stycznia 29, 2017

Coś o blogu...i o sielskich klimatach na porcelanie

Coś o blogu...i o sielskich klimatach na porcelanie

Moje nowe miejsce

Zaproszona do magicznego kręgu blogerek i blogerów...rozglądam się ciekawie i stąpając ostrożnie, staram się trafić do siebie...pod własny przecież adres :)
Na razie się urządzam i nie wiem jak będzie wyglądało to mejsce. Życie zweryfikuje.

Teraz coś, co malowałam jakiś czas temu...a pisząc o miejscu...pomyślałam, że będzie odpowiedni moment na ten zestaw.

Powrót do przeszłości

Jak dobrze jest czasami przymknąć powieki i w myślach ulecieć do miejsc ukochanych, do wspomnień wciąż żywych, do beztroskich czasów młodości...na które dziś wolno spoglądać z tajemniczym uśmiechem, błąkającym się na ustach i zrozumieniem...Kasia zaskoczyła swoich rodziców w ich 40 rocznicę ślubu. Teraz podróż w czasie będą mogli odbywać kiedy tylko zechcą...
To było ogromne wyzwanie...ale cieszę się, że mogłam brać w tym udział :)























stycznia 27, 2017

Coś o pasji

Coś o pasji

Tak to się zaczęło

Zawsze byłam manualna...a mama, czytając mi książki, pozwoliła rozwinąć wyobraźnię. Reszta już jakoś poszła. Tak więc...szyłam, haftowałam, dziergałam na drutach, szydełkach przeróżnych i ze sznurka makramy plotłam...było lepienie, klejenie i wycinanie...ale jak dziś pamiętam, jak bardzo nęcił mnie widok sztalugi i farb sąsiada. 
Minęło kilka chwil...
W tym czasie zdążyły mi nawet dzieci dorosnąć...a jak już to zrobiły niepostrzeżenie, wtedy wyciągnęłam rękę po farby...i tak zostało.
Oczywiście nie obyło się bez komentarzy, uśmieszków i stukania w czoło.
Po co Ci to? Pytano...
A dziś?
Jak to się stało? Pytają...
A to zawsze było, siedziało sobie cichutko i czekało na odpowiedni moment.

Ileż bogatszy jest człowiek, który posiada pasję...o ileż głębiej może sięgnąć i szerzej patrzeć..
...a pasje bywają tak różne, jak różni jesteśmy my...
Ta filiżanka trafiła do kobiety, której pasją są królowe kwiatów...róże.








stycznia 25, 2017

Powitanie

Nadeszła wiekopomna chwila...



Witam wszystkich, którzy błądząc po zaułkach internetu, dziwnym trafem właśnie czytają ten powitalny wpis.
Na początku chcę podziękować osobom, którym zawdzięczam swoją obecność tutaj.
Zatem...
Karolina... Ty wiesz jak długo nie można było mnie zagonić do tego 💖
Małgosia... za motywację i udostępnione materiały, obiektywizm i bezinteresowność 💓
Beti... moja pierwsza blogerko... od Ciebie wszystko się poniekąd zaczęło💜

No dobrze...i co dalej?
Już wiem....


Kocikowa Dolina



Skąd taka nazwa i gdzie to u licha jest?
Opowiem... jak zawsze w skrócie, żeby nie przynudzać...
Kocik to prawie to samo co kot albo kotek, coś pomiędzy jednym a drugim. Nazwa ta ma kilka historii pochodzenia, ja wspomnę tutaj moją bratanicę Amelkę... dziewczynka jest mistrzynią w słowotwórstwie.
Jako miłośniczka wszelkich kotów, zawsze mam je w pobliżu...więc w nazwie tym bardziej muszą zaistnieć.
Dolina. Gdzie ona? Zazwyczaj w narożniku mojej malinowej kanapy, gdzie mam swoje osobiste centrum dowodzenia światem...czyli własną strefę komfortu.
Kiedy mój dom pogrąży się w ciszy, właśnie tam powstają pomysły, które później realizuję i przenoszę na inne płaszczyzny życia.
O tym co powstaje opowiem innym razem.