Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ogród. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ogród. Pokaż wszystkie posty

października 20, 2018

Filiżanki dla par... małe bujanie na porcelanie i coś o zmianach

Filiżanki dla par... małe bujanie na porcelanie i coś o zmianach

 Zmiany...


Kiedy powstawało to miejsce, kompletnie nie miałam pojęcia jaki scenariusz ktoś tam dla mnie przygotował i dokąd mnie to wszystko zaprowadzi.
Plan był taki, że nie ma planu i to właśnie był plan...
Początki zawsze są nieśmiałe. Chcecie, to zerknijcie jak to się zaczęło TUTAJ i TUTAJ
Wiele się wydarzyło od tamtego czasu, ale to przecież naturalne, to znaczy że człowiek się rozwija, działa i wciąż tworzy swoją rzeczywistość.
Pisałam Wam, że dzieje się u mnie trochę ważnych rzeczy, przez co blogowanie ciut zwolniło.
Zmiany, które dzieją się na kilku płaszczyznach mam nadzieję, że nieco mnie usprawiedliwią... ale widzę je w kolorach, tak jak lubię.
Na razie mogę już powiedzieć, że anioł stróż czuwa i jak dotąd wciąż trafiam na zielone światło.
Jeszcze trochę enigmatycznie to brzmi, ale kiedy dopnę ostatni guziczek, pochwalę się efektami.


Bujanie na porcelanie...


Temat zmian jest znany każdemu, bez nich przecież byłoby nudno.
Jedną z najważniejszych zmian w życiu to ślub... 
W pracowni, w sezonie ślubów powstają między innymi personalizowane filiżanki dla par. Zazwyczaj okazują są miłym prezentem.
Dziś pokażę Wam kołyszący zestaw dla dwojga... 


17 komentarzy:

lutego 20, 2018

Małe tęsknoty, wielkie radości, wyjątkowi goście i porcelana malowana intuicyjnie

Małe tęsknoty, wielkie radości, wyjątkowi goście i porcelana malowana intuicyjnie

Miejsce którego nie ma



Kiedy powstawała Kocikowa Dolina, myślałam, że tworzę ją dla siebie... tymczasem wciąż okazuje się, że po za mną, bywa tu sporo ludzi.
Od dawna jestem świadoma, że moje miejsce nie jest już tylko moje
Nawet kiedy mnie akurat nie ma, to drzwi w Kocikowej Dolinie można otworzyć sobie samemu... 
Klucz i tak zostawiam pod kamieniem, więc kto ma ochotę, może wpaść i się rozgościć.
Niektórzy przemykają cichutko bez słowa, inni zostawią pozdrowienie... czasem ktoś karteczkę z paroma zdaniami na stole zostawi...

Nie wiem jak Wy widzicie to miejsce. 
Ja w tej chwili mam przed oczami drewniany dom z tarasem na całą jego szerokość i schodami, prowadzącymi prosto z niego, gdzieś na ogród, który nieco dalej przemienia się w łąkę...
Na tarasie huśtawka, jakiś fotel... stolik... świeca...
W mojej głowie istnieje taki zakątek. Co jakiś czas zmienia się trochę otoczenie, ale to na potrzeby okoliczności... czasem w pobliżu jest las, czasem staw z pomostem...
Wszystko można sobie wymyślić.

***

Moje myśli niepokorne i odważne
oplatają ciemną nocą mą świadomość,
gdzie początek jest pragnienia, a gdzie koniec,
gdzie skraj marzeń, zakazanych uczuć wolność...

Potajemnie narysuję wzór na radość
biorąc w dłonie przestrzeń, tą spomiędzy wierszy
i zaproszę swego gościa na swój taras
i ugoszczę po królewsku, jak należy...

A muzyką będą śwerszcze niestrudzone
płomień świecy drżąc na ścianie delikatny,
opromieni każdą myśl, jaka tu dotrze
pozostawi na dnie serca swoje ślady...


Wyjątkowi goście


Co jakiś czas w moje progi trafia ktoś specjalny.
Takie spotkania zawsze głęboko mnie poruszają i dają możliwość podjęcia się prawie niemożliwego... gdzie na koniec okazuje się, że udało się jednak sprostać.
Oni nie trafiają tu przez przypadek. Wiem to...
Z tymi specjalnymi, rozmowa na pozór zagmatwana na wstępie, daje najbardziej spektakularne efekty końcowe, oraz wiele wzruszeń pomieszanych z radością.
Dziś pokażę Wam porcelanę, na której powstało odbicie obrazu noszonego głęboko w sercu...
Pomiędzy tulipanami a starym pniem jabłoni, zapisane są emocje, małe tęsknoty, radość i wzruszenie.
Pani Kasiu.
Dziękuję za zaufanie :)
Intuicja to najlepszy doradca.


28 komentarzy:

września 06, 2017

Wysokie płoty tato grodził... i porcelana w malwy malowana

Wysokie płoty tato grodził... i porcelana w malwy malowana

W babcinym ogrodzie


Od czego by tu zacząć...
Chyba od tego, że zawsze byłam ciekawa świata. 
Dziś trudno ocenić skąd taki włóczęga we mnie i duch niepokorny...
Po kim te geny wolności ?
Byłam wszędobylską dziewczynką, którą trudno było upilnować. Chyba najtrudniej miał dziadek... 
Nawet z drewnianym płotem potrafiłam sobie poradzić... a on przybijał te sztachety i przybijał.
Zmieniono ogrodzenie na nowoczesną siatkę, to Kaśka zwiała jak rasowy uciekinier, robiąc podkop pod nią. Gdzie ja wtedy nie byłam. 
Odwiedzałam wszystkie okoliczne ciotki i nie ciotki. Nie prędko można było mnie zlokalizować. 
Do czasu, aż powstały murki pod siatką i wtedy...

Wysokie płoty tato grodził... 


śpiewali :)

A ogród kwitł na żółto, różowo i fioletowo. 
Rosły łubiny, malwy, georginie i jakieś żółte kwiaty, których nazwy do dziś nie znam. Nawet mlecze sobie rosły w trawie i nikomu nie przeszkadzały że rosną. Nadawały się na wianki i było świetne zajęcie.
Pamiętam, że nikt nie krzyczał kiedy zrywałam te kwiaty i robiłam bukiety.
Pewnie wszyscy się cieszyli, że Kaśka ma zajęcie i wciąż jeszcze siedzi na podwórku. Do czasu, aż poczułam żyłkę handlowca i wycięłam babciny szczypiorek. 
Ale o tym innym razem :)
Pod oknem stała blaszana balia, nie jakiś tam dmuchany basen, do której dziadek nalewał ze studni wodę, a ja nie mogłam się doczekać, kiedy ogrzeje ją słonce...

Ten ogród babciny był dużo większy. Istny raj. Nawet prywatny strumyk płynął przez środek poletka i znikał gdzieś pomiędzy brzozami. Po latach strumyk okazał się być rowem melioracyjnym, ale co tam. 
Kiedy malowałam te malwy, przypomniała mi się właśnie ta część mojego życia i pewnie trochę to wszystko pasuje do siebie... co myślicie ?


20 komentarzy:

maja 23, 2017

Zaczarowany ogród w obiektywie i na porcelanie

Zaczarowany ogród w obiektywie i na porcelanie

Paleta barw




Zapomniałam że mam taki ogród.
Ktoś pomyśli... no stuknięta kobieta, i pewnie będzie miał rację :) Sama wątpię często w to, czy moja normalność mieści się w normie, a jeśli już, to jaka jest tolerancja i kto te normy ustalał ;) 
Po namyśle stwierdzam jednak, że taki stan coraz bardziej mi się podoba. 
Wciąż od nowa uczę się oglądać świat, i za każdym razem dziwię się, że jest taki piękny.
Dziś pogoda współpracowała z obiektywem... 
Zapraszam Was do siebie po garść kolorów, po kilka stokrotek i po odrobinę magii jaką można dostrzec w naturze.
Nadwornym opiekunem ogrodu jest mój osobisty Pan mąż. To właśnie jego zasługa, że ogród wybucha całą paletą barw w odpowiednim momencie. 
Rododendrony i azalie odwdzięczyły się w tym roku.
Ja się czasem dorzucam z drobnymi wskazówkami... które niespecjalnie cieszą ogrodnika, za co później mi się dostaje, bo on udziela mi wskazówek, kiedy taki ogród przenoszę na porcelanę :) 


Nie tylko w obiektywie 



Zaczarowany ogród można uwiecznić za pomocą obiektywu jak i za pomocą pędzla. Kwiaty to wdzięczny temat, węc często goszczą na filiżankach i kubkach.
Dziś trochę jednego i drugiego.
Dodam tylko, że większość zdjęć zrobiłam w ogrodzie, węc wszystko się zgadza :)


14 komentarzy:
Copyright © 2014 Kocikowa Dolina , Blogger