Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sielskie klimaty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sielskie klimaty. Pokaż wszystkie posty

września 01, 2019

Nowy rok szkolny, dziadek Bolek i jarzębinowy komplet filiżanek

Nowy rok szkolny, dziadek Bolek i jarzębinowy komplet filiżanek

Wakacje, znów będą wakacje


Wrzesień przywitał nas ciepłem promieni słonecznych. 
W powietrzu unosi się zapach wysuszonech traw, ziół i ten unikalny, ciepły wciąż powiew dojrzałego powietrza... tak, tak o tym myślę, kiedy zamykam oczy i wciągam do płuc to wszystko na raz, by wystarczyło mi na długo.
Właśnie zaczyna się nowy rok szkolny.
Ten czas zawsze kojarzy mi się z jarzębiną, białymi podkolanówkami i moim dziadkiem...
Kiedy byłam małą dziewczynką, świat wyglądał zupełnie inaczej.
Po za tym, że wszystko było jakby większe, to byłam też bliżej natury.
Nikt wtedy nie siedział w domu na własne życzenie. Nikomu z nas nie śniło się o komputerach, kiedy całkiem sprawnie liczyło się na liczydle, wiedzy szukało się w encyklopedii, doświadczenia w książkach, a przygód na własną rękę z całą gromadą dzieciaków z okolicy.
O przygodach z dziecństwa powstanie kiedyś wpis... bo warto wspomnieć tu choć kilka, najbliższych mi postaci i opowiedzieć niektóre historie. 
Jak to dobrze, że nie było wtedy telefonów komórkowych, a rodzice wierzyli, że mają grzeczne dzieci...


Dziadek Bolek


Jako mała dziewczynka, mieszkałam w wielopokoleniowym domu, w którym w 3 pokojach mieszkało osiem osób. Tam to dopiero się działo...
Kiedyś opowiadałam o tym nieco TUTAJ i TUTAJ...
Dziś znów przybliżę postać dziadka Bolka, dzięki któremu wiedziałam jak pozyskać sok z brzozy... że szyszki to świetny materiał na opał, jak wygląda rumianek i inne zioła, oraz to, że jarzębinę można wykorzystać nie tylko do robienia korali :)
I ja dziś o tej jarzębinie właśnie chciałam, a rozpisałam się o zupełnie innych rzeczach...
Dziadek, niewysoki człowiek o spokojnym usposobieniu, miał swoje patenty na różne rzeczy.
Do obcinania jarzębiny służył specjalny przyrząd, który pozwalał mu sięgnąć precyzyjnie po kiść, stojąc pod drzewem. Spryciarz zamontował sekator na baaardzo długiej, prostej tyczce, dowiązał mocny sznurek i pociągając za niego, ciął w odpowiednim miejscu, a piękne, czerwone korale lądowały na płachcie rozłożonej pod drzewem. Moim zadaniem było zbierać cenne owoce.
Czułam się bardzo potrzebna, a babcia miała ze mną chwilę spokoju...
Później wieźliśmy tą jarzębinę do leśniczówki, a dziadek miał dodatkowe dukaty :)


Jarzębina 


I tym sposobem dotarłam do sedna...
Komplet jarzębinowych filiżanek  mam Wam do pokazania. 
Końcówka lata i słoneczne kolory zamknięte na porcelanie będą rozświetlać niejeden zimowy dzień.
Jak Wam się podoba ?







                                Cudownej niedzieli kochani, korzystajcie z promieni słonecznych








40 komentarzy:

września 28, 2018

Cztery pory roku... rozważania o czasie i porcelana urodzinowa Violi

Cztery pory roku... rozważania o czasie i porcelana urodzinowa Violi

Czas...


Czymże jest tak naprawdę?
Jaka jest definicja czasu i która jest prawdziwa?
Człowiek od zawsze stara się go zmierzyć, określić, podzielić, pojąć... tylko ujarzmić jeszcze nie potrafi, chociaż...jest tu wiele znaków zapytania, bo kto wie , czy gdzieś, coś, ktoś... 
Na przestrzeni dziejów spierali się ówcześni mędrcy w tej kwestii, fizycy oraz filozofowie. 
Newton, Einstein, Arystoteles i Platon. Kto ma rację?
Jako że bywam niepoprawną romantyczką, lubię teorię św. Augustyna. Według niego czas jest bezcenny i nierozłączny ze zmianą, stanowiący pewien wymiar świata materialnego i wiąże się z przemijalnością... jakoś znajomo to brzmi, prawda? W końcu tak uczono nas postrzegać świat...
Choć najbardziej prawdopodobną teorią jest myśl fiozoficzna Martina Heideggera, który napisał w ,,Sein und Zeit'' - czas nie ,,jest,, obecny ani w podmiocie, ani też w przedmiocie, nie jest wewnątrz bytu, ani na jego zewnątrz i ,,jest,, on ,,wcześniej,, od wszelkiej subiektywności, ponieważ stanowi warunek możliwości nawet dla owego ,,wcześniej,, .
Jak wiec w ogóle ,,jest''?

Dobrze, że wolno nam postrzegać śwat po swojemu i z biegiem czasu sami decydujemy w co wierzymy, w czas liniowy czy może jednak nieliniowy, który pozwala zerknąć w czwarty wymiar...

Czasem mam różne zajawki i tak sobie lubię sięgnąć głębiej :)


Cztery pory roku 


Dziś skupmy się na czasie, który natura sama dzieli na dzień i noc, oraz cztery pory roku w naszym klimacie... gdzie akurat mamy cudowną, złotą polską jesień.
Niedawno z żalem żegnałam lato, a tu zanim się obejrzymy, zima nas będzie czarować bielą i znowu z niecierpliwością szukać będziemy oznak wiosny... 
Rok za rokiem te zmiany następują coraz szybciej, od kilku lat mówi się, że czas na ziemi zaczął przyspieszać. 
Ponoć najłatwiejszym sposobem by niekiedy wyjść poza ten czas liniowy i zwiać od tego nienaturalnego pędu w jakm żyjemy, dla zabawy, chociaż w weekendy nie korzystać z zegarów. Wsłuchać się w rytm własnego ciała i zyskać wiecej czasu do przeżycia... Poczuć wibracje ziemi...
Co Wy na to? 

Porcelana urodzinowa 


Viola zamarzyła o wyjątkowym prezencie urodzinowym i już od początku roku zapowiadała mi co mnie czeka. 
Okazuje się, że czas pędzi i nie będę już powtarzać jak... a ja jak ci drogowcy, których zima zaskakuje co roku.
Skąd ten cały dzisiejszy wpis o czasie?
Przez klejne urodziny Violi, jej pomysł na temat porcelany i moje zaskoczenie, że to ostatni dzwonek był...
Duuuużo pracy i duuużo zdjęć, a oto efekty :


34 komentarze:

lipca 07, 2018

Tu jest mój dom i kraina szcześliwości jako temat na porcelanie

Tu jest mój dom i kraina szcześliwości jako temat na porcelanie

O domu


Piękny czas mamy.
Jest się czym cieszyć, więc się cieszę. 
Natura tuż przed naszymi oczami codziennie działa cuda, obdarowując widokami, zapachami, owocami.
Jestem w trakcie czytania książki Bożeny Pajdosz PUCH NIEMARNY, w której odnalazłam taki piękny, radosny, zwyczajny a jednak niezwyczajny opis krainy szczęśliwości. Zatrzymałam się nad tym dłużej, zastanowiłam... 
Autorka umiejscowiła akcję w okolicy, w której sama żyje.
Zrobiła to tak umiejętnie i skutecznie, że skłoniła mnie do własnych przemyśleń, a w głowie zrodził się pewien pomysł... 
Ciepło pomyślałam o miejscu, w którym żyję, które ja kiedyś wybrałam... a może to ono wybrało mnie... kto wie jak to naprawdę jest... Wciąż trzymam się tego, że nie ma przypadków i że wszystko jest po coś...

Na Podkarpacie trafiłam z powodu miłości.
Dla jednych banał, dla innych marzenie.
Różowe okulary mają magiczną moc, tak, tak... i jak w jednym z najpopularniejszych powiedzeń, rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady, tak ja zostawiłam wszystko i wyjechałam na Podkarpacie... po swoje ,,Wszystko''
Tęskniłam za tym, co zostawiłam i tęsknię do dziś... i już zawsze będę rozdarta na pół.
Tęsknię za czymś, co jest w mojej głowie, za dzieckiem, którym byłam, za dziewczyną, która podjęła dorosłe decyzje i za młodą kobietą, która dała radę...

Urodziłam się chyba z pojemnym sercem, bo tęsknię za wszystkim co pokocham.
To dlatego co jakiś czas odzywa się we mnie włóczęga i wracam do miejsc, które skradły mi kawałek serca, chociaż w międzyczasie odkrywam kolejne...
Życia będzie mało.

Ech, odbiegłam od tematu.
I to wszystko przez książkę.
Recenzja niebawem, wtedy wybaczycie moje bujanie w obłokach, a w planach jeszcze wycieczka do miejsc, o których czytam... ale to będzie temat innego wpisu.

Dziś mogę dzielić się własną krainą szczęśliwości.
W głowie rodzi się plan, by... pokazać Wam kilka miejsc, które składają się na nią...
Czasem wystarczy przeczytać jakieś ważne zdanie i trybik przeskakuje bez większego trudu, pomagając odkryć i otworzyć kolejne drzwi... z tej krainy szczęśliwości do krainy możliwości :)


Kraina szczęśliwości na porcelanie


Nie tak dawno ktoś stwierdził w którymś z komentarzy, że piszę o wszystkim na swój własny sposób... 
Oczywiście że tak, inaczej nie potrafię. 
Może po części dlatego zaglądacie do Kocikowej Doliny...
Przy okazji rozważań o krainie szcześliwości, pokażę Wam komplet w tym właśnie klimacie... Sielskość, natura, urokliwe chwile... można je zamknąć na porcelanie i można też uchwycić obiektywem... 
Dziś wszystkiego po odrobinie. 


21 komentarzy:

maja 26, 2018

Dzień Matki i prowansalskie klimaty, po które trzeba jechać do Anglii

Dzień Matki i prowansalskie klimaty, po które trzeba jechać do Anglii

Mama...


Co czujesz na dźwięk tego słowa?
Jaka jest pierwsza myśl?
Co widzisz, kiedy zamykasz oczy?
Jak w kalejdoskopie przeskakują obrazy... pory roku zmieniają się, powtarzając swój rytm... rosną Twoje dzieci, bo i Ty już urosłaś... sama jesteś mamą...
Co one będą czuć na dźwięk słowa mama?
Może kiedyś też pochylą się nad tym pytaniem, kto wie... dziś mogę mówić tylko za siebie...
Bez specjalnej chronologii i bez przynudzania, bo tego nikt nie lubi i w ogromnym skrócie, napiszę o tym, co mi pierwsze na myśl przyszło...
Gruszki :)
To ona nauczyła mnie smaku gruszek.
Do dziś, kiedy mam wybór, sięgam po nie bezwarunkowo... po słodkie, pękate i soczyste.
Dzięki niej lubię książki... uwielbiam literki i to, jak można nimi żonglować... nauczyła mnie czytać, bo sama miała do nich słabość i biblioteczkę pełną skarbów, do dziś pamiętam niektóre tytuły. 
Pozwalała czytać dorosłe książki.
Moja mama...
Uzdolniona plastycznie, z wyobraźnią... mam to po niej :)
Mądra życiowo i pokorna, cierpliwa do granic absurdu niekiedy... moja mama... wiecznie zapracowana, nie skarżąca się, bo i komu...
Dziś wiem, że nauczyła mnie wszystkiego co mogła, a resztę przekazała w genach.
Na przykład intuicję.
Nigdy nie mówiła jak żyć, pozwalała na potknięcia, na naukę na własnych błędach.
Jak anioł czuwała... wiem, bo robię podobnie...
I chociaż wydaje nam się, że jesteśmy tacy mądrzy, że tacy nowocześni, to... pewne prawdy zawsze będą takie same... nie ma silniejszej miłości, niż miłość matki...
Też Cię kocham mamo, chociaż Ci tego nie mówię... doceniam jednak wszystko, co tylko umiem sobie uświadomić... i często żałuję, że nie jestem bliżej, ale ktoś tak to wszystko właśnie poukładał.
Dziękuję że jesteś i bądź ja najdłużej, bo jesteś mi potrzebna.

Lawendowe klimaty


Dzień Matki powinien być częściej niż tylko raz w roku, bo zostając matką, jest się nią każdego dnia, bez względu na wiek dziecka i odległość...
Dziś prowansalskie klimaty zdawałoby się, a tu niespodzianka.
Na porcelanie została uwieczniona angielska farma lawendy.
Tam, gdzie te łany lawendy, tam serce matki... 
Dla mamy od córki, by zmniejszyć ilość kilometrów między nimi...
Pomoże? Jak myślicie?


24 komentarze:

grudnia 26, 2017

Święta, święta i po świętach... i coś o prezentach

Święta, święta i po świętach... i coś o prezentach

Podsumowując


Założyłam sobie, że w tym roku odnajdę magię świąt...
...że wszystko zrobię bez pośpiechu, na spokojnie i nie dam się wciągnąć w spiralę przedświątecznego szaleństwa.
Zero owczego pędu.
Czy tak właśnie było?

Czas na analizę.

Założenia udało się wdrożyć... prawie :)
Poniosło mnie tylko trochę...

Refleksje na przyszłość?
No cóż.
Kolejny raz mogłabym wykarmić wojsko no i... mogłam sama z powodzeniem upiec te bezcenne ciasteczka.
Oczywiście, że mogłam.
Ale że każdy rok dodaje nam nowych doświadczeń, ten nie mógł być inny :) 
Coś za coś :)
Trzeba mieć skąd czerpać i o czym opowiadać, a anegdotki rodzinne są bezcenne :)
Nawet o bezcennych ciastkach, które już przeszły do historii...
I wiecie co?
Wciągnęło mnie w tym roku wszystko... choinka, światełka i prezenty.
Nie wciągnęła jedynie panika, że nie zdążę.
Może to jednak zasługa tych ciastek, kto wie...
...oraz  mojej mamy i córki :)
Dziewczyny górą w tym roku.


Gwiazdkowe prezenty


Jako że już po gwiazdce, mogę Wam pokazać część prezentów, które znalazły się pod choinkami, częściowo za sprawą Kocikowej Doliny.
To wielki zaszczyt, móc brać udział w sprawianiu radości Wam i Waszym bliskim.
Nie bardzo wiem od których. zacząć...
Dziś klimatycznie i sielsko. 
Dla miłośników górskich wędrówek i sielsich klimatów.


17 komentarzy:

listopada 08, 2017

Zegarmistrz świata... i sielskie, zimowe krajobrazy malowane z potrzeby

Zegarmistrz świata... i sielskie, zimowe krajobrazy malowane z potrzeby

A za oknem noc...


Coraz ciemniejsza noc.
W kominku buzuje ogień. Płomienie liżą ze smakiem drewno, pomrukując z zadowolenia... prawie tak samo jak moje koty, które teraz śpią najedzone obok mnie.
Jesień w tym roku taka łaskawa. Wybarwiła liście na wszystkie możliwe kolory i pozwoliła nacieszyć  nimi oczy...
Zbliża się czas zimowego spowolnienia, czytania książek i parzenia ziołowych herbat.
Ani się obejrzę, jak dobijemy do brzegu kolejnego roku...
A zegarmistrz świata, nie bacząc na niczyje protesty, pcha te swoje wskazówki wciąż do przodu. Mimo tego całego spowolnienia.
Tik - tak, tik - tak.
Tylko patrzeć, kiedy z nieba sypnie białym puchem...
Ten rok u mnie, jest rokiem zmian. Powiada się, że zmiany następują co siedem lat.
Zanim jednak ta kolejna siódemka stanie się faktem, mam zamiar cieszyć się każdą chwilą i każdym drobiazgiem, bo nie wiadomo w którą stronę to wszystko zmierza :)
Jednak jako zagorzała optymistka, która zawsze widzi szklankę do połowy pełną... wyciągam rękę tylko po to, co dobre...  gdzieś przeczytałam, że każda zmiana jest trudna na początku, burzliwa w trakcie i cudowna na końcu  :)


Zimowe, sielske krajobrazy



I tym sposobem doprowadziłam Was do tego momentu, gdzie mogę zimowe kubeczki pokazać, które namalowałam, bo zwyczajnie potrzebowałam je namalować...
Inspirując się obrazami U. Lemańskiej i kolorystyką Nietypowj pracowni powstały te dwa wzory.
Takie, na których śnieg sobie pada i wcale nie czuć zimna, a zima bajkowa zachęca do baraszkowania w tym śniegu... a na ten prawdziwy przyjdzie jeszcze czas.
Miałam tą zimę namalować na bombkach. Może innym razem...


25 komentarzy:

października 09, 2017

W zgodzie z sobą czyli jesienne wyhamowanie, wiejskie chaty i sielskie klimaty

W zgodzie z sobą czyli jesienne wyhamowanie, wiejskie chaty i sielskie klimaty

Nic na siłę nie napiszę


Kiedyś założyłam sobie, że będę pisać dwa posty w tygodniu i wciąż staram się trzymać tego schematu, no bo jeśli ten mój blog ma być czytany, oglądany i odwiedzany, to jakaś konsekwencja w działaniu jest mile widziana jednak...
Wraz z nadejściem jesieni, wyciszeniem i ustabilizowaniem się pewnych moich życiowych spraw, wena pisarska też jakby zwolniła, bo nie o ilość mi tu chodzi, ale o jakość...
Niby tematów nie powinno brakować, ale zanim zechcę się tu wygłupić z czymś od siebie, to największy krytyk mnie stopuje... czyli ja sama :)
O pogodzie za często nie wypada, od gotowania, wychowywania i stylizacji, też wciąż, ktoś, coś, gdzieś.
I tak będąc w zgodzie z sobą, to na siłę nic a nic :)
Bo jak ja coś muszę, to zawsze udowodnię, że niekoniecznie ;)

I tym sposobem, nie wiadomo kiedy, post się pojawił...


Wiejskie chaty 


Malowanie to chyba jedyne zajęcie, gdzie nigdy nie czuję, że muszę... 
Tematem nie do wyczerpania są u mnie chaty wiejskie, sielskie klimaty w różnych odsłonach, tym razem w otoczeniu maków i z zarysem Tatr...




14 komentarzy:

września 06, 2017

Wysokie płoty tato grodził... i porcelana w malwy malowana

Wysokie płoty tato grodził... i porcelana w malwy malowana

W babcinym ogrodzie


Od czego by tu zacząć...
Chyba od tego, że zawsze byłam ciekawa świata. 
Dziś trudno ocenić skąd taki włóczęga we mnie i duch niepokorny...
Po kim te geny wolności ?
Byłam wszędobylską dziewczynką, którą trudno było upilnować. Chyba najtrudniej miał dziadek... 
Nawet z drewnianym płotem potrafiłam sobie poradzić... a on przybijał te sztachety i przybijał.
Zmieniono ogrodzenie na nowoczesną siatkę, to Kaśka zwiała jak rasowy uciekinier, robiąc podkop pod nią. Gdzie ja wtedy nie byłam. 
Odwiedzałam wszystkie okoliczne ciotki i nie ciotki. Nie prędko można było mnie zlokalizować. 
Do czasu, aż powstały murki pod siatką i wtedy...

Wysokie płoty tato grodził... 


śpiewali :)

A ogród kwitł na żółto, różowo i fioletowo. 
Rosły łubiny, malwy, georginie i jakieś żółte kwiaty, których nazwy do dziś nie znam. Nawet mlecze sobie rosły w trawie i nikomu nie przeszkadzały że rosną. Nadawały się na wianki i było świetne zajęcie.
Pamiętam, że nikt nie krzyczał kiedy zrywałam te kwiaty i robiłam bukiety.
Pewnie wszyscy się cieszyli, że Kaśka ma zajęcie i wciąż jeszcze siedzi na podwórku. Do czasu, aż poczułam żyłkę handlowca i wycięłam babciny szczypiorek. 
Ale o tym innym razem :)
Pod oknem stała blaszana balia, nie jakiś tam dmuchany basen, do której dziadek nalewał ze studni wodę, a ja nie mogłam się doczekać, kiedy ogrzeje ją słonce...

Ten ogród babciny był dużo większy. Istny raj. Nawet prywatny strumyk płynął przez środek poletka i znikał gdzieś pomiędzy brzozami. Po latach strumyk okazał się być rowem melioracyjnym, ale co tam. 
Kiedy malowałam te malwy, przypomniała mi się właśnie ta część mojego życia i pewnie trochę to wszystko pasuje do siebie... co myślicie ?


20 komentarzy:

sierpnia 30, 2017

Mapy, znaki, drogowskazy, polne drogi i czerwone maki.

Mapy, znaki, drogowskazy, polne drogi i czerwone maki.

,,Znajdujesz dokładnie to, czego szukasz''


Kiedyś wpadłam na ten cytat Beaty Pawlikowskiej i pomyślałam, że coś w tym wszystkim jest.
Po namyśle rzeczywiście można stwierdzić, że jeśli nastawimy się pozytywnie, to spotykać nas będą właśnie takie rzeczy, dobre chwile, miłe zdarzenia, sympatyczni ludzie...
Bywa też, że popadamy w spiralę negatywnych myśli i rozglądając się na boki, takie negatywne rzeczy wydają się bardziej widoczne.
Nie rozglądajmy się więc za spiskiem, niesprawiedliwością i złem.
Szukajmy dobra we wszystkim, pozytywnych stron, uczciwości w ludziach, bądźmy dobrej myśli.

Dziś odnalazł mnie kolejny cytat, który pozwolę sobie zamieścić, bo stanął mi na drodze w odpowiednim chyba momencie...
Jest jak aprobata moich myśli, więc się z Wami tym podzielę.

,, Powoli umiera ten, kto staje się niewolnikiem przyzwyczajenia, powtarzając każdego dnia te same drogi, kto nigdy nie zmienia punktów odniesienia, kto nigdy nie zmienia koloru swojego ubioru, kto nigdy nie rozmawia z nieznajomymi.

Powoli umiera ten, kto unika w swoim życiu pasji, kto zawsze przedkłada czarne nad białe i poszczególne chwile nad całą paletę emocji, które powodują, że błyszczą oczy, że na twarzy pojawia się uśmiech, że serce bije mocniej w konfrontacji z błędami i uczuciami.

Powoli umiera ten, kto nie wywraca stołu kto jest nieszczęśliwy z pracy, kto nie ryzykuje pewności dla niepewności realizacji marzeń, kto nigdy, choćby raz w zyciu, nie odłożył na bok racjonalności.

Powoli umiera ten, kto nie podróżuje, kto nie czyta, kto nie słucha muzyki, kto nie znajduje dobra w sobie.

Powoli umiera ten, kto niszczy swą miłość własną, kto znikąd nie chce przyjąć pomocy, kto idzie przez życie narzekając na własne nieszczęście i  na deszcz, który pada.

Powoli umiera ten, kto rezygnuje z projektu przed rozpoczęciem go, kto nie pyta o to, czego nie rozumie i nie odpowiada kiedy zna odpowiedź ''

                                                                                                                                  Pablo Neruda

Szukam, szukania mi trzeba...


Ten tekst kojarzy mi się z polnymi drogami, wędrowaniem, kwiatami polskimi... i nie wiem dlaczego publikuję te zdjęcia akurat pod tym postem... może dlatego, że jest tak późno i nie ogarniam... ;)
Wzór na porcelanie inspirowany obrazem p. Jolanty Kowalik.



17 komentarzy:

sierpnia 16, 2017

Cisza i mysza... a do tego kolejne sielskie klimaty na filiżankach

Cisza i mysza... a do tego kolejne sielskie klimaty na filiżankach

O wytchnieniu nie moim



Druga połowa sierpnia. Jak ten czas szybko biegnie. 
I dokkąd? 
I po co ?
Tak samo szybko, wraz z tym czasem, płynie nasze życie. Czasem zastanawiam się jak sprawić by dzień był dłuższy, a zegar tykał wolniej...
Ale wiecie? 
Okazuje się , że są takie miejsca, gdzie czas wydaje się łaskawszy. 
Wystarczy uciec z miasta, całkiem niedaleko... i jadąc krętą dróżką, dotrzeć do brzegu ciszy, gdzie tylko świerszcz, gdzie tylko ,,mysza'' :)
Oczywiście ,,niedaleko'' to pojęcie względne... przyjmijmy więc, że każdy z Nas ma własną miarę odległości, gdzie to ,,niedaleko'' sami sobie umieścimy na mapie.

Im większy pęd owczy współczesnego świata, tym większe pragnienie, by zwiać, by zanurzyć się w spokój, odetchnąć i pojednać z naturą, a na drzwiach zawiesić tabliczkę z napisem :

                                                                 Uwaga!   
                        Tu mieszka święty spokój i koty, a dom jest sprzątnięty inaczej :) 


Jedni marzą o apartamentach w nowoczesnym mieście, inni o willi z basenem, a jeszcze inni o drewnianym domu na skraju marzeń.
Jadąc taką krętą dróżką, gdzieś za zakrętem zobaczyliśmy tabliczkę :  NA SPRZEDAŻ
Obie z Dorotą zapytałyśmy mojego Pana męża... co Ty byś tu robił ?
Zahamował mocno. Otworzył okna i powiedział...
- posłuchajcie... czy Wy to słyszycie ? A teraz patrzcie jaki widok...
Tu nie chodziło o dom. Dom to ruderka murowana, zupełnie nie w naszym zasięgu. 
Tu chodziło o błogą ciszę i widok, jaki mieliśmy przed naszymi oczami. 
Miejsce urokliwe, tego dnia magiczne. Milczenie przerwała Dorota.
- cisza i mysza... powiedziała... i każde z nas wiedziało swoje, a ja miałam temat posta.
Dodam tylko, że jeszcze tego samego dnia mieliśmy okazję ujrzeć prawdziwe siedlisko, wspaniały drewniany dom, w którym  gospodyni częstowała własnoręcznie upieczonym chlebem, masłem swojskim i miodem z zaprzyjaźnionej pasieki, a w dzbanku parzyła się herbata z ziół zebranych na łące...
Pomyślałam, że jeśli kiedyś będę miała okazję zagościć w ich progach, dostaną w prezencie tabliczkę właśnie z tym napisem. 
I nikomu się nie przyznam, że zostałabym w takim miejscu... 


Sielskie widoki


Filiżanki z sielskimi widokami wciąż cieszą moich znajomych. Pokażę dziś przy okazji tematu, dwie kolejne, czekające cierpliwie na swój czas, żeby zaistnieć na blogu.
Inspiracją do namalowania jednej z nich, był obraz Marii Balcerzak. To ta z jeziorem :)
Druga to pomysł własny.

Inne filiżanki z tematyką sielską, wiejską i podobną możecie zobaczyć  TUTAJ i TUTAJ oraz jeden z pierwszych TUTAJ .












                                                   Z ciepłymi pozdrowieniami - Kasia


PS. Tytułową ,, Myszę'' kiedyś pewnie  namaluję, już bez malowania przyniosła wiele radochy ;)                 



13 komentarzy:

czerwca 15, 2017

Metamorfoza mojego miejsca, sens rozwoju i sens tworzenia

Metamorfoza mojego miejsca, sens rozwoju i sens tworzenia

Dojrzewasz jako bloger...


Do blogowania zbierałam się długo, jak to ja... Pielęgnowałam fanpage na facoebooku, odkładając uczenie się nowego na bliżej nieokreślony czas.
Kiedy stworzyłam pierwszą wersję swojego miejsca tutaj, byłam zachwycona... przede wszystkim tym, że sobie poradziłam z uruchomieniem różnych gadżetów. No zero pokory :) 
O naiwności... Dobre to to nie było, dziś już to wiem.
Później przyszedł czas na pierwsze posty. To szło całkiem gładko, głowa pełna myśli, tematów, powodów.
Przy pomocy zaprzyjaźnionych osób urządzałam się tutaj, szukając samej siebie.
Były kryzysy, szukanie możliwości by uniknąć wymówek... doszedł brak weny... przecież lepiej pisać rzadziej ale o czymś istotnym, niż produkować post za postem, bez większej wartości.
Zdecydowałam, że nadszedł czas na metamorfozę.

Dojrzewasz jako bloger... łagodnie stwierdziła Małgosia z DAYLICOOKING
Długo o tym myślałam. Pewnie wie co mówi, sama przecież stworzyła wspaniałe miejsce w blogosferze,a przy tym jest niezastąpiona w motywowaniu.
Zerknijcie kiedyś do niej, zobaczcie co ta dziewczyna wyrabia w kuchni i jak pięknie później fotografuje te swoje pyszności.

Metamorfoza bloga stała sę faktem. Dziś diametralnie został przebudowany. Skorzystałam z szablonu Claire - Premium stworzonego przez Karolinę z bloga Pasje Karoliny
Z tego miejsca dziękuję Ci bardzo Karolina :)

Właśnie dzięki takim osobom, krok po kroku, odnajduję sens inwestowania we własny rozwój na tej płaszczyźnie.


Sens tworzenia


Jakiś czas temu moja znajoma poprosiła mnie, bym dla jej dzieci i wnuków, z okazji Dnia Dziecka namalowała po filiżance z serii tych moich sielskich, wiejskich klimatów.
Chciała zrobić swoim najukochańszym najbliższym, wyjątkowy prezent.
Zaskoczyła mnie ogromnie, że na tak ważny prezent wybrała moje malowanie...  

Wczoraj, czytając wiadomość od niej, długo czułam wzruszenie...
Cytuję: 

,,Dziękuję Pani z głębi serca, że dzięki Pani dłoniom mogłam zrobić dzieciom i wnukom taki prezent... "

Właśnie takie chwile nadają  sens temu, co tworzę sobie cichutko.


35 komentarzy:

kwietnia 14, 2017

Czasem słońce czasem deszcz... i łąka na filiżankach

Czasem słońce czasem deszcz... i łąka na filiżankach

Czasem deszcz



To był całkiem udany dzień. Nie szkodzi że padało i że znowu zimno jak licho. Ważne że udało mi się dokończyć malowanie zestawu filiżanek dla Pana Prezesa. Gdybym wiedziała ile trudu muszę w to włożyć... uuuuuu... to nie wiem czy bym się podjęła zadania.
Po namyśle stwierdzam, że tu bzdury wypisuję jakieś .
Co nie wiem... 
Wiem, wiem. Przecież siebie znam, uwielbiam takie wyzwania.
Efekty pokażę dopiero za jakiś czas, jak dostanę zielone światło.
Tyle o deszczu.

Rano będę piekła tartaletki. Trzeba się wziąć za świąteczne menu. 
Maleństwa przyjeżdżają do domu.



Czasem słońce i kwiaty polne na łące




Po deszczu wychodzi słońce, ziemia zasilona wilgocią odwzajemnia się i tak pięknie wtedy pachnie...
Zielona łąka zaczyna kwitnąć kolorami.
Dziś, w ten chłodny dzień wspomnę właśnie taką łąkę, która zakwitła na filiżankach i cieszy oczy komuś, kto uwielbia wieś, naturę i takie klimaty.










                                                           Dzięki że dotarliście aż tutaj ;)
13 komentarzy:
Copyright © 2014 Kocikowa Dolina , Blogger