Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kubek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kubek. Pokaż wszystkie posty

stycznia 19, 2020

Zapisane w gwiazdach, podwójnie dorosła i kolejne kubki ze znakami zodiaku

Zapisane w gwiazdach, podwójnie dorosła i kolejne kubki ze znakami zodiaku

Szalony rok


Każdy koniec roku zmusza do podsumowań i refleksji, nawet tych, którzy starają się być oryginalni i udają, że to ich zupełnie nie dotyczy.  
Każdy początek natomiast, do składania sobie obietnic i robienia postanowień na kolejny, nawet tych, którzy zapominają o nich już pod koniec stycznia :)

A jaki był dla mnie?
Pełen wyzwań przede wszystkim, mega kreatywny, różnorodny pod każdym względem, szalony i bardzo długi, chociaż minął szybko...
Wiecie co?
Żaden poprzedni rok nie był nawet w połowie taki zwariowany jak ten.


Zapisane w gwiazdach


Od zawsze wiem, że szczęście to ja mam w gwiazdach zapisane, uwielbiam też wierzyć, że dostajemy pewne cechy wraz z datą urodzenia.
Takie rzeczy po prostu się wie... z resztą, gdzieś kiedyś pisałam już o tym.
Jako zodiakalna waga, którą lubię w sobie, jestem pod wpływem żywiołu powietrza, co w pełni usprawiedliwia pewne rzeczy.
Ale skromnie to zabrzmiało ;)
Kiedy byłam młodą dziewczyną, spotkałam na swojej drodze ludzi, którzy zajmowali się astrologią, dla mne czarna magia, która tylko potwierdziła to, co już sama wiedziałam. Dodali tylko, że co dekadę, od daty urodzenia zaczynając, czeka mnie coś specjalnego, wyjątkowego lub ważnego...
Nie wiem jak to się stało, ale 2019 to była jakaś kumulacja :)

Rok pełen wyzwań, bo w domu trwała jesień średniowiecza pod tytułem remont parteru, który wymagał masy decyzji, kreatywności, łączenia materiałów, dobierania kolorów, dodatków i szukania po całej Polsce drzwi na przykład.  
Równocześnie kończył się czas na rozliczenie mojego projektu, po drodze siedemdziesiąte urodziny mojej mamy, sanatorium wzywało, by stawić się początkiem marca, remont wciąż trwał.
Wszystko działo się równocześnie.
Marzyłam, by odpocząć od decyzji, od ciężaru ich podejmowania, od ciągłej obecności wszechobecnego bałaganu.
Wsiadłam za kierownicę i pojechałam odpocząć. Każdy powinien móc to zrobić.
A później już się potoczyło...
Każdy miesiąc tego intensywnego roku miał dla mnie prezent.
Wyjazdy, wesele i bal urodzinowy... tym razem mój :)


Podwójnie dorosła


To były najlepsze urodziny w moim życiu.
Trudno było przywyknąć do tej cyfry z przodu, bo jakiś czas temu ustaliłam swój wiek na czterdzieści osiem i trzymałam się go kurczowo dwa lata :)
Ta pięćdziesiątka taka jakaś dorosła mi się wydawała, zbyt dorosła jak dla mnie... ale kurczę, tym razem nie ja tu ustalałam zasady...
Jeszcze raz dziękuję wszystkim, że zechcieli świętować ze mną ten czas.
Dziękuję, że raz w życiu mogłam zostać królową balu, dziękuję za Waszą kreatywność i że wam się chciało.
Uwierzcie, doceniam z całego serca. Byliście wspaniali.
Nigdy wcześniej nie byłam na takiej imprezie, gdzie wszyscy dali się wciągnąć w pewien scenariusz i bawili się z całego serca :)
Swoim dzieciom i mężowi dziękuję za niespodziankę rocznicowo urodzinową.
Spędzić pięćdziesiątkę w Barcelonie razem z Wami - bezcenne.

To nie koniec...

Jeszcze Barcelona w duszy mi grała, jeszcze sangrija nie przestała krążyć w żyłach, a już witałam Rzym.
W październiuku zrealizował się urodzinowy prezent dla mojej mamy, pięciodniowa rzymska przygoda, którą zafundowaliśmy jej wraz z bratem, chociaż pojechałam tylko ja... i Stefan.
Poznałam przy okazji fantastycznych ludzi, z którymi mam kontakt do teraz.
Piękne miejsca, niesamowite zabytki, które znałam tylko ze zdjęć, cholernie bolące nogi i na koniec nadmorskie plażowanie w październiku, kiedy u nas był już mrozik... tego nie da się zapomnieć.
Listopad i grudzień był pracowity jeszcze bardziej niż na przełomie roku, co pozwoliło mi realizować się zawodowo.
Czyż to wszystko to nie jest szczęście zapisane w gwiazdach?
Czy data urodzenia i znaki zodiaku nie bywają kluczowe?
Ja tak właśnie lubię myśleć, a myśl tworzy rzeczywistość :)


Znaki zodiaku


Temat znaków zodiaku, szczęścia zapisanego w gwiazdach przewija sie w tym poście, więc czas pokazać tematycznie pasujące tu kubki.
Malowałam je jeszcze latem, ale zostawiłam na okoliczność tego wpisu...


36 komentarzy:

maja 15, 2019

Influencer Live Poznań - trzecie spotkanie i urodzinowy kubek z aniołem, który wcale nie jest aniołem ;)

Influencer Live Poznań - trzecie spotkanie i urodzinowy kubek z aniołem, który wcale nie jest aniołem ;)

Relacja subektywna


W internetach krąży już wiele relacji z poznańskiego wydarzenia pod nazwą Influencer Live Poznań.
Opisano już chyba wszystko, co bylo do opisania, a może i węcej...
Nie będę oryginalna.
Napiszę i ja coś od siebie :)
Dla tych, którzy nie bardzo wiedzą czym jest to wydarzenie dodam, że jest to chyba najważniejsze spotkanie twórców internetowych wszelkich, możliwych dziedzin.
To było już trzecie moje spotaknie z blogerską społecznścią w Poznaniu.
Każde przyniosło zupełnie co innego.
Pamiętam swoje pierwsze zetknięcie, kiedy jako świeżak, pod skrzydłami Małgosi z Daylicooking starałam się ogarnąć to wszystko, z długopisem i notesem biegałam na wszystkie warsztaty, prelekcje... wciąż zdziwiona, co ja tu właściwie robię.
Wtedy zobaczyłam swoje możliwości z zupełnie innej perspektywy.
Energia i motywacja sprawiła, że rok później byłam już o wiele dalej.
Relacja z tamtej konferencji TUTAJ

Jak było w tym roku?
Jak w domu.
Wchodząc na wydarzenie pozytywna energia była wręcz namacalna.
Atmosfera wypełniona uśmiechem i życzliwością.
Tym razem dokładnie wiedziałam po co jadę... dostałam jeszcze więcej -  Ola Budzyńska kolejny raz mnie olśniło na Twojej prelekcji. Wykorzystam to.
Dużo wiedzy do zabrania z każdej sali, czasem trudno było wybrać.
Co po za tym?
Ponownie ludzie.
Ci, których już znałam i czekałam na ponowne spotkanie.
Wymienię choćby Weronikę i Mariusza z Z Pracowni fotograficznej Krawczyńscy,  Kingę, czyli dla mnie ,,Baba z wiankiem'' z bloga  Po prostu mama, Felcję z bloga Redaguje, Danusię z bloga Nauczona,  Piotruś i Natalia - Sposób na wszystko, przelotem Dizajnuch wpadł powiedzieć dzień dobry i uścisnęłyśmy się z Tysią z bloga Tysia Gotuje
Ci, których znałam z sieci, chciałam poznać osobiście i zamienić kilka słów - czyli Aga z bloga Blogierka i Madzia z bloga Madziof oraz nowe, wspaniałe osoby, które pojawiły się na mojej drodze i tu wspomnę wspaniałą Madzię z bloga Magdablog :)

Kurczę, wyliczam jakbym wróciła z gali Oscarów...
...ale wszyscy Ci ludzie są tak wyjątkowi, że zasługują by o nich wspomnieć, żeby do nich dotrzeć, poczytać, skorzystać z porad i zabrać dla siebie to, czym się dzielą.

Wielkie brawa dla organizatorów za całokształt. Szacun dla Was, bo robicie kawał dobrej roboty, dzięki Wam to wszystko o czym piszę, jest możliwe i  znowu daliście radę.
Sponsorzy kolejny raz stanęli na wysokości zadania - nakarmili, napoili... burgery vege pyszne, były też konkursy i dobra zabawa na afterku :)


Kubek z aniołem


Gdzie jest mój kubek z aniołem, ja się pytam?
Tak mnie witała za każdym razem moja blogowa koleżanka Kinga, nazwana rok temu przeze mnie Babą z wiankem (co się ogólnie przyjęło)
Na szczęście w tym roku nadarzyła się okazja podarować jej kubek mojego autorstwa.
Okazało się bowiem, że na Influencer Live Poznań będzie świętować swoje urodziny. Skoro miał być tort... pomyślałam o niespodziance.
Kubek powstał spontanicznie i z czystej sympatii, natomiast  wzór anioła zamierzony, mocno inspirowany pewnym zdjęciem...


35 komentarzy:

listopada 11, 2018

Prezenty - jak wybrać, by cieszyć się dwa razy

Prezenty - jak wybrać, by cieszyć się dwa razy

Okazje



Okazji do wręczania prezentów jest ogrom, i właściwie z biegiem lat ich przybywa.
Wszycy lubimy je otrzymywać, ale także lubimy prezenty dawać.
Jeszcze kilka dekad temu nikt nie słyszał o walentynkach czy też dniu chłopaka... a teraz?
Kalendarz najeżony okazjami, sklepy zapełnione potencjalnymi prezentami kuszą promocjami...
Zabiegani ludzie poszukujący tych prezentów zazwyczaj na ostatnią chwilę, kupują często bez głębszego zastanowiena, a cieszą się najbardziej ludzie od marketingu, handlowcy i producenci.
Największe żniwo jest przed świętami.
Prezenty pod choinkę to chyba najmilsza okazja do sprawiania radości, bo rzadko kiedy zdarza się, by w tym czasie ktoś prezentu nie otrzymał, choćby najdrobniejszego.


Najtrudniejsze wybory



Z doświadczenia wiem, nie tylko własnego, że największą trudność sprawia nam wybór prezentów na specjalne okazje.
Teraz pytanie...
Które to są te specjalne okazje, i dlaczego są bardziej specjalne niż inne?
Tak naprawdę, to każda okazja jest wyjątkowa, jeśli jej taką rangę nadamy, nie mniej jednak inaczej wybiera się upominek na imieniny dla cioci, a inaczej prezent dla mężczyzny swojego życia, na przykład na urodziny :)
Z tego mejsca pozdrawiam Pana męża, którego na pewne urodziny udało mi się zaskoczyć, bo plan misternie uknuty udało się wdrożyć w 100%
Najważniejsze, by do tematu podejść z sercem i nie robć niczego na siłę, a już na pewno nie na ostatni dzwonek.
Czy wiecie, że statystycznie najtrudniej wybiera się prezent dla mężczyzny?
Bo my, kobiety potrzebujemy do szczęścia zazwyczaj więcej przedmiotów i drobiazgów niż nasi panowie. 
Czyli co?
Wychodzi na to, że faceci mają łatwiej ?
Nic bardziej mylnego, z natury to my jesteśmy te bardziej wybredne...
I tak się koło zamyka :) 
Chociaż te bardziej przebiegłe z nas, potrafią zasygnalizować swoje potrzeby, wręcz przemycić informację i dostać w prezencie swój ulubiony zapach, przy tym ślicznie się zdziwić, mówiąc... 
- kochanie, skąd wiedziałeś ?
A kochanie miało zakodowane podprogowo, że Cerruti różowe żonka uwielbia, a flakon na wyczerpaniu, ledwo kilka kropel na dnie...
I jak tu się nie ucieszyć, skoro marzenia się czasem spełniają, a kochanie ma święty spokój i błogi uśmiech zadowolenia na twarzy :)


Kiedy i dla kogo najtrudniej wybrać prezent?



Pomyślałam, że wypunktuję tu najczęstsze, statystyczne powody i okazje, które wymagają od nas głębszego zaangażowania w wyszukanie odpowiedniego prezentu i sprawiają najwięcej problemów przy podjęciu decyzji. Przecież zależy nam na zrobieniu przyjemności adresatowi całego przedsięwzięcia... licząc na jego uśmiech w zamian.
Przed Wami moja lista... nie wyssana z mojego palca, o nie...
Przez wiele lat pracując jako handlowiec, wyrobiłam sobie opinię na ten temat i podparłam wiedzę swą o najsolidniejsze badania wujka Google.
Liczę, że w komentarzu dodacie własne najtrudniejsze wybory do poniższej listy :)

- dla mężczyzny
- pod choinkę
- na mikołaja
- na dzień chłopaka
- na urodziny
- na imieniny
- na osiemnastkę
- na roczek
- na chrzciny
- prezenty ślubne
- dzień kobiet
- dla taty
- dla mamy
...i oczywiście wszelkie inne okazje, o których nie wspomniałam, bo każda okazja jest dobra.


Kiedy prezent cieszy dwa razy?


Nie wem jak Wy, ale ja osobiście uwielbiam robić prezenty. 
Różnie to u mnie wygląda z wyborem odpowiednich, nie mam też wypracowanego sposobu, ale zawsze robię to z sercem i radością.
Tak już mam, że kierując się raczej intuicją, staram się wyobrazić sobie moment, gdy obdarowany rozwiązuje wstążkę, odwija papier ozdobny i dobiera się do środka... 
...jeśli trafiłam, mina bezcenna, a moja radość podwójna :) 
Lubię zaskakiwać... ale tylko pozytywnie.
Często też wykonuję prezenty samodzielnie, takie dają dodatkową satysfakcję, jeśli przypadną do gustu adresatowi.


Sposób na trafiony prezent...


Trafić w gust z prezentem to sztuka, ale zapewniam, że łatwiej w ten gust trafić, niż na przykład szóstkę w lotto... 
Więc nie ma się co zniechęcach... grajcie dalej ;)
Oczywiście był to żenujący żart prowadzącego... 
A tak już powazniej.
Zazwyczaj przecież znamy osobę, którą chcemy czymś obdarować i możemy pokierować się wiedzą o jej gustach, oraz swoją intuicją i zaangażowaniem.
Nigdy nie kupujcie prezentu kierując się jedynie własnym gustem, chyba, że macie zadanie kupić coś bardzo oficjalnego, dla kogoś, kogo znacie mniej. Wtedy oczywiście sprawdza się klasyka i przyjęte standardy. 
Wracając jednak do sprawiania radości...
Kochani, zanim wyrzucicie kasę w ciemno, byle mieć z głowy, zastanówcie się czy warto.
Tu nie chodzi o faktyczną wartość prezentu. Tu liczy się znajomość tematu, liczy się człowiek, liczy się finał poszukiwań i radość obdarowanej osoby.


Jakie są cechy idealnie dobranego prezentu?


Nie jestem wyrocznią. Mogę jedynie subiektywnie wziąć temat na widelec... skoro już jestem w tym miejscu i zaczęłam rozbierać na części pierwsze wybieranie i kupowanie prezentów.
Zatem jaki ma być doskonały, idealnie dobrany prezent? 
- praktyczny
- wyjątkowy
- elegancki
- oryginalny
- personalizowany
- pomysłowy

Pomyślałam, że wystarczy zgrać choćby dwie cechy z listy, by taki zakup okazał się strzałem w dziesiątkę.
Sami sprawdźcie, co Wam wyjdzie :)
A jeśli dobrze nadstawicie ucha, kto wie... możecie trafić w prezent marzeń...


Personalizacja


W Kocikowej Dolinie tworzą się przede wszystkim personalizowane rzeczy.
Najczęściej maluje się dedykowana porcelana, ale malowały się także koszulki, szkło i butelki z winem na preznt dla nowożeńców.
Cieszy mnie, że rękodzieło nareszcie przeżywa swój renesans i zaczyna być doceniane, często wręcz pożądane. Sama jestem jego miłośnczką i wiem, że poszukując czegoś wyjątkowego, znajdę to wśród takich rzeczy. 
Będąc członkiem wielu grup rękodzielniczych, mam dostęp do tak unikatowych propozycji, że listę cech, którą udało mi się stworzyć w poprzednim punkcie, można zgrać w stu procentach. Wszystko zależy od tego, czego i dla kogo poszukujemy.
A czego klienci szukają w Kocikowej Dolinie?
Właśnie czegoś wyjątkowego, praktycznego, oryginalnego, eleganckiego, pomysłowego... ale przede wszystkim personalizowanego.
Czym jest ta personalizacja ?
Może to być kolor, może to być kształt, może to być grafika.
Najczęściej dochodzą jeszcze dedykacje, osobiste sentencje lub tylko komuś wiadome słowa klucze. 
Zanim powstanie cokolwiek, klient musi odpowiedzieć na szereg pytań, by można było zobrazować jego oczekiwania i trafić w gusta klienta i adresata...
Lubię takie wyzwania i jak dotąd nie miałam sygnałów, że coś poszło nie tak, choć za każdym razem drżę, czy moja wyobraźnia pokryje się z wyobrażeniem zamawiającego.

Dziś postaram się pokazać Wam kika najbardziej spersonalizowanych zamówień.
Za każdym z nich kryje się ciekawa historia, czasem wesoła, czasem nostalgiczna, niekiedy jest to zwieńczenie jakiegoś wydarzenia.
Z tych opowieści czasem wychodzi coś całkiem interesującego...


20 komentarzy:

października 29, 2018

Nocne pisanie i nocne malowanie w Kocikowej Dolinie

Nocne pisanie i nocne malowanie w Kocikowej Dolinie

Nocą...


Lubię kiedy normalni ludzie śpią, kiedy nikt ode mnie niczego nie oczekuje, kiedy nic mnie nie rozprasza i mogę pobyć w tym swoim świecie...
No może kot, który akurat urządza sobie toaletę przed snem na środku pokoju.
Trochę należy mi się opieprz za niesystematyczność w pisaniu i publikowaniu, bo to, że nie piszę często, nie znaczy że nie dzieje się nic...
Wręcz przeciwnie, dzieje się dużo więcej i w pewnym momencie zastanawiam się jak to pukładać.
Remont swoją drogą. Parter w połowie nie istnieje.
Od zawsze chciałam być człowiekiem wolnego zawodu.
Dobrze brzmi, prawda?
Sama sobie sterem i okrętem...
Do sterów to ja zawsze byłam pierwsza, intuicyjnie rozpoznaję kierunek, w jakim mam podążać. Będąc kobietą, która nie lubi ram ani ograniczeń, mapę tej wyprawy będę tworzyć sobie w trakcie tego rejsu.
Uchylę dziś rąbka tajemnicy.

O Kocikowej Dolinie


Kocikowa Dolina zaistaniała sobie kiedyś w mojej głowie.
Pomyślałam, żeby nadać jakiś kształt temu, co w zaciszu domowym pozwalało rozwijać tą część mnie, która się właśnie budziła.
Po jakimś czasie wpisała się w blogowy świat, gdzie została przyjęta z życzliwością. 
Dobre słowo to woda na młyn.
Sporo tej wody upłynęło od tamtego czasu.
Wszyscy, którzy tu zaglądali i odwiedzają mnie do dziś, przyczynili się, do rozwoju tego miejsca i równocześnie do mojego własnego rozwoju.
To Wy mi na to wszystko pozwoliliście, za co dziekuję z uśmiechem.
Na wszystko jest odpowiedni czas i nigdy nie jest na nic zbyt późno.
Dziś  Kocikowa Dolina coraz wyraźniej rysuje się na planie fizycznym.
O tym jednak nieco później, obiecuję :)


Coś malowanego...


Zawsze starałam się łączyć tekst z wizją
Nocne pisanie, takie trochę w skrócie miało być, wyszło jakieś dłuższe.
Co ja tu dziś mogę na tę okoliczność zaprezentować?
Pewnie wszystko, biorąc pod uwagę godziny, w jakich powstają, moje z pasji tworzone i potrzeby serca malowane dzieła przeróżne...
Po namyśle stwierdzam, że pokażę Wam kota... 
Pasuje?
Znacie go?
Taaak... dobrze myślicie, to ten kot, z tej krainy właśnie :)
Zawsze chciałam się z nim zmierzyć, a autorowi pierwowzoru czapki z głów za pomysł.


14 komentarzy:

września 28, 2018

Cztery pory roku... rozważania o czasie i porcelana urodzinowa Violi

Cztery pory roku... rozważania o czasie i porcelana urodzinowa Violi

Czas...


Czymże jest tak naprawdę?
Jaka jest definicja czasu i która jest prawdziwa?
Człowiek od zawsze stara się go zmierzyć, określić, podzielić, pojąć... tylko ujarzmić jeszcze nie potrafi, chociaż...jest tu wiele znaków zapytania, bo kto wie , czy gdzieś, coś, ktoś... 
Na przestrzeni dziejów spierali się ówcześni mędrcy w tej kwestii, fizycy oraz filozofowie. 
Newton, Einstein, Arystoteles i Platon. Kto ma rację?
Jako że bywam niepoprawną romantyczką, lubię teorię św. Augustyna. Według niego czas jest bezcenny i nierozłączny ze zmianą, stanowiący pewien wymiar świata materialnego i wiąże się z przemijalnością... jakoś znajomo to brzmi, prawda? W końcu tak uczono nas postrzegać świat...
Choć najbardziej prawdopodobną teorią jest myśl fiozoficzna Martina Heideggera, który napisał w ,,Sein und Zeit'' - czas nie ,,jest,, obecny ani w podmiocie, ani też w przedmiocie, nie jest wewnątrz bytu, ani na jego zewnątrz i ,,jest,, on ,,wcześniej,, od wszelkiej subiektywności, ponieważ stanowi warunek możliwości nawet dla owego ,,wcześniej,, .
Jak wiec w ogóle ,,jest''?

Dobrze, że wolno nam postrzegać śwat po swojemu i z biegiem czasu sami decydujemy w co wierzymy, w czas liniowy czy może jednak nieliniowy, który pozwala zerknąć w czwarty wymiar...

Czasem mam różne zajawki i tak sobie lubię sięgnąć głębiej :)


Cztery pory roku 


Dziś skupmy się na czasie, który natura sama dzieli na dzień i noc, oraz cztery pory roku w naszym klimacie... gdzie akurat mamy cudowną, złotą polską jesień.
Niedawno z żalem żegnałam lato, a tu zanim się obejrzymy, zima nas będzie czarować bielą i znowu z niecierpliwością szukać będziemy oznak wiosny... 
Rok za rokiem te zmiany następują coraz szybciej, od kilku lat mówi się, że czas na ziemi zaczął przyspieszać. 
Ponoć najłatwiejszym sposobem by niekiedy wyjść poza ten czas liniowy i zwiać od tego nienaturalnego pędu w jakm żyjemy, dla zabawy, chociaż w weekendy nie korzystać z zegarów. Wsłuchać się w rytm własnego ciała i zyskać wiecej czasu do przeżycia... Poczuć wibracje ziemi...
Co Wy na to? 

Porcelana urodzinowa 


Viola zamarzyła o wyjątkowym prezencie urodzinowym i już od początku roku zapowiadała mi co mnie czeka. 
Okazuje się, że czas pędzi i nie będę już powtarzać jak... a ja jak ci drogowcy, których zima zaskakuje co roku.
Skąd ten cały dzisiejszy wpis o czasie?
Przez klejne urodziny Violi, jej pomysł na temat porcelany i moje zaskoczenie, że to ostatni dzwonek był...
Duuuużo pracy i duuużo zdjęć, a oto efekty :


34 komentarze:

września 06, 2018

Słodkiego, miłego życia - sezon ślubów trwa i coś wyjątkowego na prezent

Słodkiego, miłego życia - sezon ślubów trwa i coś wyjątkowego na prezent

Żono moja


Kiedyś to ja  uwielbiałam wesela. Niekoniecznie same śluby.
Po za moim własnym oczywiście, większość była oczekiwaniem na ciąg dalszy.
Wesele to było coś...
Rodzina w komplecie, tradycyjnie rosołek i całonocne szaleństwo przy muzyce i przednich trunkach.
A dziś...
Wciąż te wesela uwielbiam, ale jakoś coraz więcej z nich pamiętam :)
Z każdego mam fajne wspomnienia, bo pamięć wciąż dopisuje, ale żeby aż taką jasność osiągnąć?
Wychodzi na to, że z wiekiem to ta pamięć coraz lepsza jakby...
Co prawda nie sadzają już przy stole z młodzieżą, bo oni za głośni są przecież, a tu człowiek nie dość że coraz lepszą pamięć ma, to przecież i słuch doskonały, a okulary bardziej dla podkreślenia urody i wdzięku się zakłada... taka moda...
Taka jakaś uważność z czasem się wyrabia, bo z pewnością nie o PESEL tu chodzi.
Tak, to jest chyba odpowiednie określenie.
Uważność.
A to, że piękna oprawa ślubu, a to że zespół wyjątkowo świetnie gra - Słodkiego, miłego życia, ale trzeba posłuchać najpierw, dopiero później poszukać chętnego do tańca... a to, że taka jedna ciotka wciąż w tej samej kiecce, a  druga przytyła i teraz szybko trzeba przemyśleć, która bardziej, ja czy ona :)
Uważność... nawet uważam, że z alkoholem się zaprzyjaźniłam i nie przeszkadza mi, że inni mogą go pić, a ja nie muszę ;)
Ale kiedy nagle, w połowie wesela zabrzmi... Żono moja, hit wesel ostatnich lat... już nie ma wyjścia, pląsy zacząć czas...


Coś wyjątkowego


Wstęp przydługi mi tu wyszedł, ale trzeba było wejść w temat, by zaprezentować Wam kolejne propozycje porcelanowych pamiątek dla nowożeńców.
Jeśli będzie Wam mało, to wcześniejsze znajdziecie TUTAJ oraz TUTAJ i jeszcze TUTAJ i TUTAJ...  reszta pod etykietą - dla pary młodej :)
Dajcie koniecznie znać czy Wam się podoba.


11 komentarzy:

sierpnia 30, 2018

A mi jest szkoda lata i nostalgiczny kubek z wiatrakiem

A mi jest szkoda lata i nostalgiczny kubek z wiatrakiem

Lato


Kilka dni temu poczułam w powietrzu zapowiedź jesieni.
To się wie... Wychodzisz z domu i nagle świat pachnie inaczej.
Jakiś żal mnie ogarnął i poczucie straty. Może dlatego, że czas tak szybko płynie, a ja wciąż nie jestem gotowa na to tempo...
Człowiek sobie tyle naobiecuje, a później robi zupełnie inne rzeczy, i chociaż robi ich nie mało, to  i tak mu szkoda, że może można było przeżyć jeszcze coś innego.
Zachłanność na życie?
Tak.
Coś w tym jest.
I tutaj kolejny raz wychodzi na jaw podwójne życie jakie większość z nas prowadzi... to jedno w głowie i to drugie na planie rzeczywistym. Pisałam kiedyś coś o podwójnym życiu.
Kolejny raz wychodzi na to że... trzeba działać, nie odkładać niczego na tak zwane kiedyś.
By kolejny raz wychodząc z domu, poczuć jesień i ucieszyć się że nadchodzi :)

Czego mi żal?
Żal mi tych wszystkich letnich biesiad, które się nie odbyły.
Szkoda mi wszystkich spotkań, które nie doszły do skutku.
Żal mi tych rowerowych wypraw, na które się nie wybrałam.
Szkoda mi mojego kochanego wybrzeża, którego ne odwiedziłam tego lata.
No dobrze... wystarczy tego użalania :)
Przecież działo się innych wiele rzeczy i podróże nie zawsze mają północny kierunek.
Na szczeście zapowiada sie wspaniały wrzesień... co prawda bardzo pracowity, ale może nadrobię coś z tego, o czym napisałam...
Więc rozkładam ramiona jak wiatrak i zaczynam działać, zostało przecież jeszcze kawałek tego lata.


Kubek z wiatrakiem


Pasuje mi ten kubek do dzisiejszego wpisu. Malowany jakiś czas temu, doczekał się publikacji.
To jeden z tych kubków, które są dla mnie wyjątkowe, które mają w sobie energię większą niż inne i nie umiem odpowiedzieć dlaczego. Ten magiczny wzór podesłany przez klientkę, od początku miękko się dał malować... 
Co o nim myślicie?


16 komentarzy:

czerwca 05, 2018

Wsiąść do pociągu byle jakiego, tym razem jednak Majorka i o co chodzi z tymi kotami...

Wsiąść do pociągu byle jakiego, tym razem jednak Majorka i o co chodzi z tymi kotami...

Za wszelką cenę



Decyzja zapadła. 
Niezbędny jest natychmiastowy reset dla Pana męża, bo nie wiem kto zwariuje pierwszy, czy ów mąż, czy ja...
Wyjeżdżamy byle gdzie i byle kiedy, tylko byle szybko i broń Boże nie wtedy i wtedy, ale też nie tu i tam...
No to mając wytyczne jasne jak słońce, znowu biorę na klatę decyzję, bo ktoś przecież decydować musi, żeby później było wiadomo, kogo obciążyć wszelkimi pretensjami, lub nagrodzić pochwałami :) 
Rządna pochwał i splendorów zakręciłam wyimaginowaną ruletką, pozwalając zadziałać intuicji, szczęściu i tak zwanym pobożnym życzeniom.
...wsiąść do pociągu byle jakiego, śpiewała kiedyś Maryla, no to wsiadłam, no i padło na Majorkę, gdzie podobno chociaż raz w życiu trzeba się znaleźć...
Rok temu chyba ją sobie wykrakałam, rzucając bezwiednie tytuł posta... 
Kolejny raz okazuje się, że w życiu znajdujesz dokładnie to, czego szukasz...  TUTAJ kiedyś o tym pisałam :)
I wiecie co?
Nie sposób opowiedzieć w jednym wpisie o wszystkim... za dużo wątków... za dużo wrażeń.
Powiem tylko, że był to wspaniały czas pod znakiem cudownych ludzi, którzy tak jak my, przyjechali po wyhamowanie...
Z tego miejsca pozdrawiam Krysię i Roberta, Agatę i Artura, Dorotkę i Jarka, obie Agnieszki, Marka i Piotra... i całą resztę, która tworzyła klimat :)
Tym sposobem majową podróż uważam za zaliczoną...

A o co chodzi z kotami?


Z moimi o to, że podróżować z nimi się nie da, więc zostają pod doskonałą opieką i tęsknią...
a po za tym, to mam okazję zaprezentować Wam koci zestaw, którym nie było okazji się pochwalić, że nareszcie coś mega kociego powstało w Kocikowej Dolinie, zatem czynię to dziś, wplatając nieco egzotyki... bo i kot nie byle jaki :) 


23 komentarze:

maja 14, 2018

O zaginaniu czasoprzestrzeni i o psie, który nie jeździł koleją

O zaginaniu czasoprzestrzeni i o psie, który nie jeździł koleją

Rozciągnąć czas


Mało mnie tutaj ostatnio, co nie znaczy, że nic się nie dzieje... wręcz odwrotnie, dzieje się, i to dużo, a do tego wszystko na raz, jakby się zmówiło to coś, co się dzieje tak hurtem.
No nie ogarniając przecież i tak ogarniam... bo nie ma wyjścia... w swoim tempie oczywiście :)
Czasem to już sama nie wiem, czy to ja nie nadążam, czy czas biegnie coraz szybciej. 
No bo jak wytłumaczyć fakt, że przed chwilą chciało mi się wiosny, a tu już przekwitają azalie i rododendrony w ogrodzie... 
Czy ktoś z Was też zauważa coś takiego? Takie anomalia jakieś, tudzież wybryki czasoprzestrzenne?
Czy może tak szybko wszystko się dzieje, że nie nadążacie nawet tego zauważać.
Dajcie znać, że nie jestem sama...
Pod koniec roku pisałam Wam TUTAJ, że ten rok mam na spełnianie marzeń, zachcianek i generalnie wszystko do przodu...
Właśnie zastanawiam się czyich dokładnie marzeń i zachcianek ;)
Miały być moje, a ja tu spełniam wszystkie wokół ostatnio... i ja się dziwię, że mi te rododendrony zamienią się za chwilę w czereśnie... dosłownie :)
A to wszystko przez to, że znowu zaginam czasoprzestrzeń, robię wszystko na raz i staram się rozciągnąć czas...
Opowiadam dziś o tym wszystkim, bo chyba zamieszkam na stałe w necie, by sprostać swoim i cudzym zachciankom... co w sumie lubię conajmniej tak bardzo, jak swoje kropeczki :)
No dobrze... ale co tu robi pies?
Pies? Jaki pies?


O psie...

Kto mnie zna to wie, że jako miłośniczka kotów, mieszkam z dwiema rozczochranymi kotkami, które ledwie się tolerują, ale wyjścia nie ma bo dom jeden.
Jednak co jakiś czas wpada na dłużej pewien pies...
Pies ten ma swój dom i swoją rodzinkę, ale z upodobaniem wraca do nas i nie wiedzieć dlaczego, z oddaniem udaje członka naszej rodziny przez kilka dni. Ma nawet u nas swoje imię, na które reaguje, a wołamy na niego Majster :)
Majster ma też miskę i jedzenie, bo skoro wpada na kilka dni w odwiedziny, to gościmy go z przyjemnością :)
I wiecie co? Gdyby nie świadomość, że ma swój dom, pozwoliłabym mu znowu zostać... bo nawet koty go lubią. 
Myślę, że pomału przygotowuję się do ewentualnego posiadania kolejnego przyjaciela domu... w przyszłości oczywiście...
A dziś, przy okazji opowieści powyższej, przedstawiam Wam Pixela, który jest najważniejszym członkiem swojej rodziny i każdy jego przyjaciel ma kubek z jego podobizną, nawet kumplel Marek :)


18 komentarzy:

marca 21, 2018

Ja to mam szczęście... i Mały Książę

Ja to mam szczęście... i Mały Książę

Kto rozdaje dobre karty na starcie?


Podzielę się dziś taką myślą, która towarzyszy mi od zawsze i zasługuje na to, by ją rozwinąć, skoro już mam tu takie swoje miejsce.
Długo czekała sobie ta myśl i dojrzewała, nabierając kształtów i kolorów różnych. 
W tak zwanym międzyczasie, z biegiem lat, zbierałam potwierdzenia wszelkie, że ta moja myśl to najlepsza myśl jaka może istnieć.
Czyżby myśl uniewersalna?
Wiecie co myślę?
Myślę, że ja to mam szczęście :)
Uśmecham się sama do siebie, kiedy czytam to, co napisałam, a napisałam to z pełną świadomością.
Dla każdego posiadanie szczęścia oznacza co innego. 
Moje posiadanie szczęścia oznacza wszystko :)
Bo tak się składa, że już na starcie dostałam dobrą kartę.
Lubią mnie tam? Czy co? 
Obojętnie gdzie bym się nie znalazła, zawsze dostrzegam tylko jasne strony... a pozytywne myślenie przyciąga tylko pozytywne rzeczy.
Cała reszta to tego konsekwencja. 
Miałam szczeście być beztroskim dzieckiem i mieć cudowne dzieciństwo, mieć fajnych rodziców i najlepszą rodzinę, jaka mogła mi się trafić...
Mam szczęście, bo wiem co to miłość i nie będę rozwijać tego punktu, bo to oczywiste.
Mam szczęście być mamą najlepszych dzieci, które mam nadzieję, też kiedyś pomyślą, że miały podobne szczęście..
Mam też szczęście, że rodzina, której częścią jestem, potrzebuje mnie w takim samym stopniu, jak ja potrzebuję jej.
Szczęściem też jest to, że wciąż sama mogę mówić do kogoś mamo... że mam brata z całym jego dorobkiem ;) mam na myśli jego rodzinę... z  Pipinem włącznie :)
Szczęściem było spotkać tych wszystkich ludzi na swojej drodze. Niektórzy byli przez chwilę, inni są nadal, a kolejni... mam nadzieję nadchodzą.
Szczęściem było zdobywać szczyty gór... nie wszystkie oczywiście, ale jednak... móc zobaczyć cudowne miejsca i podziwiać świat z różnej perspektywy...
Szum morza o różnych porach roku, moje śpiące koty i moja pasja, która tak wiele dla mnie znaczy.
Szczęściem jest też to, że nawet najtrudniejsze sytuacje znajdują zawsze dobre rozwiązanie, że wystarczy mi to wszystko co mam, a nie oczekując cudów, życie potrafi wciąż mile mnie zaskoczyć, a wtedy myślę sobie... ja to mam szczęście...

                                  ,, Szczęście nie jest stacją do ktorej przyjeżdżasz. 
                                     Szczęście to sposób podróżowania''
                                 
                                                                            Margaret Lee Runbeck




Mały Książę


Kubek który tu dziś opublikuję, jest jednym z tych bardziej wyjątkowych, które w Kocikowej Dolinie powstały...
Grafika to replika zapożyczonej grafiki z netu.
Nie umiem odpowiedzieć dlaczego... 
Od samego początku towarzyszyła mu bardzo silna, pozytywna energia.
Niewiele było takich prac.
Pasuje tu idealnie.



36 komentarzy:

marca 07, 2018

Do serca przytul psa, weź na kolana kota... i kolejne portrety pupili

Do serca przytul psa, weź na kolana kota... i kolejne portrety pupili

Człowiek nie zawsze brzmi dumnie


Dziś będzie krótko i konkretnie... bo nie umiem pojąć tego, dokąd zmierza ludzkość.
Z natury jestem zapaloną kociarą, gdzie koty bezwarunkowo są moją miłością i lubię to w sobie.
Psy natomiast to miłość w najczystszej postaci... nawet gdy doznają krzywdy, nie przestają ufać człowiekowi... 
No właśnie, temat o wielu wątkach.
Karmiono nas stwierdzeniem, że my ludzie, jesteśmy najbardziej rozwiniętymi stworzeniami na ziemi, bo mamy rozum i wolną wolę...
W dobie błyskawicznej informacji i natychmiastowej reakcji, okazuje się, że każdego dnia cierpi jakieś bezbronne zwierzę, które rzekomo stoi niżej w hierarchii niż człowiek.
Tak nas uczono...
Kto wymyślił taką bzdurę ?
Kiedy docierają do mnie wciąż nowe informacje na temat ,,człowieczeństwa'' w stosunku do zwierząt, coraz częściej wstydzę się przed tymi małymi braćmi, że też jestem człowiekiem. 
Jakim prawem człowiek zadaje im tyle bólu, uważając się bezczelnie za pana na ziemi ?
To my powinniśmy brać z nich przykład.
To nam wiele brakuje... zatraciliśmy instynkt w tym rzekomym rozwoju...
Tym postem daję upust mojej złości i często bezradności na krzywdę zwierząt.
Nienawidzę przemocy, bezmyślności, zabijania dla zabawy i dla sportu, dla podniesienia swojej wartości we własnym mniemaniu.
Sprzeciwiam się temu z całego serca !
Ufff... 
Napisałam to, chociaż nie wiem co to da, chyba tyle, że narażę się niektórym...


Nasze pupile...


Równowaga w naturze jakaś jednak istnieje.
Jak wiele nieszcześcia, tak wiele miłości, chociaż życzę sobie, by tej miłości było tylko więcej...
Zobaczcie kolejne portrety najkochańszych pupli...
Czy tak trudno jest do serca przytulić psa i wziąć na kolana kota ?

W Kocikowej Dolinie Wasze pupile malują się pod nadzorem Fiony - Lucyny :)
To ona zasila swoim włosem pędzle... które Gaja kradnie, kedy tylko zauważy, że nikt ich nie pilnuje :)
A przed Wami - cudny border, piękny shith tzu i pekińczyk, oraz nareszcie koteczka o imieniu Tornado.



20 komentarzy:

lutego 09, 2018

Dieta cud, tłusty czwartek i kubki na wesoło, które mi tu pasują jakoś

Dieta cud, tłusty czwartek i kubki na wesoło, które mi tu pasują jakoś

Jeszcze raz


Co jakiś czas podejmuję życiową decyzję, że zmieniam pewne nawyki i zostaję wysoką, długonogą blondynką.
Właśnie teraz jest ten kolejny raz.
A tak.
Kto mnie zna, to wie, że najłatwiejszy do zrealizowania jest punkt ostatni w tym przypadku.
Już jakiś czas wdrażam te zmiany, już jest coraz łatwiej... już rodzynki i orzechy wystarczają jako coś mega pysznego do kawy... aż tu nagle tłusty czwartek nastał i zewsząd napada człowieka kult pączka. 
Nie jestem jakąś ich fanką, ale kiedy ktoś jest w trakcie realizowania życiowej decyzji... no moi drodzy, litości.
Wszędzie obiecują, że tego dnia można jeść do woli, że w boczki takie pączki nie idą... to ja się pytam, w takim razie gdzie one idą? 
Takie ryzyko nie dla mnie.
Przez ten tłusty czwartek to ja sama siebie dziś z domu nie wypuściłam :)
I tak co jakiś czas, jak ten kot na kubku... ile wytrzymam i ile zdążę wypracować w tym czasie, zanim odpadnę... to moje, bo przecież całe życie to ja samej siebie w domu nie utrzymam :)
Bo włóczykij, który w duszy mieszka i tak się upomni o swoje :)



Na wesoło


Kubki które dziś publikuję, pasują mi tu jak ulał...  kot, to już wiecie dlaczego, bo zdążyłam wyjaśnić... 
Te minki, to reakcje na tą moją dietę cud... i nie ma tu wszystkich, gwarantuję :)
A leniwiec?
Bo za długo z tym wszystkim czekałam... gdybym wcześniej wpadła na ten genialny pomysł podjęcia kolejny raz decyzji, by zostać tą wspomnianą blondynką... to w tłusty czwartek delektowałabym się tym kultowym pączkiem... 



24 komentarze:

lutego 04, 2018

Lubię wracać, tam gdzie byłam już i kubki z Gdańskiem

Lubię wracać, tam gdzie byłam już i kubki z Gdańskiem

Na włóczęgę


Kiedyś, na którymś z blogów, natrafiłam na godny naśladowania pomysł, by raz w miesiącu zrobić sobie jakąś wycieczkę, czy też wyruszć w małą, większą lub całkiem dużą podróż.

Mając predyspozycje i duszę włóczykija, uznałam, że pomysł jest dla mnie idealny i wcale nie jest ważne dokąd się wybiorę, bo nawet miejsca, które już dobrze znam, oferują za każdym razem coś innego. 
Ponadto... lubię wracać tam gdzie byłam już...
No to styczeń mam zaliczony. 
Listę podróży otwiera Warszawa.
Był to mały wypad do stolicy, którą odkrywam wciąż od nowa i z przyjemnością wracam, jeśli mam okazję.
Każdy ma takie miejsca, które lubi. 
Ja do takich jakiś czas temu dodałam właśnie Warszawę.
Za co ją lubię?
Za przestrzeń, przyjaznych ludzi i świetną komunikację... a to już wystarczy, by lubić :)


Kubki z Gdańskiem


Wycieczka do Warszawy, a kubki z Gdańskiem?
A tak... bo mam okazję je Wam pokazać nareszcie.
Były prezentem od żony dla męża, który kocha swoje miasto i kolekcjonuje związane z nim gadżety.
Mam nadzieję, że przypadły mu do gustu...

Do Gdańska wybieram się w późniejszym terminie... 
Kto wie, co Wam wtedy tutaj zaprezentuję ;) Może na przekór widoki stolicy ?


19 komentarzy:

stycznia 27, 2018

Pierwsze urodziny i znaki zodiaku na kubkach

Pierwsze urodziny i znaki zodiaku na kubkach

Czy jestem blogerką?


Właśnie minął rok, jak powstało to moje miejsce w zaułkach internetu.
Kiedy zwyczajnie weszłam sobie do blogosfery, rozejrzałam się ciekawie i już zostałam... a spod klawiatury wyłonił się mój pierwszy wpis na powitanie.
A że internet elastyczny jest w każdą stronę, to pomieścił jeszcze jedną, taką mnie. 
Niby dopiero rok, ale też aż rok.
Bo rok z perspektywy czasu, to niewiele... ale patrząc bardziej wnikliwie... 
Wiecie że piszę dla Was osiemdziesiąty piąty post ?
I to już mi zabrzmiało poważniej :)
Liczby nie kłamią.  
Z drugiej strony to całe szczęście, że nie przeliczam tego na godziny, bo dopiero by się okazało jaki ze mnie pismak nieudolny, że zamiast machnąć tekst, to ja tu ozdabiam kropeczkami i szukam rytmu między wierszami...
Ludzie nowocześni wolą pismo obrazkowe :) Więc staram sie nadążać i iść z ducham czasu. 
Tekst zazwyczaj dla chętnych, żeby nie było...
Zatem zdjęcia.
Dużo najlepiej. 
Przez rok można tych zdjęć nacykać bez opamiętania. No to cykam sobie z różnych stron. Lepsze, gorsze... nie znam się bardzo, ale uwierzcie, że robię co mogę.
Po roku dochodzi się do wprawy, choćby w kwestii scenerii...
Zawsze to czas zaoszczędzę.
Co dalej?
Żeby już ten tekst ozdobić na tym blogu, tymi kropkami i zdjęciami dla nowoczesnych ludzi... 
To co jeszcze trzeba?
A to trzeba mieć co fotografować.
No przecież nie będę wstawiać fotek Pana męża, bo tego by mi nie wybaczył. 
On i tak wyjdzie tu na anioła w podsumowaniu godzinowym... 
Dochodzimy do sedna.
Żeby było co fotografować, to nie ma wyjścia, trzeba to wszystko namalować.
Tak więc nie dziwcie się, że posty powstają o dziwnych porach, że nawet niektóre kalendarze nie przewidują takich godzin urzędowania :)
Czy jestem blogerką?
Po roku trudno stwierdzić... ale jakby tą liczbę postów, pomnożyć przez liczbę X na każdy i dodać średnią liczbę wyciągniętą z ilości zdjęć opublikowanych... a później pomnożyć całość przez godziny spędzone przy tworzeniu obiektów do fotografowania.... bo zdjęcia potrzebne są na użytek bloga właśnie :)
Ale zagmatwałam... ale sami widzicie jak jest późno. Zdrowi ludzie śpią o tej godzinie. Tylko szaleńcy buszują po necie :)


Znaki zodiaku


Aby mieć pewne predyspozycje, trzeba się odpowiednio urodzić niestety... i na to, to my już wpływu nie mamy kochani. Znaki zodiaku dostajemy wraz z datą urodzenia.
Ja, jako zodiakalna waga, urodzona dnia pierwszego jej panowania, gdzie żywiołem jaki ma ogromny wpływ na znak jest powietrze... nie dziwię się swojemu szaleństwu i wręcz poddaję się... niech się dzieje :) 
Nie powstał jeszcze kubek z wagą...
Za to pokażę dwa inne, malowane dla Justynki i jej drugiej połówki. Wzór autorski, projektowany specjalnie dla nich... 
Może powstanie cała kolekcja w przyszłości, kto wie...



24 komentarze:

stycznia 24, 2018

U babci jest słodko, świat pachnie szarlotką... i kubki dla babci i dziadka

U babci jest słodko, świat pachnie szarlotką... i kubki dla babci i dziadka

Babcia


Byłam najstarszą wnuczką swojej babci. 
Cała reszta dzieciaków zjawiła się nieco później, więc miałam ją na wyłączność przez jakiś czas.
Co prawda był jeszcze Robert, ale on miał inną swoją babcię i tej naszej nie poznał tak, jak ona by tego chciała...
Chyba dobrze, że babcia nie miała pod opieką więcej wnuków w tym samym czasie co mnie. Było ze mnie diablę wcielone i wszędzie mnie było pełno.
Żeby czymś zająć ciekawską Kaśkę, bo ciekawość życia objawiła się zaraz po przyjściu na świat i dodam, że nie minęła, nauczyła mnie haftować i robić na szydełku. Później, kiedy udawało mi się sięgać nogami do pedałów, pokazała jak posługiwać się maszyną do szycia...
Uwielbiałam chodzić z nią na zakupy do ,,łaskowskiego'' sklepu.
Zawsze pozwalała mi oderwać kawałek gorącego chleba, który smakował jak delicja.
Babcia była silną kobietą. 
Prawdziwa góralka, która nigdy nie przestała tęsknić za rodzinnymi stronami.
To ona wpoiła mi miłość do góralszczyzny.
- Kasia chodź szybko, górale śpiewają... wołała mnie przed telewizor i wtedy płakała...
Zawsze miałam swoje kierpce. Był też gorset haftowany przez babcię, który czasem pozwalała mi założyć i chusta z frędzlami. Gorset tenże był inspiracją do wykonania mojego pierwszego w życiu haftu. Jako siedmio-ośmiolatka absorbowałam otoczenie zapamiętale i bez przerwy...
Czasem przejmował mnie dziadek, bo babcia miała na głowie kuchnię po za mną.
Babcia gotowała pyszny kapuśniak, który smakował jak kwaśnica w Zakopanem. 
Szarlotka, jak szarlotka... ale sernik z przypalonym wierzchem, to był wypiek najlepszy pod słońcem.


Dziadek


Spokojny i ustępliwy. 
W domu berło należało do babci.
Dziadek miał swoje tak zwane pole. Jako wszędobylska dziewczynka, chętnie mu towarzyszyłam w wyprawach i różnych zajęciach. Chodziliśmy zbierać jarzębinę, gotowaliśmy ziamniaki w łupinach dla kur, gdzie poźniej taki ziemniak mogłam zjeść...
Czasem szłam spać do dziadka i wtedy opowiadał przeróżne historie. Te o wojnie były najbardziej interesujące... dziadek opowiadać umiał... a babcia nas uciszała...
Wspomnienia z tamtego okresu są bezcenne, i chociaż pisałam tutaj o kilku epizodach, to będę wracać jeszcze nie raz, bo najlepsze historie pisze samo życie.
Jakie to szczęście, że pozostają wspomnienia, kiedy wszystko takie ulotne...


Kubki dla babci i dziadka


Już mogę pokazać personalizowane kubeczki z okazji ich święta. Od wnuka, który nie mógł ich wręczyć osobiście, ale pamiętał :)
Babcia Stasia kocha szycie i ogród, natomiast dziadek Andrzej to budowlaniec... sami rozumiecie dlaczego takie, a nie inne powstały wzory... ale za to kolorowo i na wesoło.


20 komentarzy:

stycznia 18, 2018

Urlop od pisania i kubki dla zmotoryzowanych pasjonatów marki

Urlop od pisania i kubki dla zmotoryzowanych pasjonatów marki

Nic na siłę


Usiadłam przed klawiaturą i niczym wirtuoz, wyciągam swoje dłonie, z zamiarem wydobycia dźwięków spod klawiszy... 

Czytam wstęp i sama do siebie się uśmiecham, bo nagle widzę białe mankiety, odziane w czarne rękawy i palce rozczapierzone, zawieszone w powietrzu... które za chwilę spadną na lakierowane, czarno białe klawisze instrumentu...
A w tle akurat Andrea Bocelli mi brzmi.

Wyobraźnia to mnie raczej nie zawodzi :)

Dodam jeszcze, że ręce należą do faceta, o niesfornych, nieco dłuższych włosach... kurczę, nikogo takiego chyba nie znam... 
Twarzy nie widzę, może dlatego nie wiem kim jest ;)

Stuk, stuk, stuk.
Stukają amarantowe paznokcie, a na monitorze literki, kropeczki, jakieś ozdobniki i...
...znowu wszystko znika.
Przecież nikt nie będzie czytał banałów, wszędzie tego pod dostatkiem, taka ambitna nagle jestem :)
Moja wena wzięła sobie urlop na trochę, by poszukać swojej siostry, inspiracji.
Z resztą... takie poszukiwanie weny twórczej zdarza się co jakiś czas.
Nic na siłę.
Dobrze, że z malowaniem nigdy tak nie mam :)
To mnie trzyma w optymistycznym nastroju mimo wszystko.


Marka ma znaczenie


Wpis bez weny ubogacę zdjęciami bardzo ważnych, malowanych z pieczołowitością i według wytycznych, personalizowanych kubków, dla kilku różnych osób, które łączy jedno...
...miłość do konkretnej marki pojazdu.
Nie wiem od którego zacząć... bo każdy jest z innej bajki i każdy malowany w zupełnie innym czasie. Dwa chyba przed potopem jeszcze...
Zgadnijcie który był dla dziewczyny ;)


18 komentarzy:

grudnia 26, 2017

Święta, święta i po świętach... i coś o prezentach

Święta, święta i po świętach... i coś o prezentach

Podsumowując


Założyłam sobie, że w tym roku odnajdę magię świąt...
...że wszystko zrobię bez pośpiechu, na spokojnie i nie dam się wciągnąć w spiralę przedświątecznego szaleństwa.
Zero owczego pędu.
Czy tak właśnie było?

Czas na analizę.

Założenia udało się wdrożyć... prawie :)
Poniosło mnie tylko trochę...

Refleksje na przyszłość?
No cóż.
Kolejny raz mogłabym wykarmić wojsko no i... mogłam sama z powodzeniem upiec te bezcenne ciasteczka.
Oczywiście, że mogłam.
Ale że każdy rok dodaje nam nowych doświadczeń, ten nie mógł być inny :) 
Coś za coś :)
Trzeba mieć skąd czerpać i o czym opowiadać, a anegdotki rodzinne są bezcenne :)
Nawet o bezcennych ciastkach, które już przeszły do historii...
I wiecie co?
Wciągnęło mnie w tym roku wszystko... choinka, światełka i prezenty.
Nie wciągnęła jedynie panika, że nie zdążę.
Może to jednak zasługa tych ciastek, kto wie...
...oraz  mojej mamy i córki :)
Dziewczyny górą w tym roku.


Gwiazdkowe prezenty


Jako że już po gwiazdce, mogę Wam pokazać część prezentów, które znalazły się pod choinkami, częściowo za sprawą Kocikowej Doliny.
To wielki zaszczyt, móc brać udział w sprawianiu radości Wam i Waszym bliskim.
Nie bardzo wiem od których. zacząć...
Dziś klimatycznie i sielsko. 
Dla miłośników górskich wędrówek i sielsich klimatów.


17 komentarzy:

grudnia 16, 2017

Łapy, łapy, cztery łapy... i kolejne portrety pupili

Łapy, łapy, cztery łapy... i kolejne portrety pupili

Dom bez zwierząt jest tylko zwykłym domem


Nie wyobrażam sobie swojego domu bez moich kotów.
Wszyscy, którzy zaglądają do mnie wiedzą, że jestem kociarą do kwadratu :)
No kocham te futra mruczące, tą bystrość umysłu i indywidualność, a one kochają mnie...
...za żarcie i za wzięcie, jak to koty. Ważne, że rozumiemy się doskonale.

W domach otwartych dla zwierząt zawsze mieszkają dobrzy i pozytywnie nastawieni ludzie.
Moja babcia twierdziła, że ktoś, kto nie posiada w domu zwierzaka, nie zasłuży sobie na niebo... i wtedy pjawił się kot, który w tym domu przeżył ponad dwadzieścia lat.
Ot, taka anegdotka...

Tak jak ja kocham koty, tak inni kochają swoje psy.
Też je uwielbiam, nie myślcie że nie... a obcuję z nimi niemalże na codzień, bo za ścianą mam hodowlę i całą ich gromadkę...

Hodowców podziwiam za odpowiedzialność, konsekwencję i miłość ogromną do swoich pupili.
Gdybym nie poznała takich miejsc i takich ludzi, nie miałabym pojęcia ile troski, zabiegów, wyrzeczeń i poświęcenia kosztuje taka pasja... i że to wszystko płynie z potrzeby serca.

Dziś przedstawiam Wam hodowlę MALTAYED , w której mieszkają i przyjaźnią się z sobą wspaniałe samoyedy i maltańczyki.
W życiu bym nie przypuszczała, że jest to możliwe... a jednak
Maltańczyki to małe, białe duszki... samoyedy natomiast, to wspaniałe, białe psy o wyglądzie wilka i łagodności owieczki. Jestem nimi zauroczona.

Właściciele hodowli stworzyli kochający dom, pełen ludzkiej i psiej miłości, przez co dom staje się niezwykły, a sami jego gospodarze jawią się jako ludzie wyjątkowi.

Motto hodowli mówi nam wszystko :

,,Nie ma znaczenia ile masz pieniędzy, ani ile rzeczy, możesz być bedakiem, ale mając psa jesteś bogaty''   -  Louis Sabin


Portrety pupili


Dziś prezentuję Wam Kirę i Wolfa. Wspaniałe samoyedy z HODOWLI MALTAYED 
sportretowane na komplecie porcelany firmy Lubiana.
Czajnik i kubki z linii Victoria idealnie nam tu się wpasowały.

Z resztą.. oceńcie sami. Kira i Wolf na ostatnim zdjeciu w całej okazałości.


13 komentarzy:

listopada 24, 2017

Coś na szczęście... czyli Żyd w sieni - pieniądze w kieszeni :)

Coś na szczęście... czyli Żyd w sieni - pieniądze w kieszeni :)

Dopomóc szczęściu nie zaszkodzi...


Lubimy wierzyć w moc różnych przedmiotów, które przyniosą nam szczęście, zapewnią zdrowie, pomyślność i bogactwo. 
Ponoć połowa z nas wierzy w różne wróżby, przesądy, i nadprzyrodzone moce.
Może nie dosłownie, ale coś w nas jest takiego, co każe przekazać z pokolenia na pokolenie tą wiedzę tajemną...
Sama noszę swój szczęśliwy kamyk przy sobie.   
Mam go od ponad pięciu lat i chyba działa.
A tak...
W końcu jest we mnie jakiś tam pierwiastek wiedźmy, intuicją zwany.
Lubię to w sobie, choć są tacy, którzy wierzą w to bardziej niż ja sama :)
Któż z nas nie łapie się za guzik na widok kominiarza... lub nie zachowuje czterolistnej koniczyny?
Wierzyć, nie wierzyć... nie zaszkodzi pozaklinać los.

Tak więc słonie na szczęście z trąbą do góry, żaba zapożyczona z feng shui, budda z dużym brzuchem do głaskania... co kto woli.
Ja tam wolę te nasze, swojskie czary mary, takie babcine.
Więc po kolei. Kominiarz już był, koniczyna także. 
Zostaje podkowa na szczęście, łuski karpia z wigilii w portfelu, by kiesa pełna zawsze była. Doczytałam też, że warto mieć szyszki w drewnianej misie lub figurkę bociana, co też niesie dostatek.
Interesujące jest posiadanie miotły zawieszonej gdzieś przed wejściem... ma ona chronić przed złym okiem, cokolwiek to znaczy.
Na konec zostawiam portret żyda na szczęście.
Mówi się, że posiadanie takiego wizerunku to gwarancja sprzyjania fortuny. Warunkiem jednak jest to, że żyd musi być koniecznie stary, z siwą brodą i pejsami, zatem mądry i doświadczony i koniecznie musi liczyć złote monety...
Obrazy z żydami może nie są już tak modne... różnie się na to patrzy... ale gdyby tak przemycić taki talizman na szczęście w nieco innej formie...

Kubki na szczęście


Nie wiem skąd mi się wział pomysł namalowania tych kubków.
Malowane na podstawie popularnych obrazów znalezionych w internecie.
Po prostu chciałam by powstały... takie właśnie na szczęście.
Czy będą działać ? 
Nie wiem... malując nadałam im taką energię...
Może ktoś zechce sam sprawdzić ?








                                           Pozwólmy czasem by czary zadziałały ;)
                                     
                                                            Dobranoc mili 
11 komentarzy:

listopada 03, 2017

Ludzie listy piszą i znowu pupile na porcelanie

Ludzie listy piszą i znowu pupile na porcelanie

Dzień telefoniczny



Raz na jakiś czas przytrafia mi się tak zwany dzień telefoniczny.
Taki dzień zdarza się wtedy, gdy jestem sama w domu i nic pilnego na mnie nie czeka. 
Wszystkie inne zajęcia idą na bok gdy dopada mnie głód kontaktów przeróżnych.
Co tam porządki w szafie, jeszcze można coś tam upchnąć, więc żle nie jest. Suszarka z praniem na środku pokoju? Poczeka. I tak czeka na mnie. 
Słoiki stoją od tygodnia na blacie w kuchni... Widocznie nikomu nie przeszkadzają...
I tak zerkam na tą szafę, słoiki i... 
...i odwracam się na pięcie :)
Wtedy z ogromną przyjemnością nadrabiam pielęgnowanie kontaktów.
Dzwonię do centrum i na wybrzeże, czasem za ścianę a czasem i kilka ulic dalej...  dzwonię też do tych, którzy właśnie o mnie myśleli i mieli już zadzwonić... ale byłam pierwsza ;) no i jeśli uda mi się dodzwonić, to Kraków też zaliczam :) 
Trochę sarkastycznie ale jednak z humorem... Fajnie mieć dokąd dzwonić ;)

W Kocikowej Dolinie też zdarzają się takie dni...
Nigdy takiego nie przewidzę...
Dzień telefoniczny w Kocikowej Dolinie polega na rozmowie z przeróżnymi osobami w formie pisanej. Zaczyna się od zwykłych grzecznościowych zapytań, a często zamienia w interesujące znajomości...
Możliwości internetu nie przestaną mnie fascynować chyba nigdy :)



Pupile na kubkach


Dziś też nie przewidziałam takiego dnia... a spędziłam go na rozmowach ze świetnymi dziewczynami,  miłośniczkami psów różnych ras... 
I wiecie co?
To nie tylko wymiana suchych faktów na temat malowania... często jest to wymiana myśli, kilku serdeczności z głębi serca, czasem ciekawostek z życia i o życiu... rozmowa w tej formie jest po prostu czystą przyjemnością. 
Właśnie po dzisiejszych rozmowach z miłośniczkami piesiuśków, pokażę kolejne portrety pupili... 
Te poniżej to skarby z hodowli Muchitto  :)









                                     Ciąg dalszy nastąpi.... jest jeszcze wiele pupili do namalowania :)




13 komentarzy:
Copyright © 2014 Kocikowa Dolina , Blogger