sobota, 25 marca 2017

Szalone słońce, Chochołowska i folkowy komplet do kawy

Słońce dzisiaj oszalało


Kiedy rano otworzyłam oczy... pomyślałam...
na bank nie włączyłam budzika i... wpadłam w panikę, dostając kilkusekundowego paraliżu całego ciała.
Gonitwa myśli, masa pytań z prędkością światła przebiegła po głowie, wszytkie bez odpowiedzi, bo co tu można zrobić, kiedy się zaspało do pracy?
Zebrałam się jednak na odwagę, sprawdziłam godzinę i... wieeeelka ulga... To słońce oszalało wiosennie i zbudziło mnie blaskiem.
Tak nastrojona pozytywnie wybiegłam do pracy, odwiedzając na chwilę ogród, gdzie zakwitły cudownie krokusy... 


Zamarzenie


Dziś, rozmawiając z Karolą o wszystkim, skacząc z tematu na temat... jak to ja... nie pamiętam w sumie dlaczego, przypomniałam sobie Dolinę Chochołowską i zapragnęłam tam wrócić... powędrować jeszcze raz, najlepiej w maju, kiedy wygląda bajkowo.
Do maja jeszcze daleko, ale jest pretekst, by pokazać folkowy zestaw jaki malowałam dla kogoś, kto lubi takie klimaty :)












niedziela, 19 marca 2017

Niedzielne serfowanie i filiżanki dla żeglarzy

Blogi, blogi, blogi...


Dziś miałam wolną niedzielę, jedną z niewielu niestety, ale mogłam częściowo spędzić ją na czytaniu. Jest taka fajna grupa wsparcia dla blogerów, do której dołączyłam dzięki Małgosi i kiedy tam dziś zajrzałam... to przepadłam...
Niedziela na tej stronie należała do wszystkich, którzy chcieli pochwalić się tym, o czym piszą, co tworzą czy jak żyją, byle w zgodzie z sobą... Każdy chętny miał swoje pięć minut.
Ilu ludzi, tyle światów... a każdy fascynujący inaczej, wciągający niekiedy tak bardzo, że będę wracać już zawsze. 
Pomału sama staję się częścią tej blogowej społeczności i marzy mi się, by tak samo do mnie chętnie się wracało.
Biedny Pan mąż, chory od kilku dni biedaczek, nie miał siły protestować, kiedy żona z rozszerzonymi źrenicami i otwartą buzią serfowała po morzu blogów, zawijając do różnych portów... ale obiad był ugotowany i kot też bez jedzenia nie został...



Dla tych, co kochają żagle



Serfowanie po necie, blogach i innych interesujących miejscach, to jak żeglowanie po bezmiarze wód wszelakich, czy to jezior czy mórz...
Przy takiej okazji pokażę komplet energetycznych, barwnych filiżanek, malowany dość dawno temu, który zamieszkał z pasjonatami żagli właśnie.

















czwartek, 16 marca 2017

A gdyby tak... i gołębie na filiżankach

...rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady ?



Raz na jakiś czas taki pomysł wpada do głowy chyba każdemu i nie mam tu na myśli tych prawdziwych Bieszczad, bo ja, znając życie prysnęła bym nad morze...
A może później w góry ? Wszędzie bym prysnęła.  
Takie pomysły objawiają się najczęściej wtedy, gdy dusza rogata (czytaj krnąbrna, nie do poskromienia) pragnie rozwinąć skrzydła i wzbić się w przestworza.
A z tyłu głowy wciąż brzmią słowa... no zrób coś z tym nareszcie... 
Więc dziś kolejny krok w zrobieniu ,,czegoś'' 
Tutaj mam na myśli kontakt z  Agencją Pana Grzegorza w sprawie różnych, ważnych, istotnych dla mnie rzeczy.
Może jak przeczytam to, co napisałam, moja wyobraźnia podsunie mi kolejny plan działania :)



Gołębie



Pisząc o rozwijaniu skrzydeł, z którymi tak naprawdę każdy z nas się rodzi, (kwestia wiary, że jak trzeba, zadziałają) wspomnę zestaw filiżanek malowany dla Darka, który jest pasjonatem tych wspaniałych ptaków...
















poniedziałek, 13 marca 2017

Szukanie możliwości a nie wymówek i limonkowy serwis z porcelany

Motywacji ciąg dalszy


Nadszedł czas, kiedy stanowczo zarządałam swojego miejsca do pracy... bo co jak co, ale takie mieć nareszcie chcę. Wszystko pięknie, wszystko ładnie, ale gdzieś to pięknie, ładnie podziać się musi...
Żeby to było takie proste, jak stworzenie ,,Trzeciego pokoju " u Justynki, to już dawno bym go miała.
Tak więc... możliwości są dwie...
Ta pierwsza odpada i zostaje piwnica :)
Projekt w głowie zaistniał niemalże natychmiast po przemowie motywacyjnej mojej wspaniałej koleżanki, dodam też że blogerki kulinarnej Małgorzaty 😘
Ta dziewczyna zawsze wie gdzie jest ENTER  ;)
Wczoraj projekt został równocześnie przedstawiony głównemu wykonawcy...


Limonkowy zawrót głowy


Idąc wciąż tropem motywacji, czyli poszukiwaniem możliwości a nie wymówek... pokażę Wam energetyczny komplet w limonkowym kolorze. 
Niektórzy go znają, a reszcie przypomnę...
Wzór autorski, specjalnie malowany na prezent dla przyjaciółki do jej nowego domu, jako dopełnienie cudnej, limonkowej kuchni.














piątek, 10 marca 2017

Przegonić samą siebie, kopiować samą siebie i wiejskie chaty na porcelanie

Myślałam, że nas zasypiesz postami na blogu


Właśnie to dziś usłyszałam od Karoli...
Ale jak to? Chcecie więcej?
Nawiązując do poprzedniego wpisu, na temat równoległej rzeczywistości...  w myślach robię wszystkiego dużo i prawie wszystko perfekcyjnie... to o co tutaj może chodzić?
Uśmiecham się :)
Wygląda jednak na to, że działalność trzeba będzie stanowczo rozszerzyć... do ,,Tu i Teraz''  :)
Nie ma wyjścia, trzeba samą siebie przegonić.
Skoro mówi że mało, to pewnie coś w tym jest...


Kopiować siebie i pierwsze maleństwo


Uwielbiam wyzwania, lubię tworzyć nowe rzeczy. Zazwyczaj zanim zabiorę się do pracy, szukam weny, inspiracji i dogodnej chwili...
Najbardziej odczuwa to mój osobisty Pan mąż ;)
Jednak kiedy już zacznę, godziny mijają niepostrzeżenie. 
Tak było z kompletem dla Zbyszka...
Miała być chata na filiżance, do tego spodek i koniecznie talerzyk na ciacho... Takie było życzenie :)
Nie było łatwo.
Ale...
Jeszcze trudniej jest kopiować samą siebie. Coś takiego zafundowała mi Beata... wrażliwa, piękna i wyjątkowa dziewczyna... 
No bo jak malować, by zrobić to wyjątkowo, by zrobić tak samo a równocześnie zupełnie inaczej?
Jak namalować kopię by nie kopiować? By pomiędzy liście drzew a chatę i studnię wpleść nieco siebie i dodać trochę klimatu adresatki?
Sami oceńcie...
Ale żeby nie było, że nie ma nic nowego... dziś wisienka na torcie... moje pierwsze maleństwo :)


                                                                   Filiżanka Beaty








     

                                                                   Komplet Zbyszka




  
                                                   
                                                        Naparstek, pierwsze maleństwo...