czerwca 23, 2017

Wszystko wina kota, kubek dla autorki i pierwsza recenzja fajnej książki

Wszystko wina kota, kubek dla autorki i pierwsza recenzja fajnej książki

Namaluj mi kota


Basię znam od lat, poznałyśmy się w szkole, działając razem w radzie rodziców.
Dzieci jednak kiedyś dorastają...
Ścieżki rzadziej się krzyżują...
Ponownie wpadłyśmy na siebie, kiedy okazało się, że obie pasjonujemy się rękodziełem.

Namaluj mi kota na kubku, poprosiła mnie Basia i podesłała dwie fotki.
Na jednej był rudy kot, a na drugiej okładka książki z kotem, też rudym...
Kubek miał być prezentem dla jej ulubionej autorki z okazji promocji nowej książki.
Kurczę, ale wyróżnienie, pomyślałam... wyróżnienie dla mnie oczywiście :)

I tak powstał kubek zatytułowany ,,Wariacja na temat książki"


Wszystko wina kota!


Taki tytuł nosi najnowsza książka Agnieszki Lingas - Łoniewskiej.
Po książkę sięgnęłam z dwóch powodów... po pierwsze, przecież malowałam kubek dla samej autorki (wielka rzecz) po drugie, sama jestem miłośniczką wszelkich kotów, a to już naprawdę wyjaśnia wszystko :) 

Teraz o samej książce.

Tematem książki jest oczywiście miłość, najwdzięczniejszy z tematów :)
Ale zanim ludzie zorientują się, że właśnie im się to przytrafia i że są stworzeni dla siebie, czasem muszą odrobić kilka lekcji.
Główna bohaterka książki Lidka jest pisarką. Pisze jednak pod pseudonimem jako Róża Mak.
Lidka posiada trzy oddane przyjaciółki, Anetę, Tatianę i Karolinę, gdzie ta ostatnia to jej agentka, zajmująca się wszystkimi sprawami naszej bohaterki - autorki.

W książce są też faceci, a jakże i wszyscy bardzo istotni, więc o każdym dowiemy się w kolejnych rozdziałach. 
Poznamy sąsiada Lidki - Jeremiego, skrycie nazywanego surferem, Ariela informatyka, męża Anety - Michała, Jacka - przystojnego przedsiębiorcę. Jest też Sławek, nazywany Mistralem, z którym ma syna Kasjana. Istotną postacią będzie tajemniczy Jack Sparrow... i na końcu tytułowy kot Lidki - James.

Akcja powieści toczy się we Wrocławiu. Dzięki różnym perypetiom, możemy poznać kilka zakątków tego miasta. Wybierzemy się też w inne ciekawe miejsce... o którym Wam nie powiem, doczytacie sami :)
Będziecie mieli okazję zaznajomić się z gustami muzycznymi niektórych bohaterów, może warto będzie samemu posłuchać... 

Podsumowując.

Powieść romantyczno - komediowa, gdzie autorka w niesamowity sposób ukazuje siłę przyjaźni, narodziny miłości oraz wszystkie uczucia, emocje i rozterki z jakimi zmaga się na codzień większość kobiet. 
W tej książce każda czytelniczka odnajdzie kawałek samej siebie...

Osobiście polecam na weekend, nie ma mowy o nudzie :)

Więcej o samej autorce znajdziecie TUTAJ.


czerwca 21, 2017

O przyjaźni... i porcelanowa filiżanka w prezencie

O przyjaźni... i porcelanowa filiżanka w prezencie

Ludzie, którzy znaczą więcej niż trochę...



O przyjaźni napisano już wiele i jestem pewna, że ilu ludzi, tyle definicji... 
Niektórzy twierdzą, że jeśli przyjaźń, to na zawsze, a inni, że przyjaciół można mieć wielu i każdy jest prawdziwy.
Mamy wolną wolę i tak naprawdę prawo do określania relacji w sposób subiektywny.
No bo kim jest przyjaciel?
Zazwyczaj to osoba do zadań specjalnych... cierpliwa i niecierpliwa, łagodna i ostra, stuknięta i zrównoważona... ale zawsze uważna i nie po to, by oceniać, ale po to, by zwyczajnie być..  by w chwilach trudnych wbrew wszystkiemu przytaknąć, że jeszcze będzie dobrze, a w chwilach dzikiej radości dzielić takową.

Na różnych etapach życia, na wielu jego płaszczyznach zawiązują się przeróżne relacje
Patrząc z perspektywy lat, zawsze potrzebowałam ludzi do szczęścia.
Mój Pan Mąż określał mnie mianem ,,stadna''
Do dziś ich lubię, ale już na własnych warunkach...
Stałam się bardziej wymagająca, ostrożna i mam nadzieję bardziej uważna, traktuję ich z wzajemnością, cokolwiek to może oznaczać.
Przecież to naturalne, że chcemy być akceptowani mimo naszych różnych dziwactw, rozumiani, a nie oceniani... potrzebni dla nas samych, a niekoniecznie tolerowani dla naszej przydatności na przyszłość...

Jeśli już przytrafi nam się przyjaźń, to mamy szczęście, bez niej jesteśmy przecież niepełni. 
I nie jest istotne jak długo trwa, ważne że przyszła i została :)
O przyjaźni pisałam już kiedyś tutaj...


Z potrzeby serca


Nie przypadkowo pisałam dziś o przyjaźni. 
Temat ten pojawił się wraz z urodzinową filiżanką, malowaną dla Grażynki,
Prezent z potrzeby serca od szczerej przyjaciółki, która nie mogła wręczyć go osobiście.
Tutaj zacytuję tekst znaleziony w czeluściach internetu :

,,Przyjaźń nie zna słowa granice. Przyjaźń jest bezgraniczną wymianą myśli"


czerwca 15, 2017

Metamorfoza mojego miejsca, sens rozwoju i sens tworzenia

Metamorfoza mojego miejsca, sens rozwoju i sens tworzenia

Dojrzewasz jako bloger...

 

Do blogowania zbierałam się długo, jak to ja... Pielęgnowałam fanpage na facoebooku, odkładając uczenie się nowego na bliżej nieokreślony czas.
Kiedy stworzyłam pierwszą wersję swojego miejsca tutaj, byłam zachwycona... przede wszystkim tym, że sobie poradziłam z uruchomieniem różnych gadżetów. No zero pokory :) 
O naiwności... Dobre to to nie było, dziś już to wiem.
Później przyszedł czas na pierwsze posty. To szło całkiem gładko, głowa pełna myśli, tematów, powodów.
Przy pomocy zaprzyjaźnionych osób urządzałam się tutaj, szukając samej siebie.
Były kryzysy, szukanie możliwości by uniknąć wymówek... doszedł brak weny... przecież lepiej pisać rzadziej ale o czymś istotnym, niż produkować post za postem, bez większej wartości.
Zdecydowałam, że nadszedł czas na metamorfozę.

Dojrzewasz jako bloger... łagodnie stwierdziła Małgosia z DAYLICOOKING
Długo o tym myślałam. Pewnie wie co mówi, sama przecież stworzyła wspaniałe miejsce w blogosferze,a przy tym jest niezastąpiona w motywowaniu.
Zerknijcie kiedyś do niej, zobaczcie co ta dziewczyna wyrabia w kuchni i jak pięknie później fotografuje te swoje pyszności.

Metamorfoza bloga stała sę faktem. Dziś diametralnie został przebudowany. Skorzystałam z szablonu Claire - Premium stworzonego przez Karolinę z bloga Pasje Karoliny
Z tego miejsca dziękuję Ci bardzo Karolina :)

Właśnie dzięki takim osobom, krok po kroku, odnajduję sens inwestowania we własny rozwój na tej płaszczyźnie.


Sens tworzenia


Jakiś czas temu moja znajoma poprosiła mnie, bym dla jej dzieci i wnuków, z okazji Dnia Dziecka namalowała po filiżance z serii tych moich sielskich, wiejskich klimatów.
Chciała zrobić swoim najukochańszym najbliższym, wyjątkowy prezent.
Zaskoczyła mnie ogromnie, że na tak ważny prezent wybrała moje malowanie...  

Wczoraj, czytając wiadomość od niej, długo czułam wzruszenie...
Cytuję: 

,,Dziękuję Pani z głębi serca, że dzięki Pani dłoniom mogłam zrobić dzieciom i wnukom taki prezent... "

Właśnie takie chwile nadają  sens temu, co tworzę sobie cichutko.


czerwca 07, 2017

O drodze, celu i ślubne filiżanki

O drodze, celu i ślubne filiżanki

Marzenia



         ,, Nikt nie jest za stary na marzenia. Tak jak marzenia nigdy się nie starzeją''


                                                                                                         Lucy Maud Montgomery 



Czy w dzisiejszych czasach można pozwolić sobie na posiadanie marzeń?
Jeśli można, to co z ich realizacją?
Oczywiście nie mam na myśli tych rodem z bajki...  chociaż po namyśle, czemu nie ;) 
Dziś jednak  piszę tu o tych realnych, całkiem zwyczajnych.
Pamiętam jak bardzo marzyło mi się dotknięcie płótna pędzlem zamoczonym w farbie.
Zawsze jak ćma do światła, z zachwytem lgnęłam wszędzie tam, gdzie mogłam zobaczyć jak coś się tworzy...
Pewnie już wtedy rodziła się we mnie pasja  (coś o pasji tutaj)
Dziś to marzenie w pewien sposób spełniam, co prawda wiele lat minęło (przecież miałam o wiele ważniejsze sprawy) ale jednak... 
Do teraz, będąc w miejscach, gdzie bywają tłumy turystów, na przykład na Krupówkach w Zakopanem lub na Promenadzie w mojej ukochanej Ustce, nie umiem przejść obojętnie obok artysty, zawsze się zatrzymuję i patrzę... wtedy rozmowa sama się toczy a ja oglądam  te niepowtarzalne dzieła.
Tak poznałam Panią Alinę.
Jeśli będziecie mieli okazję być latem nad Bałtykiem, na usteckiej Promenadzie znajdziecie cudowne prace Pani Aliny.
Malowane temperą na tkaninie bajkowe obrazy skradły kedyś moje serce, a że tęsknię już za Ustką i wszystkim co z nią związane, to opowiadam przy okazji o osobie, która jest jej letnią wizytówką :)
Z tego miejsca pozdrawiam Pani Alino.

No dobrze, miało być o tych marzeniach...
Okazuje się, że zanim dotarłam do miejsca w którym jestem teraz, po drodze wiele się wydarzyło. Przede wszystkim spotykałam ludzi, dzięki którym nauczyłam się tyle... Jedni uczyli tego co piękne i dobre, inni ostrożnści, jeszcze inni gościli przez chwilę i szli dalej...
Droga, którą idę wciąż do przodu, to nic innego jak ciągły rozwój, realizowanie zadań, podejmowanie wyzwań, satysfakcja z małych rzeczy...
Sama radość jaką niesie ta wędrówka okazuje się być ważnejsza od tego, dokąd zmierzam...
Nie na darmo ktoś kiedyś gdześ powiedział... że to droga jest celem a nie sam cel.
I czuję, że coś w tym jest.



W drogę


Jak już tak sobie dziś piszę o tych marzeniach, o drodze i celu, to jest okazja by pokazać ślubne zestawy dla nowożeńców, jakie powstały niedawno.
Oni też wyruszają w drogę... mam nadzieję, że pijąc razem kawę z takich filiżanek, będą mieli możliwość zatrzymać się i zauważyć jak magiczną chwilę mogą celebrować. 



czerwca 01, 2017

Dzień Dziecka i porcelana dla najmłodszych

Dzień Dziecka i porcelana dla najmłodszych

Nigdy nie byłam nadgorliwą matką



To będzie wpis, za który pewnie dostanę po uszach, bo oficjalnie moje dzieci nie lubią upubliczniania, chyba że sami zdecydują się na uchylenie rąbka tajemnicy.
W tym przypadku ,,rąbek'' należy do mnie, więc daję sobie prawo zrobić po mojemu.
Nigdy nie byłam nadgorliwą matką.
Ktoś po przeczytaniu tego nagłówka może pobłądzić, więc będę w skrócie prostować...
Nikt nas nie uczy wychowywania dzieci... o samej pielęgnacji możemy poczytać w książkach lub skorzystać z porad doświadczonych. Wszystko co robimy, robimy intuicyjnie, z serca, często zapomiając o głowie :) Ot, taka słabość bezwarunkowa, która często pozwala przymknąć oko. 
Nikt też nie lubi dobrych rad, rad jak powinien wychowywać te swoje cuda...
Biorąc sę za ten post, miałam w głowie cały sens. Teoretycznie to było do przeskoczenia, ale jak zawrzeć całe życie w kilku zdaniach?

Dwoje. Córka i syn. Oboje diametralnie różni, choć wychowani pod jednym dachem.
Tak szybko mi umknął ten czas.
Jeszcze ,,wczoraj''  jako maluchy wierzyli we wszystko, co im mówiłam.
Dziś żartobliwie wypominają mi zakupy dla ,,takiej pani'' która nigdy nie przyszła :)
Jeszcze ,,wczoraj'' czytaliśmy razem Brzechwę, a dziś to Oni podrzucają ciekawe propozycje.
Jeszcze ,,wczoraj'' dyskutowaliśmy po nocach na wszystkie tematy...
...i na szczęście, do dziś jesteśmy w stanie dyskutować dalej :)

Czasem nie było łatwo. Czasem z bólem serca patrzyłam jak zmagają się ze swoimi sprawami, jak uczą się podejmować decyzje, brać odpowiedzialność, wyciągać wnioski...
Nie przeszkadzałam im w tym.
Nie zabraniałam wszystkiego, wręcz odwrotnie... pozwalałam.
Wszystko czego doświadczyli na własnej skórze, kształtowało ich charaktery.
To nie są idealni ludzie, bo takich nie ma.
Ale są to ludzie, na których ktoś, kiedyś będzie mógł liczyć, bo mają wspaniałe wnętrza.

Dlaczego nie byłam nadgorliwą matką?
Bo im nie prasowałam od chwili, kiedy nauczyli się obsługiwać żelazko, bo kiedy zaspali do szkoły, nie za każdym razem odwoziłam pod drzwi główne... bo mi się nie chciało robić pierogów ruskich, bo nie odrabiałam za nich pracy domowej... i nie napisałam prezentacji :)

Dziś patrząc na swoje dzieci myślę sobie... cholera, kawał dobrej roboty tutaj wykonaliśmy.
Piszę o tym z wielką miłością i wzruszeniem i mam nadzieję, że poniosą to dalej, we własne życie.


                                 Wszystkiego najlepszego w dniu Waszego święta :)



Dla najmłodszych


Dziś się rozpisałam nieco, ale to i tak wszystko w skrócie...
Gdybym zechciała opowiadać o wszystkich zajęciach sportowych mojej córki, włącznie z unihokejem, o koronie i lornetce albo o zajawkach gitarowych syna, o le parkour, karate i jak tańczył breakdance, o zlotach motocyklowych i patyczakach w domu... i w tym miejscu naprawdę kończę :)

Teraz trochę porcelanki nareszcie. Porcelanka malowana dla różnych znajomych dzieciaczków.
Dla Szymonka, Nikoli, Michaśki, Kacperka, Michałka, Julki... 
Kolejność przypadkowa :)
Ostrzegam też, że prace powstawały w różnym czasie i mogą nie być doskonałe :)


maja 30, 2017

Co daje blogowanie i filiżanki z siedzibą IMP dla Prezesa

Co daje blogowanie i filiżanki z siedzibą IMP dla Prezesa

Ludzie



Zaczynając przygodę z blogowaniem nie przypuszczałam, że na równi z pasją malowania postawię radość poznawania wspaniałych ludzi, których mam okazję spotykać w blogosferze.
Każdy napotkany człowiek to nowa opowieść, nowe doświadczenia, kolejne lekcje...
Doceniam daną mi możliwość czerpania wiedzy różnej i nie znam na to lepszego sposobu.
Do tego wróciła mi też radość z samego pisania, zapisywania myśli, spostrzeżeń, dzielenie się tym z chętnymi czytelnikami. Jednym będzie się podobać, inni przejdą obojętnie, a jeszcze inni postukają się w czoło... 
Ważne, żeby było prawdziwie i z serca.
Co jakiś czas postaram się opowiedzieć o kimś ciekawym, bo ilu ludzi tyle historii, a im dalej w las, tym przecież więcej drzew :)




Na pamiątkę rocznicy


Zaprzyjaźniony Prezes wymyślił, że na 90 - tą rocznicę istnienia Instytutu Mechanki Precyzyjnej w Warszawie świetną pamiątką będą filiżanki z...
No właśnie, najpierw się zgodziłam a poźniej przeraziłam, kiedy zobaczyłam co mam malować.
Wam też pokażę...











maja 23, 2017

Zaczarowany ogród w obiektywie i na porcelanie

Zaczarowany ogród w obiektywie i na porcelanie

Paleta barw




Zapomniałam że mam taki ogród.
Ktoś pomyśli... no stuknięta kobieta, i pewnie będzie miał rację :) Sama wątpię często w to, czy moja normalność mieści się w normie, a jeśli już, to jaka jest tolerancja i kto te normy ustalał ;) 
Po namyśle stwierdzam jednak, że taki stan coraz bardziej mi się podoba. 
Wciąż od nowa uczę się oglądać świat, i za każdym razem dziwię się, że jest taki piękny.
Dziś pogoda współpracowała z obiektywem... 
Zapraszam Was do siebie po garść kolorów, po kilka stokrotek i po odrobinę magii jaką można dostrzec w naturze.
Nadwornym opiekunem ogrodu jest mój osobisty Pan mąż. To właśnie jego zasługa, że ogród wybucha całą paletą barw w odpowiednim momencie. 
Rododendrony i azalie odwdzięczyły się w tym roku.
Ja się czasem dorzucam z drobnymi wskazówkami... które niespecjalnie cieszą ogrodnika, za co później mi się dostaje, bo on udziela mi wskazówek, kiedy taki ogród przenoszę na porcelanę :) 


Nie tylko w obiektywie 



Zaczarowany ogród można uwiecznić za pomocą obiektywu jak i za pomocą pędzla. Kwiaty to wdzięczny temat, węc często goszczą na filiżankach i kubkach.
Dziś trochę jednego i drugiego.
Dodam tylko, że większość zdjęć zrobiłam w ogrodzie, węc wszystko się zgadza :)


maja 17, 2017

Błoga cisza, dmuchawce, latawce i odgrzebane kubki

Błoga cisza, dmuchawce, latawce i odgrzebane kubki

Usłyszeć ciszę



Słyszeliście ją kiedyś? 
Taką prawdziwą, przyjazną, relaksującą...
Cisza ma wiele tonacji, różne kolory i zapachy. Nie lubi zgiełku, pędu i bylejakości. Potrafi się schować i czasem długo nie można jej odnaleźć.
Żeby jednak można było ją spotkać, dobrze jest wyjść jej naprzeciw... 
Ot tak po prostu...
Wyłączyć świat zewnętrzny, otworzyć szeroko okna, wygodnie usiąść i poddać się chwili.
Wspaniałe uczucie. Być obserwatorem własnych myśli, na swoich tylko warunkach, bez jakiegokolwiek przymusu, wysiłku... 
Z radością dostrzegać drobne rzeczy, na przykład cudowne kule dmuchawców w nieskoszonej przez nikogo trawie, na opuszczonej działce... 
Wracałam ze spaceru i taka mnie odnalazła dziś myśl.


Dmuchawce... 


...malowane  już dawno, ale dziś właśnie przypomniałam sobie o nich. 
Żeby nie było jednak nudno, pokażę też odgrzebane z zakamarków kwiatowe kubki, odpowiednie na obecne okoliczności przyrody.

Może nie ma się czym chwalić... ale to kawałek mojej hstorii :)



















                                                    Dziękuję że dotarliście do tego miejsca :)

                                                                            Kasia





maja 10, 2017

Rozważania na bosaka i majowe bzy malowane

Rozważania na bosaka i majowe bzy malowane

Przymusowy wypoczynek


No to siedzę i naprawiam. 
Nie ma wyjścia, bo jak się stawiam, to krzyczą. 
Naprawiam to, co sobie sama zrobiłam, albo pozwoliłam sobie zrobić...
A wystarczy zamiast rozumu, posłuchać serca... ono wie co jest najlepsze, byle to wychwycić,  zanim w ten wewnętrzny dialog włączy się rozum łaskawca.
Żyjąc wbrew sobie, blokując swoje naturalne odruchy, fundujemy sobie walkę wewnętrzną, co skutkuje różnymi efektami specjalnymi :)


Rozwiązaniem jest pozwolić sobie na ,,Siebie '' 
Zaufać sercu, nie odkładać tego na później, spełniać marzenia własne,  nie cudze...
Dziś to taki dalszy ciąg o uważności z dodatkiem ogromnej ochoty na odkrywanie, radość bycia sobą i akceptację.



,, I kiedy czegoś gorąco pragniesz, to cały wszechświat sprzyja potajemnie Twojemu pragnieniu"

                                                                                                           Paulo Coelho - Alchemik

Na bosaka...


...siedząc jak zawsze w narożniku mojej malinowej kanapy, zastanawiam się jak ocieplić tą majową noc. Zimne stopy nie pomagają...
Za oknem powinny już kwitnąć bzy, ale aura nie sprzyja.
To dlatego wrzucam te bukiety... może zawstydzi się ta pogoda i przestanie strzelać fochy :)











 
                                 Chociaż trochę tego wiosennego fioletu... szkoda że nie pachnie...


                                                           Z pozdrowieniami - Kasia
                                            






maja 03, 2017

O uważności, Joannie i kubki z wilkami

O uważności, Joannie i kubki z wilkami

Drogowskazy


Z teorii zawsze miałam pięć. 
Tak bardzo uwierzyłam w tą teorię, że przeoczyłam moment, kiedy trzeba było ją zastosować w praktyce.
Z wielką namiętnością potrafię opowiadać, że najcenniejsze co w życiu posiadamy, to właśnie jest samo życie. 
Jedno, jedyne... 
Do przeżycia w najlepszy sposób, w jaki potrafimy, możemy, chcemy...
Sama natomiast odkładałam pewne sprawy na później, mylnie interpretując drogowskazy, ignorując sygnały...
Wszystko do czasu.
Zmęczenie materiału musiało kiedyś nastąpić.

Ta terapia szokowa uzmysłowiła mi, że trzeba żyć uważniej, że są rzeczy ważne, ważniejsze i najważniejsze.




Żyć uważniej...


O uważności opowiedziała mi Joanna, kiedy rozmawiałyśmy ostatnio przez telefon. Opowiedziała także o swojej wyjątkowej pasji.
Joanna jest terapeutką, która stosuje terapię dźwiękową, używając mis tybetańskich, kryształowych oraz gongów. Dźwięki wydobywane z tych instrumentów mają zbawienny wpływ na ludzi, tak często dziś przemęczonych... Ich wibracja pozwala się zrelaksować, uwolnić od różnych schorzeń, poczuć przypływ energii...
Pod wpływem jej melodyjnego głosu, uderzeń w misy i kilku wskazówkom, naprawdę jesteśmy w stanie poświęcić sobie samym więcej uwagi, tym samym dać sobie szansę na regenerację i wypoczynek. 
Jeśli chcecie bliżej poznać siłę jej muzyki. wejdźcie tutaj i sami sprawdźcie.
Ja byłam. To było dla mnie niesamowite doświadczenie. Mam nadzieję, że w niedługim czasie będę miała możliwość przeżyć taki seans na żywo.

Prywatnie Asia jest wspaniałą kobietą, kochającą ludzi i żyjącą w zgodzie z sobą.
Te wilki malowałam dla jej wnuczek, które nie wiedzieć czemu, wilki uwielbiają  najbardziej :)
Z tego miejsca pozdrawiam Cię Asiu cieplutko...

















                                                    pozdrawiam miło po dłuższej nieobecności













kwietnia 26, 2017

Liebster Award

Liebster Award

Nominacja




Nie było mnie dwa dni na mojej poczcie i po otwarciu jej wczoraj rano...
Wielkie zaskoczenie :)
Justyna z bloga Trzeci Pokój  nominowała mój blog do  Liebster Award, co sprawiło mi ogromną przyjemność :)
Dziękuję pięknie za to wyróżnienie i równocześnie za wyróżnienie tego co tworzę, a tak dosłownie to ,, za dobrze wykonaną robotę''
To znak, że mogę robić to dalej, bo komuś się jednak podoba :)
Cytuję :
,,Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za ,,dobrze wykonaną robotę''. Po odebraniu wyróżnienia należy odpowiedzieć na 11 pytań od osoby, która Cię nominowała.
Następnie Ty nominujesz od 5-11 blogów, które działają od niedawna lub mają mniejszą liczbę obserwujących, tak by też miały szansę zaistnieć w blogowej społeczności, oraz zadajesz im swoich 11 pytań. Nie można nominować bloga, z którego otrzymało się wyróżnienie''
Zabawa nie jest przymusem.

Oto pytania Justyny i moje odpowiedzi.

1. Jak zaczęła się Twoja pasja?

  Szukając prezentów gwiazdkowych, napotykałam na sam kicz, powtarzalność i badziewie z importu. Wtedy to postanowiłam wykonać wszystkim personalizowane kubasy...
Zakupiłam sprzęt i... zaczęła się droga przez mękę, bo nie sądziłam, że to nie jest takie łatwe, jak mi się zdawało. Nie mniej jednak, nie poddałam się do dziś jak widać ;)

2.Gdzie chciałabyś spędzić kolejne wakacje?

  Gruzja... myślę, że była by to podróż w ich kulturę i kulinaria.

3.  Która pora roku jest dla Ciebie najlepsza?

  Raczej nie mam ulubionej. Doceniam każdą, bo każda ma do zaoferowania coś innego :)
Najbardziej jednak chyba lubię ciepłą jesień.

4. Czy jest jakaś dziedzina rękodzieła, plastyki, sztuki, której nie próbowałaś, ale masz ochotę spróbować?

  Koniecznie chcę kiedyś poznać decupage oraz sztukę odnowy mebli przy użyciu farb kredowych.

5. Czy jest coś, czego chciała byś się nauczyć (np. języka obcego, jazdy konnej, nurkowania)?

  Język angielski przydałby się najbardziej.

6. Jakiego rodzaju (w jakim stylu/kolorach itp.) wnętrza Ci się podobają?

  Wnętrza, bez względu na styl, muszą mieć duszę... a kolory? Zawsze przemycę coś w odcieniach maliny... Ostatnio doceniam dawanie nowego życia starym rzeczom. 

7. Jak dużo czasu starasz się poświęcić na swoje hobby?

  Wciąż zbyt mało, chciałabym kiedyś móc się temu poświęcić.

8. Czy słuchasz muzyki kiedy zajmujesz się swoim hobby?

  Raczej pracuję w ciszy. To dlatego, że na codzień zawodowo pracuję w zgiełku i taki czas w spokoju pozwala mi się zregenerować.

9. Jakie zachowania innych ludzi Cię denerwują?

  Drażnią mnie ludzka głupota i ignorancja.

10. Czy jest jakaś książka do której lubisz wracać, np. którą przeczytałaś dwa razy?

  Po dłuższym zastanowieniu... nie czytałam niczego dwa razy, poza Panem Tadeuszem i Zemstą... dawno temu :)

11. Skąd wziął się pomysł na publikowanie swoich prac w Internecie?

  Spotkałam na swojej drodze osoby, które pozwoliły mi uwierzyć, że powinnam. Dziś nie wyobrażam sobie, że mogła bym tego nie robić.
Tutaj wspomnę Karolinę oraz Beatkę. To ich zasługa.


Po udzieleniu wszystkich odpowiedzi stwierdzam, że zabawa z Liebster Award to świetna okazja na poznanie innych twórczych osób, bez względu na to, czym się zajmują.
Wyróżnienie ciekawych miejsc to szansa na ich dalszy rozwój i poszerzenie horyzontów... obojętnie gdzie się akurat znajdują :)
Idąc za przykładem Justyny z ,,Trzeciego Pokoju'' zapraszam Was do miejsc, które regularnie odwiedzam, bo zwyczajnie bardzo lubię i uważam, że takie wyróżnienie powinny otrzymywać po każdym wpisie.

1. Blog niesamowitej Karoliny http://karolinawycina.blogspot.com/ - Karolina tworzy z papieru i wszystkiego co wpadnie jej w ręce.
2.Blog Kasi  http://m-b-k.blogspot.com/ - Kasia jest fanką decoupage, sami sprawdźcie jak pięknie bawi się tą techniką.
3.Blog Moniki- http://mojepasjewjednymmiejscu.blogspot.com/- miłośniczka życia, pomysłowa, zdolna i kreatywna. Koniecznie do niej wpadnijcie :)
4.Szysia http://szzysia.blogspot.com/ - kobieta, która w piękny sposób opowiada o rzeczach oczywistych, prostych i takich normalnych, że koniecznie trzeba się tam zatrzymać i napić kawy.
5.Blog Ewy http://www.jedzzapetytem.pl/ - Ewę mam poznać osobiście już niebawem, jak narazie, poznaję jej kuchnię i apetyt na życie. Sami zobaczcie co ta dziewczyna wyrabia :)
6.Blog Beti http://kruchebabeczki.blogspot.com/ - Beti gotuje wszystko szybko, smacznie i prosto. Łączy smaki i tworzy nowe... 
7. Blog Fitkot http://fitkot.blogspot.com/ - blog miłośniczki kota i zdrowego odżywiania. Zaglądam z ciekawością.


A oto moje pytania dla chętnych :  

1. Skąd się wzięła  Twoja pasja ?
2. Co inspiruje Cię do działania?
3. Co sprawia Ci największą radość w prowadzeniu bloga?
4. Jak radzisz sobie z brakiem weny?
5. Czego nie lubisz w ludziach?
6. Powiedz, co poza blogowaniem daje Ci szczęście?
7. Czy masz jakieś szczególne osiągnięcie, które jest powodem do dumy?
8. Jaką książkę możesz polecić?
9. Czy masz sposoby na zmęczenie?
10. Co Twoi bliscy mają do powiedzenia na temat blogowania?
11. Co lubisz w czytelnikach Twojego bloga?


Jeśli znajdziecie czas i wyrazicie ochotę, włączcie się do tej zabawy. To całkiem fajne doświadczenie.

                                         
   
                                                     Pozdrawiam jak zawsze nocą...


                                                   (zdjęcie upolowane w internetach)


























kwietnia 25, 2017

Hej wesele, hej wesele i patent na prezent dla nowożeńców

Hej wesele, hej wesele i patent na prezent dla nowożeńców

Luksusowo czy sielsko i z przytupem ?




Taka świeżutka historia, więc na gorąco, dopóki wrażenia wciąż żywe... a to  co chcę napisać, by miało swój sens i może sporowokowało do dyskusji.
Chyba się nie pomylę pisząc, że nie ma takiej osoby, która by choć raz nie brała udziału w przyjęciu weselnym. 
Sama nie zliczę wszystkich, na które miałam zaszczyt być zaproszona, w których wzięłam udział i wspominam do teraz z różnych powodów, bo...  było wyjątkowe, bo najlepsze, bo radosne, bo było po prostu zaj....te  ;) a to już przecież tłumaczy wszystko.
No właśnie.
Gdzie tkwi tajemnica ?
Każda dziewczyna marzy o wyjątkowej oprawie tego najważniejszego przecież dnia w swoim życiu. Ile dziewczyn, tyle pomysłów... no i jeszcze ambicje rodziców, lub ich możliwości.
Do tego dochodzi moda na różne gadżety, pierwszy taniec rodem z youtube'a, stylizacje itd.
Bo jeśli są pieniądze, to zorganizowanie tekiej imprezy, to już pikuś...
Wybór miejsca i lecimy... standardami wg. schematów... wszystko według ustalonego planu imprezy. Luksusowo, zero improwizacji...
I teraz pytanie.
Czy o to w tym wszystkim chodzi?
Najważniejsze jest samo ślubowanie i tutaj nie ma znaczenia, czy to kościół, urząd czy łąka...
Liczą się tylko Oni i Ich wiara w to, co sobie przysięgają.

                               

W maleńkim kościółku...



...wśród zielonych lasów ziemi łódzkiej, pomiędzy miastem włókniarek a miastem węgla brunatnego, taka właśnie przysięgę sobie złożyli...
Ona, o cudnych niebieskich oczach, wrażliwa, bo od najmłodszych lat doświadczona przez los, a mimo wszystko zawsze uśmiechnięta.
On, odważny i silny... cierpliwy, z sercem na dłoni.
Oboje z nadzieją patrzący w przyszłość.
                                                  
                         

A później już nic nie było według schematów :)

To było prawdziwe sielskie wesele, ze wszystkimi jego dobrodziejstwami i panującymi regionalnymi zwyczajami.
Bez zbędnego blichtru, za to ze stołami uginającymi się od wspaniałego, wiejskiego jadła, z beczułkami księżycówki i cytrynówki wyrobu matki chrzestnej, z fantastycznym zespołem, ktory bawił gości tak, że łzy ze śmiechu nie przestawały płynąć, oraz gośćmi z Ameryki, którzy przy okazji odwiedzili to wesele ;)
I ja tam byłam, świetnie się bawiłam a co widziałam tutaj w skrócie opisałam :)


 Patent na oryginalną pamiątkę z okazji ślubu



Pisząc o ślubach i weselach, mam okazję opublikować kilka moich propozycji na upamiętnienie takiego wydarzenia. Porcelana zostanie na długo, a malowana butelka z winem to alternatywa zamiast kwiatów...

Tak to było w poprzednich sezonach :)





































                                                       Dzięki że dotarliście do końca  ;)