł aż do serca.
To była niedluga wiadomość, ale na tyle istotna, że nagle blokady same puściły a okiennice otworzyły się szeroko i wpuściły świeżość i jasność...
Dziękuję Pani Sylwio, że przypomniała mi Pani dlaczego mi się chciało.
Czas wracać.


Makowa porcelana



Piękny czas mamy...
Natura obdarowuje nas kolorami, formami, zapachami, czasem nie wiem jak to uchwycić, unieść i zachować. 
Jako miłośniczka życia, radość czerpię skąd tylko się da... a i tak wciąż nienasycona.
Niedawno zachwycałam się polem maków, które mimo swej ulotności, tego roku wyjątkowo długo radowały oczy.
Nie mogłam się oprzeć, by nie zatrzymać ich w kadrze i nie utrwalić na porcelanie.
I tak powstała makowa filiżanka urodzinowa, a skoro maki, to sesja w plenerze, w bardzo wyjątkowym dla mnie miejscu, o którym mam nadzieję napiszę kiedyś więcej, bo warto jest pokazać światu, że istnieją ludzie z pasją, którzy takie miejsca tworzą.


Dom ,,Marianków"



Jest takie zaczarowane miejsce nieopodal Kocikowej Doliny, gdzie zaglądam z nieukrywaną przyjemnością i wciąż nie gasnącym zachwytem.
Wystarczy kilkunastominutowy spacer asfaltową drogą, by dotrzeć do miejsca, gdzie droga łagodnie, ale stanowczo zakręca.
Idąc, już z daleka widać bocianie gniazdo i bramę wjazdową w postaci słupów, bo teren ogrodzony jest roślinnością wszelaką... zatem żadna typowa brama nigdy nie powstała.
Wkraczając na posesję, po prawej stronie znajduje się staw, a dwa kroki dalej oczom ukazuje się stary, bez mała stuletni dom Marianków, bo tak ich nazywamy wśród znajomych.
Każdy kto choć raz tam się zapuścił, poczuje się, jakby wkroczył w inny wymiar, cofnął się w czasie, jakby otworzył furtkę do tajemniczego ogrodu...
Stary, drewniany dom z duszą wita ganeczkiem, na którym stoi stół nakryty zazwyczaj kraciastym obrusem przez pogodną Panią domu, by za chwilę pojawił się uśmiechnięty Pan domu w zawadiackim kapeluszu na głowie, częstujący swojskim winem lub zakwasem z buraków... czym chata bogata.
Tą opowieść snuć można w odcinkach, bo każdy zakątek tego miejsca ma osobną historię, każdy przedmiot duszę, dom zamieszkuje artysta, a dobrym duchem tego domu jest jego żona.
Są tam też dwa koty, a na strychu kto wie czy nie mieszka dytko ;)

Być może wrócę jeszcze do tej historii...
Tymczasem przed Wami sesja makowej filiżanki i sam dom


26 komentarzy:

lutego 29, 2020

Człowiek uczy się całe życie... dr.Mateusz Grzesiak i komplet porcelany dla książkomaniaków

Człowiek uczy się całe życie... dr.Mateusz Grzesiak i komplet  porcelany dla książkomaniaków

O tym, że wciąż wierzę w człowieka



Matka natura obdarowała mnie tyloma sprzecznościami, że czasem dziwię się, że to wszystko razem współgra w jednym miejscu, znaczy we mnie konkretnie.
Życie nauczyło mnie czytać drogowskazy, ale mimo ostrożności, zdarza się, że dam się wciągnąć w jakiś boczny nurcik niezbadany i nagle jestem nie tam, gdzie myślałam... do tego nie specjalnie zaskoczona, bo intuicja przecież znaki dymne wysyłała.
Na szczęście dość szybko moja busola odnajduje właściwy kurs. 
Te boczne odnogi to nic innego, jak ludzie, którzy uczą rozumu :)

Taka refleksja spłynęła na mnie niedawno i chcąc jakoś to przerobić, zamieniam swoje myśli w literki, by jako wzrokowiec, przeczytać i zapamiętać te drobne nauki, które pozostawiają mi inni ludzie i za które dziękuję, bo nie ma lepszej metody, niż praktyka ;)

Wciąż jednak wierzę w człowieka i wciąż wierna jestem swoim ideałom, gdzie słowo jest mi droższe od pieniędzy, gdzie lubię być potrzebna, bezinteresowna, a lojalnością, mimo że należy się najpierw mi samej, dzielę się z tymi, którzy na nią zasługują.
I kiedy tak sobie rozmyślam nad intencjami różnych ludzi, którym wydaje się, że wiedzą już wszystko, że mają rację, że nikt nie może mieć innego zdania, a jeśli ma, to już nie jest to wygodne, przychodzi do mnie odpowiedź w postaci na przykład mądrego tekstu, który tak pięknie wyjaśnia te mechanizmy i porusza wiele innych tematów dotyczących człowieka.  


Dr. Mateusz Grzesiak



Moje ostatnie odkrycie to Mateusz Grzesiak - nazywany w mediach najpopularniejszym psychologiem w Polsce, posiada tytuł magistra psychologii i prawa, oraz doktorat z zarządzania, a to nie koniec jego dorobku...
Autor wielu książek i artykułów, mentor i wykładowca, człowiek orkiestra.
Motto którym się kieruje - ,,Stwórz życie, w jakim jesteś najlepszą wersją siebie, masz, czego pragniesz, pomagasz innym i zmieniasz świat''

Pierwszy jego tekst na jaki wpadłam :

Kiedyś zrozumiesz, że…
…życie to zbieranie doświadczeń, a nie rzeczy. Że kilkoro przyjaciół jest ważniejszych niż tłumy nieznanych osób. Że jeden partner na stałe jest lepszy niż wielu od czasu do czasu. Że pieniądze szczęścia nie dają dopiero wtedy, gdy się je ma. Że większość problemów pochodzi z kultury i rodziny, w której się wychowałeś i nie ma nic z Tobą wspólnego. Że największą inwestycją są umiejętności. Że 99% Twoich zmartwień nigdy się nie urzeczywistni. Że to, co czujesz, jest ważniejsze niż społeczne zasady. Że świadomość myśli, zachowań i emocji jest potrzebna w każdej dziedzinie życia. Że wszyscy przechodzą przez podobne etapy w życiu. Że wcale nie byłeś taki mądry, jak myślałeś. Że nie doceniałeś tego, co miałeś, i przeceniałeś to, czego nie miałeś. Że najwięcej do powiedzenia o Tobie mają ci, którzy Cię nie znają. Że jakość życia jest tym lepsza, im bardziej jesteś sobą. Że mając dobry pomysł i determinację oraz ciężko pracując, można osiągnąć wszystko. Że fajnie jest, gdy pomagasz innym. Że wszystko, co się wydarzyło w Twoim życiu, było potrzebne, byś dziś był tu, gdzie jesteś. Że intuicja jest równie ważna, co wiedza. Że to, co kiedyś Cię martwiło, było nic niewartą błahostką. Że chcesz pomagać innym bardziej niż sobie i że bez pomocy sobie nie można pomóc innym. Że z każdego, nawet najgorszego, wydarzenia można wyciągnąć wnioski. Że dopóki nie wybaczysz, nie uwolnisz się od przeszłości. Że ludzi poznaje się w momentach kryzysowych, a nie wtedy, gdy wszystko dobrze idzie. Że masz gorsze zdanie o sobie niż inni o Tobie. Że mało kto Cię tak naprawdę zna. Że nikt za Ciebie nie rozwiąże Twoich problemów. Że nie można uciec od siebie. Że oszukiwałeś siebie bardziej niż inni Ciebie. Że bałeś się przyznać, że się bałeś, i że wstydziłeś się wstydu. Że miłość jest bezpieczniejsza niż udawana obojętność. Że straciłeś czas na wymówki. Że częściej wygrywałeś dzięki swojej pracy niż szczęściu. Że zrobiłeś w życiu rzeczy, dzięki którym innym jest lepiej. Że jesteś OK.
Ściskam
Mat

Nie zamierzam przedrukowywać wszystkiego na jego temat, ale zostawię Wam linki, byście mogli sami dotrzeć, poczytać, odnieść się i zostać, lub zignorować....
O nim samym TUTAJTUTAJ i TUTAJ 



Dla książkomaniaków



Wiedzę czerpiemy w różnoraki sposób, czytając, słuchając, rozmawiając, podróżując, doświadczając, obserwując itd. dopiszcie tu swoje propozycje :)

Przy okazji tematu, dziś coś dla miłośników czytania, książkomaniaków, książkoholików i książkożerców. Komplet, który powstał jeszcze w zeszłym roku i dopiero dziś doczekał się publikacji.
Zdjęć sporo, nie najlepszej może jakości, bo kiedy brak dobtrego światła, moje zapędy fotograficzne się kończą i wychodzi to, co poniżej, mimo szczerych chęci...


39 komentarzy:

stycznia 29, 2020

Iść w stronę słońca, trzecie urodziny bloga i wulkan energii na porcelanie

Iść w stronę słońca, trzecie urodziny bloga i wulkan energii na porcelanie

Blogerką być


Na początku była chęć przełamania stereotypów, jak zawsze właściwie. Pokornie niepokorna to moje drugie imię, byle nie z tłumem, byle w stronę słońca.
A skoro już te farby były...
I tak minęło kilka lat :) 

Właśnie blogowi stuknęło trzy, chociaż maluję dekadę.
Cóż to jest, ktoś powie i pewnie będzie miał rację, ale...
Dopiero wczoraj stawiałam pierwsze kroki w tej przestrzeni, pełna weny twórczej, dziecięcej wręcz ciekawości i chęci dzielenia się, pisząc swój post powitalny 
Pierwszy rok był najbardziej płodny w posty, dziś to ja jestem pełna podziwu dla tej świeżynki, jaką byłam wtedy. Pierwszy rok dał mi rozwinąć pióro, poznać cudwnych ludzi i wejść w blogosferę. Podsumowanie samą mnie zaskoczyło :)
Kolejny natomiast pokazał, że w pewnym sensie, to blogowanie pomogło mi odnaleźć właściwą drogę, tą w stronę słońca. To był rok zmian, trudnych, ale właściwych decyzji jak się okazuje. 
Bilans  dodatni kochani :)


W stronę słońca


Trzy lata blogowania, to nie samo blogowanie.
To przede wszystkim ludzie 💓💓💓💓💓
Ludzie, dla których piszę, tworzę i dzięki którym tu jestem.
To cała masa napisanych literek, postawionych kropeczek, to malowana porcelana, szkło, drewno, tkaniny, to ogromna ilość wykonanych zdjęć i niesamowici ludzie blogosfery działający w socjalmediach, od których wciąż mogę i chcę się uczyć.

Trzy lata temu nikt nie wiedział o co chodzi z tą Kocikową Doliną.
Nazwa dziwaczna, logo narysowane na kolanie...
Dziś Kocikowa Dolina to nie tylko miejsce w internecie.
To sposób na życie dla pokornie niepokornej, czy jak kto woli... niepokornie pokornej ;)
Dziś moja pasja jest moją drogą, drogą w stronę słońca, która daje mi wciąż nową energię do działania i pomysły przynajmniej na kilka żyć :)
Tak podsumowując kończę o tych trzech latach blogowania.


Wulkan energii na porcelanie


Żeby było na temat, że ta energia, że wulkan i że droga w stronę słońca, że pomysłów pełna głowa i ochota wciąż i że PESEL mi w niczym nie przeszkadza...
Poczytaliście to teraz coś dla oczu :)
Dawka energii na porcelanie.
Komplet malowany dla kogoś bardzo wyjątkowego.


34 komentarze:

stycznia 19, 2020

Zapisane w gwiazdach, podwójnie dorosła i kolejne kubki ze znakami zodiaku

Zapisane w gwiazdach, podwójnie dorosła i kolejne kubki ze znakami zodiaku

Szalony rok


Każdy koniec roku zmusza do podsumowań i refleksji, nawet tych, którzy starają się być oryginalni i udają, że to ich zupełnie nie dotyczy.  
Każdy początek natomiast, do składania sobie obietnic i robienia postanowień na kolejny, nawet tych, którzy zapominają o nich już pod koniec stycznia :)

A jaki był dla mnie?
Pełen wyzwań przede wszystkim, mega kreatywny, różnorodny pod każdym względem, szalony i bardzo długi, chociaż minął szybko...
Wiecie co?
Żaden poprzedni rok nie był nawet w połowie taki zwariowany jak ten.


Zapisane w gwiazdach


Od zawsze wiem, że szczęście to ja mam w gwiazdach zapisane, uwielbiam też wierzyć, że dostajemy pewne cechy wraz z datą urodzenia.
Takie rzeczy po prostu się wie... z resztą, gdzieś kiedyś pisałam już o tym.
Jako zodiakalna waga, którą lubię w sobie, jestem pod wpływem żywiołu powietrza, co w pełni usprawiedliwia pewne rzeczy.
Ale skromnie to zabrzmiało ;)
Kiedy byłam młodą dziewczyną, spotkałam na swojej drodze ludzi, którzy zajmowali się astrologią, dla mne czarna magia, która tylko potwierdziła to, co już sama wiedziałam. Dodali tylko, że co dekadę, od daty urodzenia zaczynając, czeka mnie coś specjalnego, wyjątkowego lub ważnego...
Nie wiem jak to się stało, ale 2019 to była jakaś kumulacja :)

Rok pełen wyzwań, bo w domu trwała jesień średniowiecza pod tytułem remont parteru, który wymagał masy decyzji, kreatywności, łączenia materiałów, dobierania kolorów, dodatków i szukania po całej Polsce drzwi na przykład.  
Równocześnie kończył się czas na rozliczenie mojego projektu, po drodze siedemdziesiąte urodziny mojej mamy, sanatorium wzywało, by stawić się początkiem marca, remont wciąż trwał.
Wszystko działo się równocześnie.
Marzyłam, by odpocząć od decyzji, od ciężaru ich podejmowania, od ciągłej obecności wszechobecnego bałaganu.
Wsiadłam za kierownicę i pojechałam odpocząć. Każdy powinien móc to zrobić.
A później już się potoczyło...
Każdy miesiąc tego intensywnego roku miał dla mnie prezent.
Wyjazdy, wesele i bal urodzinowy... tym razem mój :)


Podwójnie dorosła


To były najlepsze urodziny w moim życiu.
Trudno było przywyknąć do tej cyfry z przodu, bo jakiś czas temu ustaliłam swój wiek na czterdzieści osiem i trzymałam się go kurczowo dwa lata :)
Ta pięćdziesiątka taka jakaś dorosła mi się wydawała, zbyt dorosła jak dla mnie... ale kurczę, tym razem nie ja tu ustalałam zasady...
Jeszcze raz dziękuję wszystkim, że zechcieli świętować ze mną ten czas.
Dziękuję, że raz w życiu mogłam zostać królową balu, dziękuję za Waszą kreatywność i że wam się chciało.
Uwierzcie, doceniam z całego serca. Byliście wspaniali.
Nigdy wcześniej nie byłam na takiej imprezie, gdzie wszyscy dali się wciągnąć w pewien scenariusz i bawili się z całego serca :)
Swoim dzieciom i mężowi dziękuję za niespodziankę rocznicowo urodzinową.
Spędzić pięćdziesiątkę w Barcelonie razem z Wami - bezcenne.

To nie koniec...

Jeszcze Barcelona w duszy mi grała, jeszcze sangrija nie przestała krążyć w żyłach, a już witałam Rzym.
W październiuku zrealizował się urodzinowy prezent dla mojej mamy, pięciodniowa rzymska przygoda, którą zafundowaliśmy jej wraz z bratem, chociaż pojechałam tylko ja... i Stefan.
Poznałam przy okazji fantastycznych ludzi, z którymi mam kontakt do teraz.
Piękne miejsca, niesamowite zabytki, które znałam tylko ze zdjęć, cholernie bolące nogi i na koniec nadmorskie plażowanie w październiku, kiedy u nas był już mrozik... tego nie da się zapomnieć.
Listopad i grudzień był pracowity jeszcze bardziej niż na przełomie roku, co pozwoliło mi realizować się zawodowo.
Czyż to wszystko to nie jest szczęście zapisane w gwiazdach?
Czy data urodzenia i znaki zodiaku nie bywają kluczowe?
Ja tak właśnie lubię myśleć, a myśl tworzy rzeczywistość :)


Znaki zodiaku


Temat znaków zodiaku, szczęścia zapisanego w gwiazdach przewija sie w tym poście, więc czas pokazać tematycznie pasujące tu kubki.
Malowałam je jeszcze latem, ale zostawiłam na okoliczność tego wpisu...


36 komentarzy:

października 25, 2019

Historia jednej miłości... filiżanki dla dwojga

Historia jednej miłości... filiżanki dla dwojga

Jesienne powitanie


Witajcie po przerwie kochani

Kocikowa Dolina mimo zmniejszonej ostatnio aktywności blogowej, działa intensywnie, rozwija się i stara sprostać wyzwaniom.
Mam wrażenie, że ostatnio jestem wszędzie, bez przerwy i wciąż.
Bardzo trudno jest być wszędzie :) 
Kto zagląda do Kocikowej Doliny przez inne kanały, ten wie nieco więcej... oj, napiszę pewnie niezłe podsumowanie tego szalonego roku w grudniu.

Chociaż kocham literki i kropeczki, to tak samo kocham pędzle i farby i to, że mogę dzięki Wam przeżywać z Wami rozmaite historie, które przecież towarzyszą każdemu zamówieniu.
Kiedy zasiadam do pisania, zawsze obawiam się, żeby nie pisać banałów, żebyście czytali z zainteresowaniem... tu mam na myśli tych, którzy lubią poczytać, bo wzrokowcom zawsze mam coś do pokazania ;)


Historia jednej miłości...


Zacznę od tego, że nie wierzę w przypadki...
Jeszcze latem napisała do mnie przemiła Pani Karolina.
Bardzo jej zależało, żebym stworzyła komplet filiżanek dla bliskich jej ludzi, którzy stawiają ważne kroki w przyszłość.
Od słowa do słowa, czytając historię tych dwojga, w głowie powstawał zarys tego, co chciałam umieścić im, jako znak, że to już czas, jako amulet, który w jakiś sposób pomoże spojrzeć we wspólną przyszłość, pomoże uwierzyć...

Ona - piękna, młoda, pełna apetytu na życie, z psem u boku, zakochana w morzu i w nim.
On - ostrożny, po przejściach, marzący o wspólnym domu, z nadzieją patrzący w przyszłość.

Tych informacji otrzymałam nieco więcej, by móc spersonalizować tą porcelanę w taki sposób, by nabrała mocy sprawczej :) 
Dzieli ich tylko odległość...
W takich sytuacjach mam poczucie misji i w malowanie wkładam przesłanie.


Góra z górą się nie zejdzie...


Napisałam, że nie wierzę w przypadki, a nie rozwinęłam tej myśli.
Do sedna...
Zawsze po ustaleniach wszelkich, nadchodzi czas na wymianę potrzebnych danych i od słowa do słowa, okazało się że...
...filiżanki pojadą do miejsca, gdzie się wychowałam, spędziłam dzieciństwo i młodość, że pojadą w moje strony, gdzie została połowa mojego serca, a osoba, która jakimś cudem trafiła na mnie w tym jakże przepastnym i wielopłaszczyznowym świecie internetu jest związana z ludźmi, których znałam, z którymi też związane było moje życie.
I co?
Góra z górą się nie zejdzie, powiadają, a ludzkie losy się przeplatają...

A teraz pokażę Wam co powstało z opowiadań i mojej wyobraźni.



30 komentarzy:

września 01, 2019

Nowy rok szkolny, dziadek Bolek i jarzębinowy komplet filiżanek

Nowy rok szkolny, dziadek Bolek i jarzębinowy komplet filiżanek

Wakacje, znów będą wakacje


Wrzesień przywitał nas ciepłem promieni słonecznych. 
W powietrzu unosi się zapach wysuszonech traw, ziół i ten unikalny, ciepły wciąż powiew dojrzałego powietrza... tak, tak o tym myślę, kiedy zamykam oczy i wciągam do płuc to wszystko na raz, by wystarczyło mi na długo.
Właśnie zaczyna się nowy rok szkolny.
Ten czas zawsze kojarzy mi się z jarzębiną, białymi podkolanówkami i moim dziadkiem...
Kiedy byłam małą dziewczynką, świat wyglądał zupełnie inaczej.
Po za tym, że wszystko było jakby większe, to byłam też bliżej natury.
Nikt wtedy nie siedział w domu na własne życzenie. Nikomu z nas nie śniło się o komputerach, kiedy całkiem sprawnie liczyło się na liczydle, wiedzy szukało się w encyklopedii, doświadczenia w książkach, a przygód na własną rękę z całą gromadą dzieciaków z okolicy.
O przygodach z dziecństwa powstanie kiedyś wpis... bo warto wspomnieć tu choć kilka, najbliższych mi postaci i opowiedzieć niektóre historie. 
Jak to dobrze, że nie było wtedy telefonów komórkowych, a rodzice wierzyli, że mają grzeczne dzieci...


Dziadek Bolek


Jako mała dziewczynka, mieszkałam w wielopokoleniowym domu, w którym w 3 pokojach mieszkało osiem osób. Tam to dopiero się działo...
Kiedyś opowiadałam o tym nieco TUTAJ i TUTAJ...
Dziś znów przybliżę postać dziadka Bolka, dzięki któremu wiedziałam jak pozyskać sok z brzozy... że szyszki to świetny materiał na opał, jak wygląda rumianek i inne zioła, oraz to, że jarzębinę można wykorzystać nie tylko do robienia korali :)
I ja dziś o tej jarzębinie właśnie chciałam, a rozpisałam się o zupełnie innych rzeczach...
Dziadek, niewysoki człowiek o spokojnym usposobieniu, miał swoje patenty na różne rzeczy.
Do obcinania jarzębiny służył specjalny przyrząd, który pozwalał mu sięgnąć precyzyjnie po kiść, stojąc pod drzewem. Spryciarz zamontował sekator na baaardzo długiej, prostej tyczce, dowiązał mocny sznurek i pociągając za niego, ciął w odpowiednim miejscu, a piękne, czerwone korale lądowały na płachcie rozłożonej pod drzewem. Moim zadaniem było zbierać cenne owoce.
Czułam się bardzo potrzebna, a babcia miała ze mną chwilę spokoju...
Później wieźliśmy tą jarzębinę do leśniczówki, a dziadek miał dodatkowe dukaty :)


Jarzębina 


I tym sposobem dotarłam do sedna...
Komplet jarzębinowych filiżanek  mam Wam do pokazania. 
Końcówka lata i słoneczne kolory zamknięte na porcelanie będą rozświetlać niejeden zimowy dzień.
Jak Wam się podoba ?







                                Cudownej niedzieli kochani, korzystajcie z promieni słonecznych








40 komentarzy:

czerwca 23, 2019

Dzień ojca... refleksja po latach i stare księgi na filiżankach

Dzień ojca... refleksja po latach i stare księgi na filiżankach

Córeczka tatusia



Już od dawna nie obchodzę dnia ojca. 
Ktoś z góry zdecydował, że wykonał On swoje zadanie i odwołał go z tego planu, niestety zbyt wcześnie... ale nie martwcie się, to nie będzie smutny wpis, bo to nie był smutny facet.

Jakie mam wspomnienia?
Bardzo różne... bo tatuś nie był wcale idealny, ani jako tatuś, ani jako mąż.
Miał natomiast swój niezaprzeczalny urok i  ludzie naprawdę go lubili.
To po nim odziedziczyłam radość dziecka, kolor oczu i wzrost krasnala, bo tatuś tylko duchem był wielki, a mnie, gdyby tak dobrze rozwałkować... kto wie, czy kariery w modelingu bym nie zrobiła... no nikt nie wpadł na pomysł.
Pamiętam jak potrafił się wszystkim cieszyć, obojętnie, czy spotkało go coś fajnego, czy może akurat zrobił komuś kawał... radość dziecka była na pierwszym planie.
Potrafił z wielką powagą wpuszczać ludzi w maliny i opowiadał historie, które do dziś żyją w ludzkiej pamięci, o czym jeszcze nie dawno przekonał się mój brat.
Najgłośniejsza była historia o przygarnięciu kobiety z dwójką dzieci (oczywiście mowa o mamie i jego własnych dzieciach) Ulitował się, wziął do domu i zaopiekował... a ludzie wierzyli...
Inną była opowieść o ociepleniu domu śniegiem. Kiedy ktoś poddał w wątpliwość metodę, pytając, czy śnieg się nie roztopi, z pewnością siebie odpowiedział, skądże, jak się dobrze ubije... przecież jego dom właśnie tak był ocieplony. 
Tych anegdotek jest cały worek i brakłoby mi nocy, by przytoczyć ich więcej, lub odwagi, by upublicznić resztę... niech więc te dwie nakreślą nieco poczucie humoru mojego taty.
Mnie też wkręcił nie jeden raz.
Historyjka z bocianem na dachu, zagadkami i odgadywaniem figur... o matko boska elektryczna, jaką on miał fantazję. 
Miał też tupet.
Kiedy do domu wpadała młodzież, tuż przed dziewiętnastą, delikatnie pukał do mojego pokoju mówiąc... 
- Kasia!
- co!
- bajka...
Dziś uśmiecham się na to wspomnienie, jednak wtedy nie bylo mi do śmiechu.
Kiedy zaczął przyjeżdżać do mnie mój mąż... jak u Karguli i Pawlaków pilnował mojej cnoty, pukał i przyciszał radio, lub sprawdzał, czy kaloryfery są ciepłe, albo czy sąsiad z naprzeciwka jest w domu. Dodam, że w całym domu mieliśmy kaloryfery, a okno pokoju rodziców wychodziło na dom tego samego sąsiada :)
Bardziej w skrócie się nie dało, to i tak mała część pomysłów, które tatuś serwował na zawołanie.

Mam po Nim coś jeszcze.
Mam ciekawość świata i duszę włóczęgi.
Żadne z nas nie dało się zamknąć w ramach na dłużej.
Zabierał mnie z sobą wszędzie.
Nawet do knajpy :)
Kedyś zabrał mnie z wózkiem na spacer i zapomniał przywieźć do domu (opowieść znam z ust świadka naocznego - mamy)
Do dziś lubię galaretkę z bitą śmetaną, którą jadłam, kiedy tatuś delektował się piwem i towarzystwem kolegów w Jagódce. To przez Niego znali mnie wszyscy. Ale było fajnie :)
Dziś byłaby z tego afera w telewizji i bylibyśmy sławni, a tak? 
Miałam wesołe dzieciństwo mimo wszystko :)
Co mu zawdzięczam jeszcze ?
Dostałam od Niego imię.
Powiada się, że to właśnie ojciec powinien dać córce imię, by miało swoją moc... i coś w tym jest.
Córeczka tatusia... to powtarzała mi moja mama od zawsze...
Nie odziedziczyłam jednak po Nim tego tupetu, a szkoda.
Tupet i to specyficzne poczucie humoru dostał mój brat.
Ja za to mam cierpliwość po mamie :)


Refleksja po latach


Dzień ojca w tym roku przyniósł mi refleksję o przemijaniu i  wspomnienie o Nim. 
Przemijanie jest wpisane w nasze życie i jedno bez drugiego nie istnieje, ale dzięki temu, że  skrzyżowały się drogi moich rodziców, że wybrali właśnie siebie, podjęli wyzwanie i dali radę, jestem ja, moje dzieci, mój brat i jego dzieci...
Chociaż nie było czasem do śmiechu, to uzmysłowiłam sobie, że z biegiem lat coraz częściej wracam tylko do pięknych wspomnień i na głos mówię, że gdyby tu był, tak bardzo byłby dumny z nas wszystkich, bo też dajemy radę... i chociaż nie ma go z nami fizycznie, to dostrzegam go w moim bracie, w moim synu, w oczach mojej córki i synu mojego brata. 


Stare księgi na fiiżankach


Koniecznie chciałam Wam pokazać filiżanki, z których jestem dumna... malowane na pamiątkę wspólnych chwil, dla miłośniczek książek i języka polskiego.
Co to ma wspólnego z tym wpisem?
Nikt nie czytał książek tak szybko, jak mój ojciec... trochę z przodu, trochę z tyłu, w międzyczasie środek, omijając opisy.
Widok ojca z książką w dłoni - bezcenny :) dodam, że to był naprawdę mądry facet i posiadał dużą wiedzę... 


38 komentarzy:

czerwca 01, 2019

Dzień dziecka... życzenia dla dorosłych i filiżanka z Paryżem

Dzień dziecka... życzenia dla dorosłych i filiżanka z Paryżem

Przecież dorośli też byli dziećmi


Zastanawialiście się kiedyś dlaczego stając się dorosłymi, gubimy po drodze najważniejsze cechy, które w dzieciństwie były takie oczywiste? Mam tu na myśli spontaniczność, szczerość, dziecięcą wrażliwość i prawdziwą radość.
Dziś Dzień Dziecka... 
Może to czas, by obudzić je także w sobie?
Świat dzieci rządzi się swoimi prawami.
Jedynie ono potrafi szczerze i bez zażenowania powiedzieć na głos, że coś jest brzydkie, czy niesmaczne, jeśli uzna, że właśnie takie jest... dopiero my, dorośli uczymy je naginać prawdę z różnych, banalnych często powodów, chćby dlatego, by nie urazić cioci Helenki i nie powiedzieć wprost, że jej ciasto to zakalec.
I tutaj mała anegdotka.
Przyjeżdżając do rodzinnego domu, staram się mieć coś ze sobą dla dzieci i kupuję bratanicy i bratankowi trochę zakazanych słodkości, oraz jakieś jadalne wynalazki, ostatnio między innymi żelki w kształcie hamburgera...
Amelka grzecznie podziękowała z uśmiechem, natomiast Marcelek, najszczerzej jak tylko dziecko potrafi powiedział - zjadłem tego hamburgera całego, chociaż był ohydny :)
Szczerość dziecka totalnie mnie rozbroiła...

Świat widziany oczyma dziecka jest innym światem, niż nasz świat dorosłych.
Tam szybko zapomina się o sprzeczkach czy zdartym kolanie, nie ma tam obłudy i wszystko zawsze dobrze się kończy.
Pamiętacie go?
Dzieci są takie prawdziwe, wierzą w dobro, potrafią się cieszyć, celebrują każdą chwilę, a wszystko co robą, robią z pasją i traktują jak wielką przygodę...
Zachwycają się swoimi odkryciami i potrafią marzyć.


Dorosłe marzenia, to też marzenia


Kochani dorośli.
W Dniu Dziecka przypomnijmy sobie o tej umiejętności.
Nie bójmy się marzeń.
Nasze dorosłe marzenia, to także marzenia... inne niż te dziecięce, ale przecież droga do ich realizacji pozwala nam wciąż iść do przodu.
Pozwólmy sobie czasem na spontaniczność, pozwólmy sobie na zachwyt, bo świat wciąż jest piękny i tajemniczy, jak za czasów naszego dzieciństwa... tylko zapomnieliśmy o tym wszystkim w tej naszej oczywistości.
Zacznijmy częściej korzystać z wybraźni, bo kto potrafi z niej korzystać, może dotrzeć wszędzie...


Filiżanka z Paryżem


Przy okazji mojego rozważania o marzeniach i ich realizacji, dziś pokażę Wam urodzinową filiżankę, którą malowałam na zamówienie pewnej żony dla ukochanego męża...
Ona kocha jego, on kocha Francję, Francja jest cudowna, sama sprawdziłam... kto raz się tam znajdzie, już zawsze pozostanie pod jej urokiem.
Zaraz, zaraz... a o co chodzi z tymi marzeniami i tą Francją?
Chyba coś tu poplątałam.
Teraz to już nie wiem, czy to ja marzę, by znowu tam pojechać, czy to ten mąż, tamtej żony ma takie marzenie... z resztą, jak tu można myśleć logicznie o tej porze...



37 komentarzy:

listopada 28, 2018

Życie mija jak sen.. więc żyjmy naprawdę i spotkajmy się kiedyś przy kominku z filiżanką herbaty...

Życie mija jak sen.. więc żyjmy naprawdę i spotkajmy się kiedyś przy kominku z filiżanką herbaty...

Apetyt na życie


Ostatnio doświadczam różnych skrajności... tak po prostu. 
To coś w rodzaju chodzenia po schodach, co któryś stopień... i to raz w górę, raz w dół.
Raz się uśmiecham, bo coś tam sobie wymyśliłam, by za chwilę poczuć lęk, czy dam radę, bo może to nie jest aż takie dobre, jak myślę... 
Jako urodzona optymistka przeganiam te głupie myśli na cztery wiatry, chociaż życie i tak ma scenariusze do rozdania.
Kolejny raz splot pewnych zdarzeń uświadomił mi, że tak naprawdę to niczego nie da się zaplanować... a komu się zdaje, że można, to tylko mu się zdaje... i to nie prawda, że wszystko co  dobre i złe przydarza się innym, bo ci inni to przecież także my.
Są radości, które niosą nadzieję i za moment wielki smuteczek, bo życie potrafi pokazać figę z makiem i to niespodziewanie.

Zagmatwałam, jak to ja...
U mnie wszystko w porządku i niech tak będzie jak najdłużej.
Smuteczki zawitały jednak na tyle blisko, że mocno mną wstrząsnęły i daję upust pisząc to wszystko, a że jest jak zwykle środek nocy, to wychodzi co wychodzi.

Sama nigdy nie umiałam planować długoterminowo, jeśli pojawia się jakiś pomysł, jego realizacja przebiega zazwyczaj spontanicznie.
Więc jeśli masz apetyt na życie, żyj naprawdę, żyj jak potrafisz najpełniej... 

  • bo akurat nie zawsze zapisujesz swoje genialne pomysły na kartce, a podobno każdego dnia conajmniej dwa takie wpadają nam do głowy i wtedy coś Cię może jednak ominąć.
  • bycie dobrym najpierw dla siebie to taki zdrowy egoizm, bo jeśli Tobie będzie dobrze, to wszystkim wokół także, pomyśl o tym. 
  • czego nie zgarniesz teraz, późnej straci na wartości albo się przedawni. Więc jak? Garściami?
  • nie trać czasu na czekanie, w trakcie oczekiwania też żyj i ciesz się tym co masz.
  • śmiej się, kiedy tylko nadarza się sposobność, śmech pozwala się zdystansować.
  • pozwól sobie na siebie, nie tylko dla siebie, niech inni też Ciebie doświadczą. 
  • omijaj szerokim łukiem tych, którzy w Ciebie wątpią, to są ich wątpliwości, nie Twoje.
  • kochaj
  • spełniaj marzenia.
  • nie bój się decydować.
  • nie bój się próbować.
  • nie bój się pomylić.
  • nie bój się żyć, nigdy nie wiesz ile jeszcze...

Przy kominku


A jeśli odważysz się na siebie, złapiesz życie za ogon i popędzisz za marzeniami, być może spotkamy się po latach z filiżanką herbaty przy kominku i uśmiechniemy do swoich myśli mówiąc...
-  dobrze to wszystko zostało rozegrane.

Przy okazji zostawiam Wam klimatyczną filiżankę z dzbankiem. Słoneczny komplet chyba pasowałaby do tego kominka i wieczoru wspomnień.
Jak Wam się podoba?


8 komentarzy:

listopada 11, 2018

Prezenty - jak wybrać, by cieszyć się dwa razy

Prezenty - jak wybrać, by cieszyć się dwa razy

Okazje



Okazji do wręczania prezentów jest ogrom, i właściwie z biegiem lat ich przybywa.
Wszycy lubimy je otrzymywać, ale także lubimy prezenty dawać.
Jeszcze kilka dekad temu nikt nie słyszał o walentynkach czy też dniu chłopaka... a teraz?
Kalendarz najeżony okazjami, sklepy zapełnione potencjalnymi prezentami kuszą promocjami...
Zabiegani ludzie poszukujący tych prezentów zazwyczaj na ostatnią chwilę, kupują często bez głębszego zastanowiena, a cieszą się najbardziej ludzie od marketingu, handlowcy i producenci.
Największe żniwo jest przed świętami.
Prezenty pod choinkę to chyba najmilsza okazja do sprawiania radości, bo rzadko kiedy zdarza się, by w tym czasie ktoś prezentu nie otrzymał, choćby najdrobniejszego.


Najtrudniejsze wybory



Z doświadczenia wiem, nie tylko własnego, że największą trudność sprawia nam wybór prezentów na specjalne okazje.
Teraz pytanie...
Które to są te specjalne okazje, i dlaczego są bardziej specjalne niż inne?
Tak naprawdę, to każda okazja jest wyjątkowa, jeśli jej taką rangę nadamy, nie mniej jednak inaczej wybiera się upominek na imieniny dla cioci, a inaczej prezent dla mężczyzny swojego życia, na przykład na urodziny :)
Z tego mejsca pozdrawiam Pana męża, którego na pewne urodziny udało mi się zaskoczyć, bo plan misternie uknuty udało się wdrożyć w 100%
Najważniejsze, by do tematu podejść z sercem i nie robć niczego na siłę, a już na pewno nie na ostatni dzwonek.
Czy wiecie, że statystycznie najtrudniej wybiera się prezent dla mężczyzny?
Bo my, kobiety potrzebujemy do szczęścia zazwyczaj więcej przedmiotów i drobiazgów niż nasi panowie. 
Czyli co?
Wychodzi na to, że faceci mają łatwiej ?
Nic bardziej mylnego, z natury to my jesteśmy te bardziej wybredne...
I tak się koło zamyka :) 
Chociaż te bardziej przebiegłe z nas, potrafią zasygnalizować swoje potrzeby, wręcz przemycić informację i dostać w prezencie swój ulubiony zapach, przy tym ślicznie się zdziwić, mówiąc... 
- kochanie, skąd wiedziałeś ?
A kochanie miało zakodowane podprogowo, że Cerruti różowe żonka uwielbia, a flakon na wyczerpaniu, ledwo kilka kropel na dnie...
I jak tu się nie ucieszyć, skoro marzenia się czasem spełniają, a kochanie ma święty spokój i błogi uśmiech zadowolenia na twarzy :)


Kiedy i dla kogo najtrudniej wybrać prezent?



Pomyślałam, że wypunktuję tu najczęstsze, statystyczne powody i okazje, które wymagają od nas głębszego zaangażowania w wyszukanie odpowiedniego prezentu i sprawiają najwięcej problemów przy podjęciu decyzji. Przecież zależy nam na zrobieniu przyjemności adresatowi całego przedsięwzięcia... licząc na jego uśmiech w zamian.
Przed Wami moja lista... nie wyssana z mojego palca, o nie...
Przez wiele lat pracując jako handlowiec, wyrobiłam sobie opinię na ten temat i podparłam wiedzę swą o najsolidniejsze badania wujka Google.
Liczę, że w komentarzu dodacie własne najtrudniejsze wybory do poniższej listy :)

- dla mężczyzny
- pod choinkę
- na mikołaja
- na dzień chłopaka
- na urodziny
- na imieniny
- na osiemnastkę
- na roczek
- na chrzciny
- prezenty ślubne
- dzień kobiet
- dla taty
- dla mamy
...i oczywiście wszelkie inne okazje, o których nie wspomniałam, bo każda okazja jest dobra.


Kiedy prezent cieszy dwa razy?


Nie wem jak Wy, ale ja osobiście uwielbiam robić prezenty. 
Różnie to u mnie wygląda z wyborem odpowiednich, nie mam też wypracowanego sposobu, ale zawsze robię to z sercem i radością.
Tak już mam, że kierując się raczej intuicją, staram się wyobrazić sobie moment, gdy obdarowany rozwiązuje wstążkę, odwija papier ozdobny i dobiera się do środka... 
...jeśli trafiłam, mina bezcenna, a moja radość podwójna :) 
Lubię zaskakiwać... ale tylko pozytywnie.
Często też wykonuję prezenty samodzielnie, takie dają dodatkową satysfakcję, jeśli przypadną do gustu adresatowi.


Sposób na trafiony prezent...


Trafić w gust z prezentem to sztuka, ale zapewniam, że łatwiej w ten gust trafić, niż na przykład szóstkę w lotto... 
Więc nie ma się co zniechęcach... grajcie dalej ;)
Oczywiście był to żenujący żart prowadzącego... 
A tak już powazniej.
Zazwyczaj przecież znamy osobę, którą chcemy czymś obdarować i możemy pokierować się wiedzą o jej gustach, oraz swoją intuicją i zaangażowaniem.
Nigdy nie kupujcie prezentu kierując się jedynie własnym gustem, chyba, że macie zadanie kupić coś bardzo oficjalnego, dla kogoś, kogo znacie mniej. Wtedy oczywiście sprawdza się klasyka i przyjęte standardy. 
Wracając jednak do sprawiania radości...
Kochani, zanim wyrzucicie kasę w ciemno, byle mieć z głowy, zastanówcie się czy warto.
Tu nie chodzi o faktyczną wartość prezentu. Tu liczy się znajomość tematu, liczy się człowiek, liczy się finał poszukiwań i radość obdarowanej osoby.


Jakie są cechy idealnie dobranego prezentu?


Nie jestem wyrocznią. Mogę jedynie subiektywnie wziąć temat na widelec... skoro już jestem w tym miejscu i zaczęłam rozbierać na części pierwsze wybieranie i kupowanie prezentów.
Zatem jaki ma być doskonały, idealnie dobrany prezent? 
- praktyczny
- wyjątkowy
- elegancki
- oryginalny
- personalizowany
- pomysłowy

Pomyślałam, że wystarczy zgrać choćby dwie cechy z listy, by taki zakup okazał się strzałem w dziesiątkę.
Sami sprawdźcie, co Wam wyjdzie :)
A jeśli dobrze nadstawicie ucha, kto wie... możecie trafić w prezent marzeń...


Personalizacja


W Kocikowej Dolinie tworzą się przede wszystkim personalizowane rzeczy.
Najczęściej maluje się dedykowana porcelana, ale malowały się także koszulki, szkło i butelki z winem na preznt dla nowożeńców.
Cieszy mnie, że rękodzieło nareszcie przeżywa swój renesans i zaczyna być doceniane, często wręcz pożądane. Sama jestem jego miłośnczką i wiem, że poszukując czegoś wyjątkowego, znajdę to wśród takich rzeczy. 
Będąc członkiem wielu grup rękodzielniczych, mam dostęp do tak unikatowych propozycji, że listę cech, którą udało mi się stworzyć w poprzednim punkcie, można zgrać w stu procentach. Wszystko zależy od tego, czego i dla kogo poszukujemy.
A czego klienci szukają w Kocikowej Dolinie?
Właśnie czegoś wyjątkowego, praktycznego, oryginalnego, eleganckiego, pomysłowego... ale przede wszystkim personalizowanego.
Czym jest ta personalizacja ?
Może to być kolor, może to być kształt, może to być grafika.
Najczęściej dochodzą jeszcze dedykacje, osobiste sentencje lub tylko komuś wiadome słowa klucze. 
Zanim powstanie cokolwiek, klient musi odpowiedzieć na szereg pytań, by można było zobrazować jego oczekiwania i trafić w gusta klienta i adresata...
Lubię takie wyzwania i jak dotąd nie miałam sygnałów, że coś poszło nie tak, choć za każdym razem drżę, czy moja wyobraźnia pokryje się z wyobrażeniem zamawiającego.

Dziś postaram się pokazać Wam kika najbardziej spersonalizowanych zamówień.
Za każdym z nich kryje się ciekawa historia, czasem wesoła, czasem nostalgiczna, niekiedy jest to zwieńczenie jakiegoś wydarzenia.
Z tych opowieści czasem wychodzi coś całkiem interesującego...


20 komentarzy:

października 29, 2018

Nocne pisanie i nocne malowanie w Kocikowej Dolinie

Nocne pisanie i nocne malowanie w Kocikowej Dolinie

Nocą...


Lubię kiedy normalni ludzie śpią, kiedy nikt ode mnie niczego nie oczekuje, kiedy nic mnie nie rozprasza i mogę pobyć w tym swoim świecie...
No może kot, który akurat urządza sobie toaletę przed snem na środku pokoju.
Trochę należy mi się opieprz za niesystematyczność w pisaniu i publikowaniu, bo to, że nie piszę często, nie znaczy że nie dzieje się nic...
Wręcz przeciwnie, dzieje się dużo więcej i w pewnym momencie zastanawiam się jak to pukładać.
Remont swoją drogą. Parter w połowie nie istnieje.
Od zawsze chciałam być człowiekiem wolnego zawodu.
Dobrze brzmi, prawda?
Sama sobie sterem i okrętem...
Do sterów to ja zawsze byłam pierwsza, intuicyjnie rozpoznaję kierunek, w jakim mam podążać. Będąc kobietą, która nie lubi ram ani ograniczeń, mapę tej wyprawy będę tworzyć sobie w trakcie tego rejsu.
Uchylę dziś rąbka tajemnicy.

O Kocikowej Dolinie


Kocikowa Dolina zaistaniała sobie kiedyś w mojej głowie.
Pomyślałam, żeby nadać jakiś kształt temu, co w zaciszu domowym pozwalało rozwijać tą część mnie, która się właśnie budziła.
Po jakimś czasie wpisała się w blogowy świat, gdzie została przyjęta z życzliwością. 
Dobre słowo to woda na młyn.
Sporo tej wody upłynęło od tamtego czasu.
Wszyscy, którzy tu zaglądali i odwiedzają mnie do dziś, przyczynili się, do rozwoju tego miejsca i równocześnie do mojego własnego rozwoju.
To Wy mi na to wszystko pozwoliliście, za co dziekuję z uśmiechem.
Na wszystko jest odpowiedni czas i nigdy nie jest na nic zbyt późno.
Dziś  Kocikowa Dolina coraz wyraźniej rysuje się na planie fizycznym.
O tym jednak nieco później, obiecuję :)


Coś malowanego...


Zawsze starałam się łączyć tekst z wizją
Nocne pisanie, takie trochę w skrócie miało być, wyszło jakieś dłuższe.
Co ja tu dziś mogę na tę okoliczność zaprezentować?
Pewnie wszystko, biorąc pod uwagę godziny, w jakich powstają, moje z pasji tworzone i potrzeby serca malowane dzieła przeróżne...
Po namyśle stwierdzam, że pokażę Wam kota... 
Pasuje?
Znacie go?
Taaak... dobrze myślicie, to ten kot, z tej krainy właśnie :)
Zawsze chciałam się z nim zmierzyć, a autorowi pierwowzoru czapki z głów za pomysł.


14 komentarzy:

października 20, 2018

Filiżanki dla par... małe bujanie na porcelanie i coś o zmianach

Filiżanki dla par... małe bujanie na porcelanie i coś o zmianach

 Zmiany...


Kiedy powstawało to miejsce, kompletnie nie miałam pojęcia jaki scenariusz ktoś tam dla mnie przygotował i dokąd mnie to wszystko zaprowadzi.
Plan był taki, że nie ma planu i to właśnie był plan...
Początki zawsze są nieśmiałe. Chcecie, to zerknijcie jak to się zaczęło TUTAJ i TUTAJ
Wiele się wydarzyło od tamtego czasu, ale to przecież naturalne, to znaczy że człowiek się rozwija, działa i wciąż tworzy swoją rzeczywistość.
Pisałam Wam, że dzieje się u mnie trochę ważnych rzeczy, przez co blogowanie ciut zwolniło.
Zmiany, które dzieją się na kilku płaszczyznach mam nadzieję, że nieco mnie usprawiedliwią... ale widzę je w kolorach, tak jak lubię.
Na razie mogę już powiedzieć, że anioł stróż czuwa i jak dotąd wciąż trafiam na zielone światło.
Jeszcze trochę enigmatycznie to brzmi, ale kiedy dopnę ostatni guziczek, pochwalę się efektami.


Bujanie na porcelanie...


Temat zmian jest znany każdemu, bez nich przecież byłoby nudno.
Jedną z najważniejszych zmian w życiu to ślub... 
W pracowni, w sezonie ślubów powstają między innymi personalizowane filiżanki dla par. Zazwyczaj okazują są miłym prezentem.
Dziś pokażę Wam kołyszący zestaw dla dwojga... 


17 komentarzy:

września 28, 2018

Cztery pory roku... rozważania o czasie i porcelana urodzinowa Violi

Cztery pory roku... rozważania o czasie i porcelana urodzinowa Violi

Czas...


Czymże jest tak naprawdę?
Jaka jest definicja czasu i która jest prawdziwa?
Człowiek od zawsze stara się go zmierzyć, określić, podzielić, pojąć... tylko ujarzmić jeszcze nie potrafi, chociaż...jest tu wiele znaków zapytania, bo kto wie , czy gdzieś, coś, ktoś... 
Na przestrzeni dziejów spierali się ówcześni mędrcy w tej kwestii, fizycy oraz filozofowie. 
Newton, Einstein, Arystoteles i Platon. Kto ma rację?
Jako że bywam niepoprawną romantyczką, lubię teorię św. Augustyna. Według niego czas jest bezcenny i nierozłączny ze zmianą, stanowiący pewien wymiar świata materialnego i wiąże się z przemijalnością... jakoś znajomo to brzmi, prawda? W końcu tak uczono nas postrzegać świat...
Choć najbardziej prawdopodobną teorią jest myśl fiozoficzna Martina Heideggera, który napisał w ,,Sein und Zeit'' - czas nie ,,jest,, obecny ani w podmiocie, ani też w przedmiocie, nie jest wewnątrz bytu, ani na jego zewnątrz i ,,jest,, on ,,wcześniej,, od wszelkiej subiektywności, ponieważ stanowi warunek możliwości nawet dla owego ,,wcześniej,, .
Jak wiec w ogóle ,,jest''?

Dobrze, że wolno nam postrzegać śwat po swojemu i z biegiem czasu sami decydujemy w co wierzymy, w czas liniowy czy może jednak nieliniowy, który pozwala zerknąć w czwarty wymiar...

Czasem mam różne zajawki i tak sobie lubię sięgnąć głębiej :)


Cztery pory roku 


Dziś skupmy się na czasie, który natura sama dzieli na dzień i noc, oraz cztery pory roku w naszym klimacie... gdzie akurat mamy cudowną, złotą polską jesień.
Niedawno z żalem żegnałam lato, a tu zanim się obejrzymy, zima nas będzie czarować bielą i znowu z niecierpliwością szukać będziemy oznak wiosny... 
Rok za rokiem te zmiany następują coraz szybciej, od kilku lat mówi się, że czas na ziemi zaczął przyspieszać. 
Ponoć najłatwiejszym sposobem by niekiedy wyjść poza ten czas liniowy i zwiać od tego nienaturalnego pędu w jakm żyjemy, dla zabawy, chociaż w weekendy nie korzystać z zegarów. Wsłuchać się w rytm własnego ciała i zyskać wiecej czasu do przeżycia... Poczuć wibracje ziemi...
Co Wy na to? 

Porcelana urodzinowa 


Viola zamarzyła o wyjątkowym prezencie urodzinowym i już od początku roku zapowiadała mi co mnie czeka. 
Okazuje się, że czas pędzi i nie będę już powtarzać jak... a ja jak ci drogowcy, których zima zaskakuje co roku.
Skąd ten cały dzisiejszy wpis o czasie?
Przez klejne urodziny Violi, jej pomysł na temat porcelany i moje zaskoczenie, że to ostatni dzwonek był...
Duuuużo pracy i duuużo zdjęć, a oto efekty :


34 komentarze:

września 19, 2018

Pinokio, atak znaków zapytania i filiżanki dla pary...

Pinokio, atak znaków zapytania i filiżanki dla pary...

Pisać z sensem


Kiedyś sobie wymyśliłam, że na blogu będę zostawiać jakąś historyjkę z życia... niekoniecznie własnego oczywiście, a później będę przechodzić do części dla wzrokowców, mianowicie zdjęć tego, co powstaje w pracowni. 
Ze zdjęciami problemu to ja nie mam, zwłaszcza w kwestii ilości, z powstawaniem różności w sumie też... 
Nieco gorzej to wygląda, kiedy poczytam teksty innych i później atakują mnie znaki zapytania.
Wyobraźcie sobie... taka sytuacja...
Całkiem świeża, bo dzisiejsza... wpadłam na post jednego z moich ulubionych blogerów i po prostu płakałam ze śmiechu.
O losie. Jakże ja się śmiałam... i tu proszę Państwa, w tym miejscu właśnie, dopadły mnie te znaki zapytania, czyli wątpliwości w kwestii pisarstwa jakie tu uprawiam.
Tam gość o papierze toaletowym i owacje na stojąco, nie wyłączając moich oczywiście, a tutaj Kaśka oczy przeciera, czoło marszczy i mądrości wśród zmarszczek na nim szuka...
Jak żyć? 
Powiedzcie, no jak?
Myślicie, że z czasem pióro się wyrabia na tyle, że zasiądę, stuknę paznokciami w klawiaturę i tekst zwiewny, niebanalny popłynie? 
Bądźcie jak Pinokio... proszę Was... co tam nos... 😆😅😄


Filiżanki dla pary


I teraz to już się całkiem zakałapućkałam, bo jak mam połączyć tego Pinokia z filiżankami dla pary nowożeńców?
Macie pomysł?
O porcelance tyle, że pomysł na nią był oczywisty, bo adresatką była wyjątkowa kobieta i temat sam się nasunął...
...ale co dalej z tym Pinokiem to nie mam pojęcia.
Przechodzimy więc do części dla oglądających.


28 komentarzy:

września 06, 2018

Słodkiego, miłego życia - sezon ślubów trwa i coś wyjątkowego na prezent

Słodkiego, miłego życia - sezon ślubów trwa i coś wyjątkowego na prezent

Żono moja


Kiedyś to ja  uwielbiałam wesela. Niekoniecznie same śluby.
Po za moim własnym oczywiście, większość była oczekiwaniem na ciąg dalszy.
Wesele to było coś...
Rodzina w komplecie, tradycyjnie rosołek i całonocne szaleństwo przy muzyce i przednich trunkach.
A dziś...
Wciąż te wesela uwielbiam, ale jakoś coraz więcej z nich pamiętam :)
Z każdego mam fajne wspomnienia, bo pamięć wciąż dopisuje, ale żeby aż taką jasność osiągnąć?
Wychodzi na to, że z wiekiem to ta pamięć coraz lepsza jakby...
Co prawda nie sadzają już przy stole z młodzieżą, bo oni za głośni są przecież, a tu człowiek nie dość że coraz lepszą pamięć ma, to przecież i słuch doskonały, a okulary bardziej dla podkreślenia urody i wdzięku się zakłada... taka moda...
Taka jakaś uważność z czasem się wyrabia, bo z pewnością nie o PESEL tu chodzi.
Tak, to jest chyba odpowiednie określenie.
Uważność.
A to, że piękna oprawa ślubu, a to że zespół wyjątkowo świetnie gra - Słodkiego, miłego życia, ale trzeba posłuchać najpierw, dopiero później poszukać chętnego do tańca... a to, że taka jedna ciotka wciąż w tej samej kiecce, a  druga przytyła i teraz szybko trzeba przemyśleć, która bardziej, ja czy ona :)
Uważność... nawet uważam, że z alkoholem się zaprzyjaźniłam i nie przeszkadza mi, że inni mogą go pić, a ja nie muszę ;)
Ale kiedy nagle, w połowie wesela zabrzmi... Żono moja, hit wesel ostatnich lat... już nie ma wyjścia, pląsy zacząć czas...


Coś wyjątkowego


Wstęp przydługi mi tu wyszedł, ale trzeba było wejść w temat, by zaprezentować Wam kolejne propozycje porcelanowych pamiątek dla nowożeńców.
Jeśli będzie Wam mało, to wcześniejsze znajdziecie TUTAJ oraz TUTAJ i jeszcze TUTAJ i TUTAJ...  reszta pod etykietą - dla pary młodej :)
Dajcie koniecznie znać czy Wam się podoba.


11 komentarzy:

sierpnia 30, 2018

A mi jest szkoda lata i nostalgiczny kubek z wiatrakiem

A mi jest szkoda lata i nostalgiczny kubek z wiatrakiem

Lato


Kilka dni temu poczułam w powietrzu zapowiedź jesieni.
To się wie... Wychodzisz z domu i nagle świat pachnie inaczej.
Jakiś żal mnie ogarnął i poczucie straty. Może dlatego, że czas tak szybko płynie, a ja wciąż nie jestem gotowa na to tempo...
Człowiek sobie tyle naobiecuje, a później robi zupełnie inne rzeczy, i chociaż robi ich nie mało, to  i tak mu szkoda, że może można było przeżyć jeszcze coś innego.
Zachłanność na życie?
Tak.
Coś w tym jest.
I tutaj kolejny raz wychodzi na jaw podwójne życie jakie większość z nas prowadzi... to jedno w głowie i to drugie na planie rzeczywistym. Pisałam kiedyś coś o podwójnym życiu.
Kolejny raz wychodzi na to że... trzeba działać, nie odkładać niczego na tak zwane kiedyś.
By kolejny raz wychodząc z domu, poczuć jesień i ucieszyć się że nadchodzi :)

Czego mi żal?
Żal mi tych wszystkich letnich biesiad, które się nie odbyły.
Szkoda mi wszystkich spotkań, które nie doszły do skutku.
Żal mi tych rowerowych wypraw, na które się nie wybrałam.
Szkoda mi mojego kochanego wybrzeża, którego ne odwiedziłam tego lata.
No dobrze... wystarczy tego użalania :)
Przecież działo się innych wiele rzeczy i podróże nie zawsze mają północny kierunek.
Na szczeście zapowiada sie wspaniały wrzesień... co prawda bardzo pracowity, ale może nadrobię coś z tego, o czym napisałam...
Więc rozkładam ramiona jak wiatrak i zaczynam działać, zostało przecież jeszcze kawałek tego lata.


Kubek z wiatrakiem


Pasuje mi ten kubek do dzisiejszego wpisu. Malowany jakiś czas temu, doczekał się publikacji.
To jeden z tych kubków, które są dla mnie wyjątkowe, które mają w sobie energię większą niż inne i nie umiem odpowiedzieć dlaczego. Ten magiczny wzór podesłany przez klientkę, od początku miękko się dał malować... 
Co o nim myślicie?


16 komentarzy:

lipca 07, 2018

Tu jest mój dom i kraina szcześliwości jako temat na porcelanie

Tu jest mój dom i kraina szcześliwości jako temat na porcelanie

O domu


Piękny czas mamy.
Jest się czym cieszyć, więc się cieszę. 
Natura tuż przed naszymi oczami codziennie działa cuda, obdarowując widokami, zapachami, owocami.
Jestem w trakcie czytania książki Bożeny Pajdosz PUCH NIEMARNY, w której odnalazłam taki piękny, radosny, zwyczajny a jednak niezwyczajny opis krainy szczęśliwości. Zatrzymałam się nad tym dłużej, zastanowiłam... 
Autorka umiejscowiła akcję w okolicy, w której sama żyje.
Zrobiła to tak umiejętnie i skutecznie, że skłoniła mnie do własnych przemyśleń, a w głowie zrodził się pewien pomysł... 
Ciepło pomyślałam o miejscu, w którym żyję, które ja kiedyś wybrałam... a może to ono wybrało mnie... kto wie jak to naprawdę jest... Wciąż trzymam się tego, że nie ma przypadków i że wszystko jest po coś...

Na Podkarpacie trafiłam z powodu miłości.
Dla jednych banał, dla innych marzenie.
Różowe okulary mają magiczną moc, tak, tak... i jak w jednym z najpopularniejszych powiedzeń, rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady, tak ja zostawiłam wszystko i wyjechałam na Podkarpacie... po swoje ,,Wszystko''
Tęskniłam za tym, co zostawiłam i tęsknię do dziś... i już zawsze będę rozdarta na pół.
Tęsknię za czymś, co jest w mojej głowie, za dzieckiem, którym byłam, za dziewczyną, która podjęła dorosłe decyzje i za młodą kobietą, która dała radę...

Urodziłam się chyba z pojemnym sercem, bo tęsknię za wszystkim co pokocham.
To dlatego co jakiś czas odzywa się we mnie włóczęga i wracam do miejsc, które skradły mi kawałek serca, chociaż w międzyczasie odkrywam kolejne...
Życia będzie mało.

Ech, odbiegłam od tematu.
I to wszystko przez książkę.
Recenzja niebawem, wtedy wybaczycie moje bujanie w obłokach, a w planach jeszcze wycieczka do miejsc, o których czytam... ale to będzie temat innego wpisu.

Dziś mogę dzielić się własną krainą szczęśliwości.
W głowie rodzi się plan, by... pokazać Wam kilka miejsc, które składają się na nią...
Czasem wystarczy przeczytać jakieś ważne zdanie i trybik przeskakuje bez większego trudu, pomagając odkryć i otworzyć kolejne drzwi... z tej krainy szczęśliwości do krainy możliwości :)


Kraina szczęśliwości na porcelanie


Nie tak dawno ktoś stwierdził w którymś z komentarzy, że piszę o wszystkim na swój własny sposób... 
Oczywiście że tak, inaczej nie potrafię. 
Może po części dlatego zaglądacie do Kocikowej Doliny...
Przy okazji rozważań o krainie szcześliwości, pokażę Wam komplet w tym właśnie klimacie... Sielskość, natura, urokliwe chwile... można je zamknąć na porcelanie i można też uchwycić obiektywem... 
Dziś wszystkiego po odrobinie. 


21 komentarzy:

kwietnia 12, 2018

Windą do nieba i gołębie Pani Młodej

Windą do nieba i gołębie Pani Młodej

Windą do nieba 


Któż nie zna tego przeboju?
Chyba każdy potrafi chociaż refren zaśpiewać :)
Sezon wesel już się rozpoczął i za chwilę na każdym weselu zabrzmi :

Już mi niosą suknię z welonem, 
Już Cyganie czekają z muzyką...

...a goście chętnie będą śpiewać.

Tytuł brzmi obiecująco, dobrze się kojarzy, melodia w ucho wpada i śpiew sam płynie...
A im później ją zagrają, tym głośniej każdy śpiewa :) 
Sama śpiewam... bo umiem...
Ale wiecie co?
Tak naprawdę to przecież ta piosenka jest smutna...
Ona go nie kocha, wychodzi za mąż z rozsądku, bo utarło się, że trzeba kogoś mieć.
No żal dziewczyny i jego też właściwie.

Liczę jednak na to, że większość ludzi decyduje się na życie we dwoje z miłości..
...inaczej to nie ma sensu.

Nawet jeśli piosenka nam się podoba :)

Gołębie Pani Młodej


Tak sobie dziś tu rozaważałam z przymrużeniem oka o tej windzie do nieba... bo kilka dni temu Marsz Mendelsona zabrzmiał pewnej parze... dla której w pracowni namalował się wyjątkowy komplet porcelany. 
Dlaczego wyjątkowy?
Bo zasiadły na nim dwa gołębie, które osobiście ustrzeliła obiektywem aparatu sama Pani Młoda.
Pomysł niebanalny... przemyślana personalizacja. 
Ciekawi efektu ? 
A ja ciekawa jestem reakcji obdarowanych :)


21 komentarzy:

marca 21, 2018

Ja to mam szczęście... i Mały Książę

Ja to mam szczęście... i Mały Książę

Kto rozdaje dobre karty na starcie?


Podzielę się dziś taką myślą, która towarzyszy mi od zawsze i zasługuje na to, by ją rozwinąć, skoro już mam tu takie swoje miejsce.
Długo czekała sobie ta myśl i dojrzewała, nabierając kształtów i kolorów różnych. 
W tak zwanym międzyczasie, z biegiem lat, zbierałam potwierdzenia wszelkie, że ta moja myśl to najlepsza myśl jaka może istnieć.
Czyżby myśl uniewersalna?
Wiecie co myślę?
Myślę, że ja to mam szczęście :)
Uśmecham się sama do siebie, kiedy czytam to, co napisałam, a napisałam to z pełną świadomością.
Dla każdego posiadanie szczęścia oznacza co innego. 
Moje posiadanie szczęścia oznacza wszystko :)
Bo tak się składa, że już na starcie dostałam dobrą kartę.
Lubią mnie tam? Czy co? 
Obojętnie gdzie bym się nie znalazła, zawsze dostrzegam tylko jasne strony... a pozytywne myślenie przyciąga tylko pozytywne rzeczy.
Cała reszta to tego konsekwencja. 
Miałam szczeście być beztroskim dzieckiem i mieć cudowne dzieciństwo, mieć fajnych rodziców i najlepszą rodzinę, jaka mogła mi się trafić...
Mam szczęście, bo wiem co to miłość i nie będę rozwijać tego punktu, bo to oczywiste.
Mam szczęście być mamą najlepszych dzieci, które mam nadzieję, też kiedyś pomyślą, że miały podobne szczęście..
Mam też szczęście, że rodzina, której częścią jestem, potrzebuje mnie w takim samym stopniu, jak ja potrzebuję jej.
Szczęściem też jest to, że wciąż sama mogę mówić do kogoś mamo... że mam brata z całym jego dorobkiem ;) mam na myśli jego rodzinę... z  Pipinem włącznie :)
Szczęściem było spotkać tych wszystkich ludzi na swojej drodze. Niektórzy byli przez chwilę, inni są nadal, a kolejni... mam nadzieję nadchodzą.
Szczęściem było zdobywać szczyty gór... nie wszystkie oczywiście, ale jednak... móc zobaczyć cudowne miejsca i podziwiać świat z różnej perspektywy...
Szum morza o różnych porach roku, moje śpiące koty i moja pasja, która tak wiele dla mnie znaczy.
Szczęściem jest też to, że nawet najtrudniejsze sytuacje znajdują zawsze dobre rozwiązanie, że wystarczy mi to wszystko co mam, a nie oczekując cudów, życie potrafi wciąż mile mnie zaskoczyć, a wtedy myślę sobie... ja to mam szczęście...

                                  ,, Szczęście nie jest stacją do ktorej przyjeżdżasz. 
                                     Szczęście to sposób podróżowania''
                                 
                                                                            Margaret Lee Runbeck




Mały Książę


Kubek który tu dziś opublikuję, jest jednym z tych bardziej wyjątkowych, które w Kocikowej Dolinie powstały...
Grafika to replika zapożyczonej grafiki z netu.
Nie umiem odpowiedzieć dlaczego... 
Od samego początku towarzyszyła mu bardzo silna, pozytywna energia.
Niewiele było takich prac.
Pasuje tu idealnie.



36 komentarzy:
Copyright © 2014 Kocikowa Dolina , Blogger