Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pebeo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pebeo. Pokaż wszystkie posty

grudnia 12, 2017

Świąteczne zamieszanie czas zacząć i wspomnienie z warsztatów w Sieborowicach...

Świąteczne zamieszanie czas zacząć i wspomnienie z warsztatów w Sieborowicach...

Czas dla domu



Każdy dom ma swoje małe zwyczaje i własne tradycje, które później zabierane są z tego domu przez dzieci i niesione przez życie.
Przecież to głównie one najpiękniej się cieszą atmosferą świąt, choinką i prezentami.
Po latach będą wracać do tych właśnie chwil, przecież znamy to wszyscy.
Uwielbiamy opowiadać sobie historie z dzieciństwa.
Uśmiecham się na samą myśl.
W każdym z nas wciąż mieszka to dziecko.
Musimy je tylko znowu dostrzec i pozwolić mu się tak po prostu ucieszyć.

Dziś zakończyłam przygotowania świąteczne dla innych... 
Od jutra wkraczam we własne i właśnie mam zamiar robić to z radością.
Wczoraj przyjechała nowiuśka choinka... po dwudziestu latach zaszalałam. 
Jak nigdy, już stoi i czeka aż ktoś ją wystroi.
Pewnie tym razem zrobię to ja...

Ten rok, jak już tu wielokrotnie wspominałam, jest inny niż poprzednie lata. 
To rok zmian.
Zmiany są nieodłączną częścią życia. Tylko od nas zależy, czy pozostaniemy bierni, czy czynnie weźmiemy w nich udział.
No to biorę :)
Niezmienne pozostaną jedynie zwyczaje i małe tradycje, które co jakiś czas najwyżej ubogaci ktoś nowy, kto akurat się pojawi między nami :)


Warsztaty przedświąteczne w Sieborolandii


Jako że w Kocikowej Dolinie nie było wiele akcentów typowo świątecznych do malowania, pokażę Wam owoce warsztatów malowania porcelany, które małam przyjemność poprowadzić.

Od tamtej pory minął już jakiś czas, jednak wrażenia z warsztatów zachowam na zawsze.
Wraz z Karoliną gościłyśmy w sieborowickim Domu Dziecka zwanym Sieborolandią.

Dom Dziecka w Sieborowicach pod Krakowem zamieszkują niesamowici, młodzi ludzie.
Dzięki Pani Ani Markowskiej - Solarz odbyły się wtedy podwójne warsztaty, które poprowadziłyśmy obie, każda swoją część. Na początku był chaos... trzeba było podzielić się na grupy... 
Po kilku godzinach tego chaosu, wrzawy, śmiechu i pozornego zamieszania, zaczęły wyłaniać się pierwsze dzieła. 
To był magiczny czas... wiele by opowiadać.
Zobaczcie zdjęcia...

Poradziliśmy sobie? Jak myślicie?


18 komentarzy:

października 29, 2017

Wyzwania są po to, by wciąż sie rozwijać i ślubny komplet dla miłośników Guns N' roses

Wyzwania są po to, by wciąż sie rozwijać i ślubny komplet dla miłośników Guns N' roses

Włączam szósty bieg


Wróciłam z plecakim energii. Na razie plecak stoi nierozpakowany.
Zanim go otworzę i zabiorę się do działania, muszę poukładać dom, w którym rządziły jakiś czas moje koty... i Pan mąż :)
Chcę przygotować sobie pole do działania, bo kiedy wrzucę szósty bieg, to nie lubię się zatrzymywać. Tak mam od zawsze i ze wszystkim.
Może dlatego lubię działać nocą... tylko ona daje mi spokój i możliwość pełnej koncentracji.
Czekają mnie nowe wyzwania, które jak zawsze wzbudzają we mnie ciekawość, niepokój i oczekiwanie.
Lubię ten stan, bo jak już kiedyś tu  gdzieś napisałam, kiedy zaczynam coś tworzyć, nigdy nie wiem jaki będzie efekt końcowy.
Najbardziej doceniam kredyt zaufania, jaki otrzymuję. Kilka wskazówek rzuconych jako zarys oczekiwań.... i później ten stresik czy wizje się pokryły :)



Filiżanki ślubne i Guns N’ Roses 


Zdarza mi się tworzyć dedykowane wzory na porcelanie, które sprawią, że obdarowani poczują się wyróżnieni, bo wzór tworzony był właśnie z myślą o nich... 
Tak było i w tym przypadku. 
Asia tylko rzuciła hasło - fani Guns N' Roses
Efekt poniżej :


18 komentarzy:

października 25, 2017

Skrzydeł dodają mi Ci, którzy we mnie wierzą... i astry w kremie

Skrzydeł dodają mi Ci, którzy we mnie wierzą... i astry w kremie

Jestem dla siebie surowym krytykiem



Kiedy kupiłam pierwsze farby i kubki, żeby mogły powstać świąteczne prezenty dla najbliższych, w ogóle nie brałam pod uwagę, że kiedyś pójdę tą drogą.
Coś tam sobie wtedy wymyśliłam ambitnie i... w trakcie żałowałam, że się do tego w ogóle zabrałam.
Początki zazwyczaj bywają trudne.
Od tego czasu minęło kilka lat.
Sporo tych kubasków i filiżanek powstało w międzyczasie, bo byli chętni na te moje bohomazy... czasem nie wiem czy z litości je chcieli, czy rzeczywiście były w miarę ładne :)
Miałam to szczęście, że na początku nie spotkałam się ze specjalnie ostrą krytyką, a byli też tacy, którzy zachęcili do działania...
Wspomnę tu Karolę i Beti. Dziewczyny, jesteście w tej historii.
Kolejne ważne słowa padły z ust Magdy - w tych kubkach jest cząstka Ciebie samej - powiedziała.
I to była woda na młyn...
Nie wiem kiedy moja pasja stała się na tyle ważna, że obecnie staje się sposobem na życie :)
Wciąż doskonalę i rozwijam warsztat.
Skrzydeł dodają mi Ci, którzy mi ufają.
Dziękuję kochani za to, że wierzycie iż sobie poradzę ze wszystkim :)
Moje skrzydła są coraz mocniejsze dzięki Wam.


Komplet do kawy w odcieniach kremu waniliowego


Teraz pokażę Wam jedną z ostatnich prac Kocikowej Doliny.
Za każdym razem zastanawiam się, czy dałam z siebie wszystko, by klient był zadowolony. Za każdym razem drżę z niepokoju, czy wizja twórcy pokryje się z wizją zamawiającego.
Pani Dagmara mnie jednak uspokoiła...


31 komentarzy:

października 21, 2017

Moje miejsce mocy zawsze działa i porcelana energy, żeby było na temat

Moje miejsce mocy zawsze działa i porcelana energy, żeby było na temat

I znowu zwiałam po energię



Kolejny wpis o morzu... 
Już Wam kiedyś pisałam, że co jakiś czas odzywa się we mnie wewnętrzny głos, który wzywa mnie na wybrzeże. I żeby się waliło i paliło, to muszę, genów nie oszukam ;) 
Lubię tu bywać o różnych porach roku i nawet pogoda wtedy nie ma znaczenia.
Często zastanawiam się, dlaczego właśnie nad morzem czuję to, co czuję... dlaczego widok tego bezmiaru pozwala zaczerpnąć ten wyjątkowo głęboki jak nigdzie oddech...
Jest kilka miejsc na ziemi które kocham, a Ustka to właśnie jedno z tych moich miejsc mocy.
Przybywam, zaczerpnę i na trochę wystarczy... 
...dopóki głos nie zacznie szeptać, że już czas.



Energetyczna kocia porcelana


A więc tak...
O mocy było, energii także, koty po  Kocikowej Dolinie przewijać się muszą...
W takim razie dziś zestaw dla dwójki kotomaniaków... i to nie byle jaki, bo trzyczęściowy :)










                                                       Niech moc będzie z Wami  :)
  
17 komentarzy:

października 12, 2017

Przyjaciel nie zawsze musi być człowiekiem i porcelana z Jasonem w roli głównej, malowana podwójnie

Przyjaciel nie zawsze musi być człowiekiem i porcelana z Jasonem w roli głównej, malowana podwójnie

Mówi się że psy to ostatnie z aniołów, które zdecydowały się zostać na ziemi razem z ludźmi...


Coś w tym jest...
Dziś będzie o Jasonie, moim wyjątkowym modelu, którego miałam przyjemność sportretować na porcelanowych kubusiach.
Jason sam wygląda jak anioł na czterech łapkach i jest miłością, oraz oczkiem w głowie swojej pięknej właścicielki Pani Angeliny.
Wyjątkowy i wspaniały chłopak rasy Maltańczyk i nie byle kto :) 
Jason to Champion Polski z rozpoczętym interchampionatem, o niesamowitej, jedwabistej szacie, co jest niezwykle rzadkie i pożądane...
Wiele dziewczynek ze świetnych hodowli chętnie by go bliżej poznało...
Dodam jeszcze, że jest już dumnym tatusiem dwudziestu pięciu maluszków na całym świecie :)
Jego potomstwo mieszka w USA, Anglii, Niemczech, Belgii i Islandii.
Na jednym z kubeczków, jedna z córeczek - Hubcia :)

Chociaż sama jestem posiadaczką kotów, i kocham je bezwarunkowo za ich charakter, oraz aparacik do mruczenia, to psy uwielbiam za ich szczerą przyjaźń i wierność.
Już kiedyś malowałam maltańczyki... zerknijcie TUTAJ dla przypomnienia.


Czasem kiedy się człowiek stara...


...to mu akurat pod górkę :)

Tak właśnie było z tymi kubeczkami. 
Wyszły pięknie... obie z właścicielką Jasona byłyśmy zadowolone z efektu... i katastrofa...
Kubki trzeba było malować od nowa...
Potraktowałam to jako trening cierpliwości i szlifowanie umiejętności.
Poniżej efekty pracy i model :)



18 komentarzy:

października 09, 2017

W zgodzie z sobą czyli jesienne wyhamowanie, wiejskie chaty i sielskie klimaty

W zgodzie z sobą czyli jesienne wyhamowanie, wiejskie chaty i sielskie klimaty

Nic na siłę nie napiszę


Kiedyś założyłam sobie, że będę pisać dwa posty w tygodniu i wciąż staram się trzymać tego schematu, no bo jeśli ten mój blog ma być czytany, oglądany i odwiedzany, to jakaś konsekwencja w działaniu jest mile widziana jednak...
Wraz z nadejściem jesieni, wyciszeniem i ustabilizowaniem się pewnych moich życiowych spraw, wena pisarska też jakby zwolniła, bo nie o ilość mi tu chodzi, ale o jakość...
Niby tematów nie powinno brakować, ale zanim zechcę się tu wygłupić z czymś od siebie, to największy krytyk mnie stopuje... czyli ja sama :)
O pogodzie za często nie wypada, od gotowania, wychowywania i stylizacji, też wciąż, ktoś, coś, gdzieś.
I tak będąc w zgodzie z sobą, to na siłę nic a nic :)
Bo jak ja coś muszę, to zawsze udowodnię, że niekoniecznie ;)

I tym sposobem, nie wiadomo kiedy, post się pojawił...


Wiejskie chaty 


Malowanie to chyba jedyne zajęcie, gdzie nigdy nie czuję, że muszę... 
Tematem nie do wyczerpania są u mnie chaty wiejskie, sielskie klimaty w różnych odsłonach, tym razem w otoczeniu maków i z zarysem Tatr...




14 komentarzy:

października 04, 2017

Niech żyje wolność, kubki z nutą dekadencji czyli Kobiety z wachlarzami

Niech żyje wolność, kubki z nutą dekadencji czyli Kobiety z wachlarzami

Pokornie niepokorna...



Nie jestem z tych, co lubią nakazy i zakazy, a tam gdzie trzeba się dostosować, lubię jasne i klarowne sytuacje. 
Duch niepokorny we mnie mieszka od niepamiętnych czasów i chyba dobrze nam ze sobą...
Oczywiście nie oznacza to, że tej pokory we mnie nie ma. Dostrzegam momenty, sytuacje i ludzi przed którymi chylę czoła. 
Uczę się wciąż i wyciągam własne wnioski, ale gdyby ten duch niepokorny nie pchał mnie dalej, to przecież nie byłabym teraz tu, gdzie jestem.

Powinnam być człowiekiem wolnego zawodu - powiedziałam kiedyś z rozbrajającą szczerością, co spotkało się z ogólną wesołością i stwierdzeniem, że mi biednej teatrzyk spalili...

A ja... gdzieś w głębi duszy, wciąż marzyłam o równowadze na własnych warunkach.

Dziś, co prawda nie mam teatru (chociaż epizod aktorski mam na swoim koncie, w trzech aktach, rola męska ;)) ale idę sobie do przodu, swoją własną drogą, konsekwentnie pokorna niepokornie... z poczuciem wolności wewnętrznej, bo dusza nie lubi ograniczeń...



Ciągnie wilka do lasu


Łącząc wolność, konsekwencję i pokorę niepokorną z pierwiastkiem artystycznych zapędów tudzież zamiłowań... pokażę kubki, które malowałam intuicyjnie... 
Tryptyk nosi tytuł - Kobiety z wachlarzami.
Co wyszło, sami ocenicie.


10 komentarzy:

września 30, 2017

I żyli długo i szczęśliwie oraz koty dla nowożeńców.

I żyli długo i szczęśliwie oraz koty dla nowożeńców.

A kiedy będziesz moją żoną...



A kiedy będziesz moją żoną...
umiłowaną, poślubioną,
wówczas się ogród nam otworzy,
ogród świetlisty, pełen zorzy.
Rozdzwonią nam się kwietne sady,
pachnąć nam będą winogrady,
i róże śliczne i powoje
całować będę włosy twoje.
Pójdziemy cisi, zamyśleni, 
wśród żółtych przymgleń i promieni,
pójdziemy wolno alejami, 
pomiędzy drzewa, cisi, sami.
Gałązki ku nam zwisać będą,
narcyzy piąć się srebrną grzędą,
i padnie biały kwiat lipowy
na rozkochane nasze głowy.
Ubiorę ciebie w błękit kwiatów,
niezapominajek i bławatów,
ustroję ciebie w paproć młodą
i świat rozświetlę twą urodą.
Pójdziemy cisi, zamyśleni,
wśród złotych przymgleń i promieni,
pójdziemy w ogród pełen zorzy
kiedy drzwi miłość nam otworzy.

Kazimierz Przerwa - Tetmajer


I żyli długo i szczęśliwie...


Tak kończą się bajki.
Ale że życie bajką nie jest, to takie szczęście trzeba sobie wypracować...
Gdzie znaleźć receptę?
No właśnie...
Nikt jej dokładnie nie spisał :) Niestety.
Więc tego szczęścia trzeba szukać we własnym zakresie... a najlepiej nauczyć się dostrzegać, bo ono w najdrobniejszych rzeczach przecież się kryje, w najprostszych... a wtedy, wtedy życie cudem jest :)

Komplet porcelany dla nowożeńców, niech im to szczęście łatwiej będzie dostrzec...
Komplet specjalny, z kotami.
Oni wiedzą dlaczego :)


13 komentarzy:

września 20, 2017

Opowiem Ci bajkę jak kot palił fajkę i kocie Tea For One

Opowiem Ci bajkę jak kot palił fajkę i kocie Tea For One

Zgubne nałogi...


Mniej więcej wczoraj, a może jutro... jakoś tak właśnie przed moimi urodzinami, zacznę dziewiąty rok mojego niepalenia. 
Brzmi o niebo lepiej niż skończone osiem ;) 
Gdybym miała pisać o urodzinach, to akurat odwrotnie przedstawiłabym sytuację, jakaś taka estetyczna jestem :)
Nałogi ma każdy i nałogi mieć trzeba, niekoniecznie te zgubne...
Można nałogowo dobrze gotować na przykład, lub nałogowo być w formie...
Ale nie o tym.
Pamiętam moment, kiedy konkretny palacz, dodam ostatni wtedy z naszego towarzystwa, rzucił palenie. Założył się z własną siostrą, że kiedy rzuci i wytrzyma conajmniej dwa miesiące, ona organizuje imprezę grillową. Cel był szczytny, rzucił...
- Kaśka, rzuć to w cholerę - powiedział były już palacz.
I była to woda na młyn.
No głupio mi było. Rzuciłam. 
Pewnego pięknego wtedy dnia, nie tak jak dziś, zimnego i deszczowego, świadomie paliłam ostatniego, cieniutkiego papierosa i równie świadomie wypowiedziałam zaklęcie...
- to jest mój ostatni papieros...
Zadziałało !
Już wtedy musiała siedzieć we mnie wiedźma ;)

Ja nie palę do dziś, ale nasz były palacz, sprawca mojego sukcesu (za co jestem mu wdzięczna) jeszcze tego samego dnia, zaraz po wygraniu zakładu, z przyjemnością wrócił do nałogu :)


Kocie Tee for one


Za chwilę zacznie się kalendarzowa jesień. Cudownie będzie rozpocząć herbaciany sezon, herbat wszelakich... Pokażę Wam taki zestawik dla konesera tego typu rozkoszy...
Seria Energy.
Kocie Tee for one, jak to w Kocikowej Dolinie :)


21 komentarzy:

września 16, 2017

Bo do tanga trzeba dwojga... i energetyczna porcelana ślubna

Bo do tanga trzeba dwojga... i energetyczna porcelana ślubna

Taniec jak życie


O tangu wiele już powiedziano i wciąż mówić można. 
Wiele tango ma odcieni, figur wiele i kompozycji by je móc zatańczyć... Określane na przestrzeni lat jako taniec miłości, namiętności, emocji wszelkich... niekiedy określane jako taniec dusz, niezwykle zmysłowy i efektowny. 
Dziś klasyka.
Tango, taniec jak życie.
Każdą miłość można do niego porównać, bo w obu przypadkach trzeba zgodności na każdej płaszczyyźnie.
A więc tańczmy swoje tango, każdego dnia, dopóki roztacza swój czar i czujemy moc, że tańczyć się chce.


Energetyczny zestaw ślubny


Pewnie nie byłoby pomysłu na ten post, gdyby nie pomysł wyzwania na jednym z blogów... Zerknijcie  TUTAJ :)
Tak się zdarzyło, że przygotowałam komplet, który idealnie wpasuje się w tytuł tego wyzwania.
Ma być pasja, ruch, energia...
Zobaczcie sami :)
Autorski wzór, malowany już kiedyś, dziś doczekał się nowej wersji.


20 komentarzy:

września 09, 2017

Pesel bez znaczenia, kąpiel słoneczna i pastelowe astry na porcelanie

Pesel bez znaczenia, kąpiel słoneczna i pastelowe astry na porcelanie

Młodość to nie data urodzenia


Piękna sobota dobiegła końca. 
Dziś aura okazała się wspaniałomyślna. Powietrze pachnie końcówką lata... 
Lubię wrzesień. Bardzo lubię, a teraz właśnie myślę za co...
...za jabłka w sadach, za nienachalne słońce, za wrzosy, grzyby, za kolory i za wiele innych drobiazgów, które teraz nie przychodzą mi do głowy. 
Lubię, bo to w końcu miesiąc moich urodzin, a to już naprawdę dobry powód do lubienia :)
No dobrze, ale co ja tu dziś chciałam napisać?
Już wiem. Coś o peselu. I to nie swoim.
Dzisiejsza sobota sprzyjała wycieczkom rowerowym. 
Odwiedziłam ścieżki, które czekały na mnie może nawet trzydzieści lat, kto by to pamiętał. 
Zapach sosen przyprawiał o zawrót głowy, a wrześniowe promienie zostawiły ślad na odkrytych ramionach.
Kąpiel słoneczna i jazda rowerem na tyle mnie osłabiła, że reszta soboty to był już tylko błogi wypoczynek.
Za to moja mama... po całym dniu na nogach, gotowaniu, serwowaniu obiadu i nie wiem co tam jeszcze... wystroiła się pięknie i pojechała ze swoim Stefanem na tańce.
Wiecie co?
Patrzę na nią od dłuższego czasu z ogromną radością i podziwem. 
Patrzę jak chwyta dzień, jak korzysta z życia, bo ma z kim to wszystko dzielić i myślę sobie, że młodość nie ma kompletnie związku z datą urodzenia... wystarczy, że obok jest odpowiednia osoba, która jest młoda w tym samym kierunku :)


Astry w pastelach


Skoro o słońcu, o radości i jesieni, to dziś też coś radosnego. 
Pokażę Wam delikatny komplet w kwiaty, które u mnie są astrami i umówmy się, że one tak właśnie wyglądają ;)
Astry te doczekały się kilku wersji kolorystycznych, i zamieszkały na porcelanie o różnych kształtach.
Sami ocenicie gdzie podobają się Wam najbardziej :)


20 komentarzy:

września 06, 2017

Wysokie płoty tato grodził... i porcelana w malwy malowana

Wysokie płoty tato grodził... i porcelana w malwy malowana

W babcinym ogrodzie


Od czego by tu zacząć...
Chyba od tego, że zawsze byłam ciekawa świata. 
Dziś trudno ocenić skąd taki włóczęga we mnie i duch niepokorny...
Po kim te geny wolności ?
Byłam wszędobylską dziewczynką, którą trudno było upilnować. Chyba najtrudniej miał dziadek... 
Nawet z drewnianym płotem potrafiłam sobie poradzić... a on przybijał te sztachety i przybijał.
Zmieniono ogrodzenie na nowoczesną siatkę, to Kaśka zwiała jak rasowy uciekinier, robiąc podkop pod nią. Gdzie ja wtedy nie byłam. 
Odwiedzałam wszystkie okoliczne ciotki i nie ciotki. Nie prędko można było mnie zlokalizować. 
Do czasu, aż powstały murki pod siatką i wtedy...

Wysokie płoty tato grodził... 


śpiewali :)

A ogród kwitł na żółto, różowo i fioletowo. 
Rosły łubiny, malwy, georginie i jakieś żółte kwiaty, których nazwy do dziś nie znam. Nawet mlecze sobie rosły w trawie i nikomu nie przeszkadzały że rosną. Nadawały się na wianki i było świetne zajęcie.
Pamiętam, że nikt nie krzyczał kiedy zrywałam te kwiaty i robiłam bukiety.
Pewnie wszyscy się cieszyli, że Kaśka ma zajęcie i wciąż jeszcze siedzi na podwórku. Do czasu, aż poczułam żyłkę handlowca i wycięłam babciny szczypiorek. 
Ale o tym innym razem :)
Pod oknem stała blaszana balia, nie jakiś tam dmuchany basen, do której dziadek nalewał ze studni wodę, a ja nie mogłam się doczekać, kiedy ogrzeje ją słonce...

Ten ogród babciny był dużo większy. Istny raj. Nawet prywatny strumyk płynął przez środek poletka i znikał gdzieś pomiędzy brzozami. Po latach strumyk okazał się być rowem melioracyjnym, ale co tam. 
Kiedy malowałam te malwy, przypomniała mi się właśnie ta część mojego życia i pewnie trochę to wszystko pasuje do siebie... co myślicie ?


20 komentarzy:

września 01, 2017

Zlot Maltańczyków 2017 i kubki z pupilami

Zlot Maltańczyków 2017 i kubki z pupilami

Piesiuśki w Kocikowej Dolinie


To, że jestem kociarą, chyba wiedzą wszyscy, którzy do mnie zaglądają.
Koty towarzyszą mi od dziecka.... uwielbiam je za charakter, intelekt i bystrość, oraz za aparacik do mruczenia :)
W domu mam dwie dziewczyny. Obie przygarnięte i kochane.
Stara persica Fiona - Lucyna to największe kocie indywiduum jakie spotkałam do tej pory.
Natomiast Gaja, przygarnięta ponad dwa miesiące temu, to niesamowity przytulas z ogonem wiewiórki, który uwielbia psy z za ściany :)

A za ścianą.,.. Psia Dolina ;)
Oczywiście ta Psia Dolina (z przumrużeniem oka zwana) to nic innego, jak wspaniała, domowa hodowla Muchitto, gdzie psiaki to pełnoprawni członkowie rodziny.
Mieszkają tam... po kolei...
Dżinka - york łakomczuch.
Oraz pięć zwariowańców rozczochranych rasy Maltańczyk : Nela, Dusia, Bonia, Fisiek i najnowsza Bibi. Jeśli chcecie poznać je bliżej to kliknijcie TUTAJ oraz TUTAJ
Dodam jeszcze, że za tą samą ścianą, tylko piętro wyżej, też mieszkają dwie kolejne, przygarnięte kotki - Kindzia i Lusi.
Tak sobie myślę, że dla równowagi, trzeba nam jeszcze kocików.
Po jednym po obu stronach ściany najlepiej :)

No i gdzie te piesiuśki w Kocikowej Dolinie ?
Zaraz opowiem..


Kubki z pupilami 



Ula, właścicielka hodowli, stwierdziła że maluję koty, a przecież jej cudne piesiuśki to taki wdzięczny temat...
I stało się...
Powstały portrety Bibi oraz Szpilusia, urodzonego w hodowli. 
Szpiluś zapadł nam wszystkim w pamięć z powodu wspaniałego charakterku.
Kocikowa Dolina została sponsorem III Zlotu Miłośników Rasy -  Maltańczyk Polska 
Kubki pojechały na  Zlot Maltańczyków i zgarnie je ktoś jeszcze w ten weekend :)
Z tego miejsca pozdrawiam wszystkich miłośników rasy.
A teraz prezentacja.


10 komentarzy:

sierpnia 30, 2017

Mapy, znaki, drogowskazy, polne drogi i czerwone maki.

Mapy, znaki, drogowskazy, polne drogi i czerwone maki.

,,Znajdujesz dokładnie to, czego szukasz''


Kiedyś wpadłam na ten cytat Beaty Pawlikowskiej i pomyślałam, że coś w tym wszystkim jest.
Po namyśle rzeczywiście można stwierdzić, że jeśli nastawimy się pozytywnie, to spotykać nas będą właśnie takie rzeczy, dobre chwile, miłe zdarzenia, sympatyczni ludzie...
Bywa też, że popadamy w spiralę negatywnych myśli i rozglądając się na boki, takie negatywne rzeczy wydają się bardziej widoczne.
Nie rozglądajmy się więc za spiskiem, niesprawiedliwością i złem.
Szukajmy dobra we wszystkim, pozytywnych stron, uczciwości w ludziach, bądźmy dobrej myśli.

Dziś odnalazł mnie kolejny cytat, który pozwolę sobie zamieścić, bo stanął mi na drodze w odpowiednim chyba momencie...
Jest jak aprobata moich myśli, więc się z Wami tym podzielę.

,, Powoli umiera ten, kto staje się niewolnikiem przyzwyczajenia, powtarzając każdego dnia te same drogi, kto nigdy nie zmienia punktów odniesienia, kto nigdy nie zmienia koloru swojego ubioru, kto nigdy nie rozmawia z nieznajomymi.

Powoli umiera ten, kto unika w swoim życiu pasji, kto zawsze przedkłada czarne nad białe i poszczególne chwile nad całą paletę emocji, które powodują, że błyszczą oczy, że na twarzy pojawia się uśmiech, że serce bije mocniej w konfrontacji z błędami i uczuciami.

Powoli umiera ten, kto nie wywraca stołu kto jest nieszczęśliwy z pracy, kto nie ryzykuje pewności dla niepewności realizacji marzeń, kto nigdy, choćby raz w zyciu, nie odłożył na bok racjonalności.

Powoli umiera ten, kto nie podróżuje, kto nie czyta, kto nie słucha muzyki, kto nie znajduje dobra w sobie.

Powoli umiera ten, kto niszczy swą miłość własną, kto znikąd nie chce przyjąć pomocy, kto idzie przez życie narzekając na własne nieszczęście i  na deszcz, który pada.

Powoli umiera ten, kto rezygnuje z projektu przed rozpoczęciem go, kto nie pyta o to, czego nie rozumie i nie odpowiada kiedy zna odpowiedź ''

                                                                                                                                  Pablo Neruda

Szukam, szukania mi trzeba...


Ten tekst kojarzy mi się z polnymi drogami, wędrowaniem, kwiatami polskimi... i nie wiem dlaczego publikuję te zdjęcia akurat pod tym postem... może dlatego, że jest tak późno i nie ogarniam... ;)
Wzór na porcelanie inspirowany obrazem p. Jolanty Kowalik.



17 komentarzy:

sierpnia 26, 2017

Wolność to stan umysłu i złoty wilk na kubku

Wolność to stan umysłu i złoty wilk na kubku

Wszystko jest w głowie


Za nic w świecie nie chciałabym cofnąć czasu, być młodsza czy też wrócić do jakiegoś punktu w życiu, żeby coś tam pozmieniać.
Lubię swoje .. Tu i teraz"
Myślę , że pomaga mi w tym wszechobecne, pozytywne nastawienie i wrodzony optymizm.
Oczywiście w myślach wracam do chwil przyjemnych, do wspomnień z dzieciństwa, do szaleństw młodości i wtedy rozlewa się ciepło na sercu. 
Każdy tak miewa.
To co mam za sobą, już było i obojętnie jakie było to moje ,,wczoraj'' , to właśnie ono pozwoliło mi dotrzeć tu, gdzie jestem dziś, a wszystkie doświadczenia życiowe ukształtowały moją osobowość, z którą jestem w zgodzie, bo i po co mam stawać przeciwko sobie :)
Lubię swój wiek.
Ze spokojem zamykam kolejne drzwi, by otwierać nowe...
Z radością witam nowy dzień i wchodzę weń z pewnością siebie.
Chociaż nie zawsze jest kolorowo, to staram się widzieć tylko jasne barwy, a z ciemnymi się zaprzyjaźnić.
Taki stan pogodzenia daje poczucie wolności i możliwość wyboru.
A jeśli już raz to poczujesz, pozostaniesz na tej ścieżce...


O złotym wilku



Poczucie wolności nie wiedzieć czemu kojarzy mi się z wilkiem.
Dostojny i czujny, mądry i wolny...
Wilk też mi się jakoś kojarzy, ale to już zupełnie inna opowieść.
Niedawno, w czeluściach półki, pomiędzy  rzeczami różnymi,  odnalazłam przypadkiem czarny kubek. Doczekał się biedactwo. Kiedy wyciągnęłam po niego rękę, już wiedziałam jak będzie wyglądał...


14 komentarzy:

sierpnia 20, 2017

Hej, żeglujże żeglarzu i coś dla wilków morskich

Hej, żeglujże żeglarzu i coś dla wilków morskich

Końcówka lata tuż...


Słońce pokazało co potrafi w tym miesiącu, ale otwierając rano okno, powietrze już pachnie zbliżającą się jesienią.
Nie wiem skąd bierze mi się wtedy taka błogość, nostalgia jakaś, jakby wspomnienie, którego nie umiem nazwać. 
Lubię poczuć tą bezpieczną swojskość...
Kończą się wakacje. 
Ludzie opaleni, naładowani energią, uśmiechnięci. Wspaniały czas.
Moje wakacje tym razem pod znakiem dom i ogród, ale zdecydowanie takie właśnie były mi potrzebne.

Rok temu były morza i jeziora... promy i łajby... 
Wszystko w pigułce :)
Zawsze mi się chciało zostać wilkiem morskim, oczywiście nie na długo, wystarczyłoby na trochę.
Wspaniele byłoby poczuć ciepłą, rześką bryzę na twarzy. 
Hej żeglujże żeglarzu...
Muszę to sobie zaplanować :)
Od conajmniej dwudziestu lat jadę do Mrągowa na Piknik Country, gdzie w międzyczasie moje gusta muzyczne zdążyły się zmienić, a Mazury oferują dużo więcej atrakcji. 
Tylko jak planować cokolwiek, gdy w tych kwestiach zawsze wygrywa spontaniczność i elastyczność :)


Dla wilków morskich


Ten schyłek lata nastroił mnie do namalowania wakacyjnych wspomnień na kubkach. 
Na jednym jezioro mazurskie, na drugim kawałek morza z wyspą... coś na kształt wspomnienia z Nessebaru...
Lubię te kolory zapożyczone od Leonida Afremova, mam nadzieję że i Wam przypadną do gustu.     
Każdy odnajdzie coś swojego mam nadzieję :)
Kiedyś już publikowałam kubki dla miłośników wody. Zerknijcie tutaj  KLIK i tutaj  KLIK 



20 komentarzy:

sierpnia 16, 2017

Cisza i mysza... a do tego kolejne sielskie klimaty na filiżankach

Cisza i mysza... a do tego kolejne sielskie klimaty na filiżankach

O wytchnieniu nie moim



Druga połowa sierpnia. Jak ten czas szybko biegnie. 
I dokkąd? 
I po co ?
Tak samo szybko, wraz z tym czasem, płynie nasze życie. Czasem zastanawiam się jak sprawić by dzień był dłuższy, a zegar tykał wolniej...
Ale wiecie? 
Okazuje się , że są takie miejsca, gdzie czas wydaje się łaskawszy. 
Wystarczy uciec z miasta, całkiem niedaleko... i jadąc krętą dróżką, dotrzeć do brzegu ciszy, gdzie tylko świerszcz, gdzie tylko ,,mysza'' :)
Oczywiście ,,niedaleko'' to pojęcie względne... przyjmijmy więc, że każdy z Nas ma własną miarę odległości, gdzie to ,,niedaleko'' sami sobie umieścimy na mapie.

Im większy pęd owczy współczesnego świata, tym większe pragnienie, by zwiać, by zanurzyć się w spokój, odetchnąć i pojednać z naturą, a na drzwiach zawiesić tabliczkę z napisem :

                                                                 Uwaga!   
                        Tu mieszka święty spokój i koty, a dom jest sprzątnięty inaczej :) 


Jedni marzą o apartamentach w nowoczesnym mieście, inni o willi z basenem, a jeszcze inni o drewnianym domu na skraju marzeń.
Jadąc taką krętą dróżką, gdzieś za zakrętem zobaczyliśmy tabliczkę :  NA SPRZEDAŻ
Obie z Dorotą zapytałyśmy mojego Pana męża... co Ty byś tu robił ?
Zahamował mocno. Otworzył okna i powiedział...
- posłuchajcie... czy Wy to słyszycie ? A teraz patrzcie jaki widok...
Tu nie chodziło o dom. Dom to ruderka murowana, zupełnie nie w naszym zasięgu. 
Tu chodziło o błogą ciszę i widok, jaki mieliśmy przed naszymi oczami. 
Miejsce urokliwe, tego dnia magiczne. Milczenie przerwała Dorota.
- cisza i mysza... powiedziała... i każde z nas wiedziało swoje, a ja miałam temat posta.
Dodam tylko, że jeszcze tego samego dnia mieliśmy okazję ujrzeć prawdziwe siedlisko, wspaniały drewniany dom, w którym  gospodyni częstowała własnoręcznie upieczonym chlebem, masłem swojskim i miodem z zaprzyjaźnionej pasieki, a w dzbanku parzyła się herbata z ziół zebranych na łące...
Pomyślałam, że jeśli kiedyś będę miała okazję zagościć w ich progach, dostaną w prezencie tabliczkę właśnie z tym napisem. 
I nikomu się nie przyznam, że zostałabym w takim miejscu... 


Sielskie widoki


Filiżanki z sielskimi widokami wciąż cieszą moich znajomych. Pokażę dziś przy okazji tematu, dwie kolejne, czekające cierpliwie na swój czas, żeby zaistnieć na blogu.
Inspiracją do namalowania jednej z nich, był obraz Marii Balcerzak. To ta z jeziorem :)
Druga to pomysł własny.

Inne filiżanki z tematyką sielską, wiejską i podobną możecie zobaczyć  TUTAJ i TUTAJ oraz jeden z pierwszych TUTAJ .












                                                   Z ciepłymi pozdrowieniami - Kasia


PS. Tytułową ,, Myszę'' kiedyś pewnie  namaluję, już bez malowania przyniosła wiele radochy ;)                 



13 komentarzy:

sierpnia 12, 2017

Potrzeba tworzenia i energetyczna filiżanka dla mnie :)

Potrzeba tworzenia i energetyczna filiżanka dla mnie :)

Gdyby nie pasja to...


...ubogie byłoby moje życie.

Ostatnio mam sporo czasu by pomyśleć, poukładać te myśli i posegregować... po to, by za chwilę wszystko kolejny raz uniosło się gdzieś w przestworza i opadło w nieładzie, artystycznym dodam...
Już się z tym pogodziłam, że tak mam... w takich klimatach odnajduję się bezbłędnie i nie zamierzam tego zmieniać.
Moje motto - myśl pozytywnie, bo myśl tworzy rzeczywistość.
Gorąco daje się we znaki. W mojej sytuacji nie jest mi z upałem po drodze.
Zamykam się w swoim kącie, odcinam roletami od świata i staram się coś robić.
Kiedy potrzebuję się odstresować, wyżywam się twórczo. Powstaje więc trochę nowego. Realizuję pomysły, które gdzieś tam mi się pojawiają  i dają ogromną satysfakcję podczas realizacji.
Na grudzień będzie jak znalazł :)
Pisać też lubię.
Chyba zawsze to lubiłam... zazwyczaj prozą, ale i rymy kiedyś mi się zdarzały... stare dzieje...
Zaczynając przygodę z blogowaniem, spontanicznie pisałam te swoje pierwsze posty, ale forma ich pisania pozostała niezmieniona do teraz.
Przeplatam więc różne opowieści z przeszłości z teraźniejszością, przemycam siebie między literami i kolorami...
Tematy czasem same się pchają, czasem trzeba po nie sięgnąć i delikatnie popchnąć.
Byle nie doświadczyć braku weny.
Byle wciąż chciało się chcieć :)

Żeby energia wciąż była obecna


Wzięło mnie na kolory...
Po pastelach przyszedł czas na mocne uderzenie. 
Mam w głowie plan, by powstała seria mocno energetycznych wzorów, które poprawią nastrój w razie potrzeby. 
Pokażę Wam swoją filiżankę. Moja działa, sprawdziłam :)


18 komentarzy:

sierpnia 09, 2017

Moje miejsce nie tylko moje i kubki dla konsekwentnych :)

Moje miejsce nie tylko moje i kubki dla konsekwentnych :)

Odpowiedzialność za słowa


Tematy które poruszam na blogu najczęściej podrzuca mi życie. 
Bywa, że rano nie wiem o czym będę pisać, zaglądam do tego mojego notesu z pomysłami  i szukam iskry, jednak najprawdziwszym się jest, kiedy słowa same płyną. Na gorąco. Tak samo mam z malowaniem. Nigdy nie wiem co powstanie...
Po ostatnim poście, który wydawał mi się zbyt długi, a nie zamierzam tutaj nikogo zamęczać, pouczać czy trzymać na siłę, uświadomiłam sobie kolejną, ważną rzecz.

Moje miejsce nie jest już tylko moje...

Pisząc dla siebie, tworząc z serca, malując z ogromnej potrzeby i pozwalając by wszystko ujrzało światło dzienne, otwieram swoje drzwi każdemu, kto tylko do mnie trafi i cieszę się, jeśli zostaje na dłużej...
Ostatnie komentarze dały wyraz temu, że rzeczywiście ktoś to wszystko czyta, że nie jestem sama z tymi rozważaniami, że nie tylko mną targają podobne rozterki oraz to, że tematy są istotne i wciąż warto do nich wracać. 
Do napisania tego wpisu natchnął mnie jeden z komentarzy... wręcz mnie rozczulił i uświadomił, że biorę odpowiedzialność za słowa, które czasem mogą komuś być drogowskazem... 

Dziękuję Wam wszystkim za obecność.


Odpowiedzialności ciąg dalszy


Przy okazji tematu pokażę Wam kubusie, które rok temu malowałam Justynce i Jarkowi. Dlaczego to dobry moment by je pokazać? Bo ponad piętnaście lat temu wzięli odpowiedzialność za swoje słowa i trwają do dziś :) Motyw na kubkach mówi sam za siebie... 
Pozdrawiam Was kochani :)


12 komentarzy:

sierpnia 02, 2017

Muzyka jako zamiennik ciszy i muzyczna filiżanka

Muzyka jako zamiennik ciszy i muzyczna filiżanka

Muzyka we mnie gra



Wychowałam się w domu, w którym muzyka była obecna na każdym kroku. 
Do dziś znam teksty szlagierów sprzed lat...
Pamiętam wspaniałe radio z zielonym okiem, kremowymi gałkami i.... adapterem w górnej jego części. Obok stos płyt...  Alibabki, Jacek Lech, Skalodowie, Brekaut, Abba. To zaledwie początek listy jaką mam w głowie.
Byłam córką najstarszego z braci i miałam fantastyczne dzieciństwo, bo dom pełen ludzi nie pozwalał na nudę. Dorastałam więc sobie z rodzeństwem mojego ojca, które przeżywało swoje młodzieńcze szaleństwa a muzyka kształtowała moją wrażliwość.
Babcia miała anielską cierpliwość do tych swoich cudownych dzieci :)
Mieszkaliśmy w osobnym pokoju ale i tak wiecznie siedziałam na głowie taty siostrze i najmłodszemu z braci... 
Chodziłam z nimi na randki i podglądałam przez specjalny otwór w drzwiach ;)
Dom tętnił życiem w soboty. Młodzież szykowała się na zabawy, muzyka brzmiała od rana...
Później nadszedł czas szpulowego magnetofonu marki Grundig...
Cudowne lata mojego dzieciństwa.
Kochałam to miejsce. 
Kiedy rodzice wybudowali dom i wyprowadziliśmy się z naszego pokoju, wciąż tam wracałam i... wracam do dziś...

Chociaż tamta młodzież ma już wnuki, chociaż nie ma już radia z zielonym okiem, nie ma babci ani dziadka... to jest to miejsce, ten dom, dziś już nieco większy, ale wciąż tętniący życiem... ta ulica, taka sama jak wtedy.
A ja?
Kiedy tęsknota sięgnie zenitu, siadam za kierownicę i pędzę w poszukiwaniu okruchów tamtych lat, a radio w samochodzie wystukuje rytm kilometrom...
Muzykę mam we krwi, zabrałam ją z sobą z tamtego domu.


Muzyczna filiżanka



Pisząc dziś o tym co mi w duszy gra, pokażę Wam filiżankę dla miłośników nutek...
Zwyczajna, czarno biała... jedynie wzór nadaje jej charakteru.







                                                  Tak nostalgicznie... muzycznie... dobranoc...
19 komentarzy:
Copyright © 2014 Kocikowa Dolina , Blogger