Pokazywanie postów oznaczonych etykietą L. Afremov. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą L. Afremov. Pokaż wszystkie posty

sierpnia 20, 2017

Hej, żeglujże żeglarzu i coś dla wilków morskich

Hej, żeglujże żeglarzu i coś dla wilków morskich

Końcówka lata tuż...


Słońce pokazało co potrafi w tym miesiącu, ale otwierając rano okno, powietrze już pachnie zbliżającą się jesienią.
Nie wiem skąd bierze mi się wtedy taka błogość, nostalgia jakaś, jakby wspomnienie, którego nie umiem nazwać. 
Lubię poczuć tą bezpieczną swojskość...
Kończą się wakacje. 
Ludzie opaleni, naładowani energią, uśmiechnięci. Wspaniały czas.
Moje wakacje tym razem pod znakiem dom i ogród, ale zdecydowanie takie właśnie były mi potrzebne.

Rok temu były morza i jeziora... promy i łajby... 
Wszystko w pigułce :)
Zawsze mi się chciało zostać wilkiem morskim, oczywiście nie na długo, wystarczyłoby na trochę.
Wspaniele byłoby poczuć ciepłą, rześką bryzę na twarzy. 
Hej żeglujże żeglarzu...
Muszę to sobie zaplanować :)
Od conajmniej dwudziestu lat jadę do Mrągowa na Piknik Country, gdzie w międzyczasie moje gusta muzyczne zdążyły się zmienić, a Mazury oferują dużo więcej atrakcji. 
Tylko jak planować cokolwiek, gdy w tych kwestiach zawsze wygrywa spontaniczność i elastyczność :)


Dla wilków morskich


Ten schyłek lata nastroił mnie do namalowania wakacyjnych wspomnień na kubkach. 
Na jednym jezioro mazurskie, na drugim kawałek morza z wyspą... coś na kształt wspomnienia z Nessebaru...
Lubię te kolory zapożyczone od Leonida Afremova, mam nadzieję że i Wam przypadną do gustu.     
Każdy odnajdzie coś swojego mam nadzieję :)
Kiedyś już publikowałam kubki dla miłośników wody. Zerknijcie tutaj  KLIK i tutaj  KLIK 



20 komentarzy:

lutego 24, 2017

Inspiracja L. Afremovem, namalowany kubek i pewien przełom

Inspiracja L. Afremovem, namalowany kubek i pewien przełom

Ulubiony...


Pamiętam chwilę, gdy powstawał ten kubek. 
Malowałam go nocą...
Od zawsze bylam sową, nocnym stworzeniem, które mając spokój, może oddać się tworzeniu (obojętnie co by wtedy nie powstawało) 
...sącząc wino, lekką ręką mieszałam farbę i pozwoliłam się ponieść nastrojowi :)
Rano sama byłam zaskoczona efektem swoich działań :)

Powstawało w tym czasie wiele prac na raz. 
Obie z Karolą szykowałyśmy się na Pruchnickie Sochaczki, coroczny jarmark rękodzieła. Wielki sprawdzian :)
Trzeba było z czymś tam pojechać... coś tam pokazać... pokonać niepewność i poddać się ocenie, co zawsze jest najtrudniejszym momentem dla kogoś, kto robi to pierwszy raz.
Dziś to ja już sama nie wiem (albo nie chcę się przyznać) czy to wino zadziałało ;) czy może ręka stała się pewniejsza... czy wszystko na raz...
Wtedy właśnie pierwszy raz pomyślałam, że może rzeczywiście umiem to robić...


Ważny...


Mój ulubiony kubek stał się podwójnie ważny, ponieważ brał udział w aukcji charytatywnej, organizwanej dla Olusia, by wspomóc jego walkę z nowotworem.
Wyobraźcie sobie, że wylicytowała go Beatka Beatki... ta sama od van Gogha :)
Ciekawe który malarz następny...







1 komentarz:
Copyright © 2014 Kocikowa Dolina , Blogger