sierpnia 20, 2017

Hej, żeglujże żeglarzu i coś dla wilków morskich

Hej, żeglujże żeglarzu i coś dla wilków morskich

Końcówka lata tuż...


Słońce pokazało co potrafi w tym miesiącu, ale otwierając rano okno, powietrze już pachnie zbliżającą się jesienią.
Nie wiem skąd bierze mi się wtedy taka błogość, nostalgia jakaś, jakby wspomnienie, którego nie umiem nazwać. 
Lubię poczuć tą bezpieczną swojskość...
Kończą się wakacje. 
Ludzie opaleni, naładowani energią, uśmiechnięci. Wspaniały czas.
Moje wakacje tym razem pod znakiem dom i ogród, ale zdecydowanie takie właśnie były mi potrzebne.

Rok temu były morza i jeziora... promy i łajby... 
Wszystko w pigułce :)
Zawsze mi się chciało zostać wilkiem morskim, oczywiście nie na długo, wystarczyłoby na trochę.
Wspaniele byłoby poczuć ciepłą, rześką bryzę na twarzy. 
Hej żeglujże żeglarzu...
Muszę to sobie zaplanować :)
Od conajmniej dwudziestu lat jadę do Mrągowa na Piknik Country, gdzie w międzyczasie moje gusta muzyczne zdążyły się zmienić, a Mazury oferują dużo więcej atrakcji. 
Tylko jak planować cokolwiek, gdy w tych kwestiach zawsze wygrywa spontaniczność i elastyczność :)


Dla wilków morskich


Ten schyłek lata nastroił mnie do namalowania wakacyjnych wspomnień na kubkach. 
Na jednym jezioro mazurskie, na drugim kawałek morza z wyspą... coś na kształt wspomnienia z Nessebaru...
Lubię te kolory zapożyczone od Leonida Afremova, mam nadzieję że i Wam przypadną do gustu.     
Każdy odnajdzie coś swojego mam nadzieję :)
Kiedyś już publikowałam kubki dla miłośników wody. Zerknijcie tutaj  KLIK i tutaj  KLIK 



sierpnia 16, 2017

Cisza i mysza... a do tego kolejne sielskie klimaty na filiżankach

Cisza i mysza... a do tego kolejne sielskie klimaty na filiżankach

O wytchnieniu nie moim



Druga połowa sierpnia. Jak ten czas szybko biegnie. 
I dokkąd? 
I po co ?
Tak samo szybko, wraz z tym czasem, płynie nasze życie. Czasem zastanawiam się jak sprawić by dzień był dłuższy, a zegar tykał wolniej...
Ale wiecie? 
Okazuje się , że są takie miejsca, gdzie czas wydaje się łaskawszy. 
Wystarczy uciec z miasta, całkiem niedaleko... i jadąc krętą dróżką, dotrzeć do brzegu ciszy, gdzie tylko świerszcz, gdzie tylko ,,mysza'' :)
Oczywiście ,,niedaleko'' to pojęcie względne... przyjmijmy więc, że każdy z Nas ma własną miarę odległości, gdzie to ,,niedaleko'' sami sobie umieścimy na mapie.

Im większy pęd owczy współczesnego świata, tym większe pragnienie, by zwiać, by zanurzyć się w spokój, odetchnąć i pojednać z naturą, a na drzwiach zawiesić tabliczkę z napisem :

                                                                 Uwaga!   
                        Tu mieszka święty spokój i koty, a dom jest sprzątnięty inaczej :) 


Jedni marzą o apartamentach w nowoczesnym mieście, inni o willi z basenem, a jeszcze inni o drewnianym domu na skraju marzeń.
Jadąc taką krętą dróżką, gdzieś za zakrętem zobaczyliśmy tabliczkę :  NA SPRZEDAŻ
Obie z Dorotą zapytałyśmy mojego Pana męża... co Ty byś tu robił ?
Zahamował mocno. Otworzył okna i powiedział...
- posłuchajcie... czy Wy to słyszycie ? A teraz patrzcie jaki widok...
Tu nie chodziło o dom. Dom to ruderka murowana, zupełnie nie w naszym zasięgu. 
Tu chodziło o błogą ciszę i widok, jaki mieliśmy przed naszymi oczami. 
Miejsce urokliwe, tego dnia magiczne. Milczenie przerwała Dorota.
- cisza i mysza... powiedziała... i każde z nas wiedziało swoje, a ja miałam temat posta.
Dodam tylko, że jeszcze tego samego dnia mieliśmy okazję ujrzeć prawdziwe siedlisko, wspaniały drewniany dom, w którym  gospodyni częstowała własnoręcznie upieczonym chlebem, masłem swojskim i miodem z zaprzyjaźnionej pasieki, a w dzbanku parzyła się herbata z ziół zebranych na łące...
Pomyślałam, że jeśli kiedyś będę miała okazję zagościć w ich progach, dostaną w prezencie tabliczkę właśnie z tym napisem. 
I nikomu się nie przyznam, że zostałabym w takim miejscu... 


Sielskie widoki


Filiżanki z sielskimi widokami wciąż cieszą moich znajomych. Pokażę dziś przy okazji tematu, dwie kolejne, czekające cierpliwie na swój czas, żeby zaistnieć na blogu.
Inspiracją do namalowania jednej z nich, był obraz Marii Balcerzak. To ta z jeziorem :)
Druga to pomysł własny.

Inne filiżanki z tematyką sielską, wiejską i podobną możecie zobaczyć  TUTAJ i TUTAJ oraz jeden z pierwszych TUTAJ .












                                                   Z ciepłymi pozdrowieniami - Kasia


PS. Tytułową ,, Myszę'' kiedyś pewnie  namaluję, już bez malowania przyniosła wiele radochy ;)                 



sierpnia 12, 2017

Potrzeba tworzenia i energetyczna filiżanka dla mnie :)

Potrzeba tworzenia i energetyczna filiżanka dla mnie :)

Gdyby nie pasja to...


...ubogie byłoby moje życie.

Ostatnio mam sporo czasu by pomyśleć, poukładać te myśli i posegregować... po to, by za chwilę wszystko kolejny raz uniosło się gdzieś w przestworza i opadło w nieładzie, artystycznym dodam...
Już się z tym pogodziłam, że tak mam... w takich klimatach odnajduję się bezbłędnie i nie zamierzam tego zmieniać.
Moje motto - myśl pozytywnie, bo myśl tworzy rzeczywistość.
Gorąco daje się we znaki. W mojej sytuacji nie jest mi z upałem po drodze.
Zamykam się w swoim kącie, odcinam roletami od świata i staram się coś robić.
Kiedy potrzebuję się odstresować, wyżywam się twórczo. Powstaje więc trochę nowego. Realizuję pomysły, które gdzieś tam mi się pojawiają  i dają ogromną satysfakcję podczas realizacji.
Na grudzień będzie jak znalazł :)
Pisać też lubię.
Chyba zawsze to lubiłam... zazwyczaj prozą, ale i rymy kiedyś mi się zdarzały... stare dzieje...
Zaczynając przygodę z blogowaniem, spontanicznie pisałam te swoje pierwsze posty, ale forma ich pisania pozostała niezmieniona do teraz.
Przeplatam więc różne opowieści z przeszłości z teraźniejszością, przemycam siebie między literami i kolorami...
Tematy czasem same się pchają, czasem trzeba po nie sięgnąć i delikatnie popchnąć.
Byle nie doświadczyć braku weny.
Byle wciąż chciało się chcieć :)

Żeby energia wciąż była obecna


Wzięło mnie na kolory...
Po pastelach przyszedł czas na mocne uderzenie. 
Mam w głowie plan, by powstała seria mocno energetycznych wzorów, które poprawią nastrój w razie potrzeby. 
Pokażę Wam swoją filiżankę. Moja działa, sprawdziłam :)


sierpnia 09, 2017

Moje miejsce nie tylko moje i kubki dla konsekwentnych :)

Moje miejsce nie tylko moje i kubki dla konsekwentnych :)

Odpowiedzialność za słowa


Tematy które poruszam na blogu najczęściej podrzuca mi życie. 
Bywa, że rano nie wiem o czym będę pisać, zaglądam do tego mojego notesu z pomysłami  i szukam iskry, jednak najprawdziwszym się jest, kiedy słowa same płyną. Na gorąco. Tak samo mam z malowaniem. Nigdy nie wiem co powstanie...
Po ostatnim poście, który wydawał mi się zbyt długi, a nie zamierzam tutaj nikogo zamęczać, pouczać czy trzymać na siłę, uświadomiłam sobie kolejną, ważną rzecz.

Moje miejsce nie jest już tylko moje...

Pisząc dla siebie, tworząc z serca, malując z ogromnej potrzeby i pozwalając by wszystko ujrzało światło dzienne, otwieram swoje drzwi każdemu, kto tylko do mnie trafi i cieszę się, jeśli zostaje na dłużej...
Ostatnie komentarze dały wyraz temu, że rzeczywiście ktoś to wszystko czyta, że nie jestem sama z tymi rozważaniami, że nie tylko mną targają podobne rozterki oraz to, że tematy są istotne i wciąż warto do nich wracać. 
Do napisania tego wpisu natchnął mnie jeden z komentarzy... wręcz mnie rozczulił i uświadomił, że biorę odpowiedzialność za słowa, które czasem mogą komuś być drogowskazem... 

Dziękuję Wam wszystkim za obecność.


Odpowiedzialności ciąg dalszy


Przy okazji tematu pokażę Wam kubusie, które rok temu malowałam Justynce i Jarkowi. Dlaczego to dobry moment by je pokazać? Bo ponad piętnaście lat temu wzięli odpowiedzialność za swoje słowa i trwają do dziś :) Motyw na kubkach mówi sam za siebie... 
Pozdrawiam Was kochani :)


sierpnia 05, 2017

Jak Cię widzą tak Cię piszą i Kobieta w kapeluszu

Jak Cię widzą tak Cię piszą i Kobieta w kapeluszu

Pierwsze wrażenie


Co sprawia, że ludzie przypadają sobie od razu do gustu, a nad innymi relacjami trzeba popracować? Jak samemu być odbieranym pozytywnie?
Gdzie tkwi tajemnca sukcesu ?
Kiedyś myślałam, że to, czy ktoś mnie akceptuje, leży tylko po mojej stronie, że trzeba zabiegać, pielęgnować, starać się... 
Nic bardziej mylnego. 
Do pewnych wniosków dochodzi się jednak z czasem.
Wiadomo, że każdy z nas chce być lubiany, że miło jest mieć duże grono znajomych, a brak akceptacji może być destrukcyjny.

Od czego więc zacząć ?
Od zaakceptowania samego siebie, bycia w pełni sobą i korzystania z tych darów.
Codziennie głośno trzeba sobie mówić, że jest się takim, bo to najlepsza wersja jaka istnieje.
Ktoś powie egoizm... I dobrze. Bo żeby umieć kochać i akceptować innych, trzeba zacząć od siebie.
Co z tego, że komuś się to nie spodoba ?
Nie musi. To nie jego życie.
Co z tego, że nie oceni Cię tak jak chcesz ?
To jego ocena, nie Twoja...

Jak Cię widzą tak Cię piszą ?
Stereotypy wciąż królują. Łatwiej się ocenia, bo to wygodne. Każdy sądzi według siebie, ale w tym przypadku największą sztuką jest umiejętność pojmowania różnorodności :)
Dobre relacje są wtedy, gdy możemy pozwolić na przenikanie się energii... i czerpać z tego przyjemność. Kiedy nie zakłada się żadnych masek ochronnych bo jesteśmy bezpieczni.
Zaufajmy też intuicji... chemia albo jest od pierwszej chwili, albo nie ma jej wcale.
Oczywiście wciąż pielęgnuję relacje, bo dobrze jest czasem wyrazić na zewnątrz potrzebę kontaktu, jednak już nie za wszelką cenę... 
Ludzie przychodzą i odchodzą. Wierzę, że każdy kogo spotkałam, stanął mi na drodze po coś... Zostają Ci, którzy zostać chcą. 
Jeśli relacje nie są zakłócane niskimi pobudkami, mają szansę trwać. 
I takich sobie życzę.



Kobieta w kapeluszu


Poruszając temat pierwszego wrażenia, pokażę Wam obraz, którego tematem jest wizerunek kobiety...
Na pierwszy rzut bardzo pewnej siebie. Jednak nikt nie wie ile rozterek i niepewności może skrywać pod tym czerwonym kapeluszem...

Obraz malowany już dość dawno temu, zastanawiałam się czy jest co pokazywać, ale w końcu może posłużyć za jakiś tam kontrast w moim dorobku.




sierpnia 02, 2017

Muzyka jako zamiennik ciszy i muzyczna filiżanka

Muzyka jako zamiennik ciszy i muzyczna filiżanka

Muzyka we mnie gra



Wychowałam się w domu, w którym muzyka była obecna na każdym kroku. 
Do dziś znam teksty szlagierów sprzed lat...
Pamiętam wspaniałe radio z zielonym okiem, kremowymi gałkami i.... adapterem w górnej jego części. Obok stos płyt...  Alibabki, Jacek Lech, Skalodowie, Brekaut, Abba. To zaledwie początek listy jaką mam w głowie.
Byłam córką najstarszego z braci i miałam fantastyczne dzieciństwo, bo dom pełen ludzi nie pozwalał na nudę. Dorastałam więc sobie z rodzeństwem mojego ojca, które przeżywało swoje młodzieńcze szaleństwa a muzyka kształtowała moją wrażliwość.
Babcia miała anielską cierpliwość do tych swoich cudownych dzieci :)
Mieszkaliśmy w osobnym pokoju ale i tak wiecznie siedziałam na głowie taty siostrze i najmłodszemu z braci... 
Chodziłam z nimi na randki i podglądałam przez specjalny otwór w drzwiach ;)
Dom tętnił życiem w soboty. Młodzież szykowała się na zabawy, muzyka brzmiała od rana...
Później nadszedł czas szpulowego magnetofonu marki Grundig...
Cudowne lata mojego dzieciństwa.
Kochałam to miejsce. 
Kiedy rodzice wybudowali dom i wyprowadziliśmy się z naszego pokoju, wciąż tam wracałam i... wracam do dziś...

Chociaż tamta młodzież ma już wnuki, chociaż nie ma już radia z zielonym okiem, nie ma babci ani dziadka... to jest to miejsce, ten dom, dziś już nieco większy, ale wciąż tętniący życiem... ta ulica, taka sama jak wtedy.
A ja?
Kiedy tęsknota sięgnie zenitu, siadam za kierownicę i pędzę w poszukiwaniu okruchów tamtych lat, a radio w samochodzie wystukuje rytm kilometrom...
Muzykę mam we krwi, zabrałam ją z sobą z tamtego domu.


Muzyczna filiżanka



Pisząc dziś o tym co mi w duszy gra, pokażę Wam filiżankę dla miłośników nutek...
Zwyczajna, czarno biała... jedynie wzór nadaje jej charakteru.







                                                  Tak nostalgicznie... muzycznie... dobranoc...

lipca 29, 2017

Windą do nieba i prezenty dla nowożeńców

Windą do nieba i prezenty dla nowożeńców

Chwilo trwaj


Czas wesel trwa w najlepsze i zawsze temat ten będzie aktualny.
Obojętnie, w jaki sposób nas dotyczy, to chyba każdy otarł się o niego nie jeden raz.

Najważniejsze by powodem tych ślubów i wesel była prawdziwa miłość.
Kolejny raz, na przestrzeni kilku miesięcy poruszam temat, bo chyba nie ma piękniejszego czasu, jak czas zakochania.
Czas chodzenia z głową w chmurach, czas stąpania trzy centymetry nad ziemią (ciekawe dlaczego trzy), wiara w rzeczy niemożliwe i motyle w brzuchu :)
Uśmiecham się...
Nie chcę się powtarzać, bo mi zarzucicie, że jestem monotematyczna, albo że się już nie daj boże zapominam ;) 
Ale jak tu nie pisać, kiedy nowożeńców przybywa co weekend a stary kawałek ,,Windą do nieba'' nigdy nie przestaje być modny. A więc chwilo trwaj... do końca świata i jeden dzień dłużej.

Miesiąc temu miałam okazję gościć na blogu Małgosi z Daylicooking i tam przy okazji coś o miłości napisać... zerknijcie TUTAJ


Na pamiątkę ślubu


Wpis ten powstał dlatego, by pokazać Wam kilka autorskich pomysłów na upamiętnienie tak wyjątkowej chwili. Po więcej sięgnijcie TUTAJ oraz TUTAJ
Trudno być oryginalnym w dzisiejszych czasach, kiedy rynek oferuje tyle różności... ale myślę, że warto się wysilić i zobaczyć uśmiech zadowolenia.
To wielka nagroda :)



lipca 25, 2017

Prezent na wyjątkową okazję i dedykowane filiżanki

Prezent na wyjątkową okazję i dedykowane filiżanki

Dla wyjątkowych


Uwielbiam robić prezenty. 
Obojętnie jaka ku temu nadarzy się okazja, staram się wybrać na prezent coś, co w jakiś sposób rezonuje z obdarowaną osobą.
Już same przygotowania do zakupu dają mi ogromną przyjemność.
Od kilku lat moja rodzina i znajomi narażeni są na wytwory mojej wyobraźni i moich rąk. 
Czy im się to podoba czy też nie. Dostają jednak coś, w co wkładam cząstkę siebie. 
Chyba nie chcą robić mi przykrości, bo nikt się nie skarży...

Tworząc coś bezpośrednio dla konkretnego odbiorcy, zastanawiam się, jaki jest, co lubi, jake ma pasje, marzenia... później dobieram kształty, kolory, tematykę... 
Oczywiście istotna jest także okoliczność, a tych mamy przecież cały wachlarz.

Najmilsze są te bezinteresowne...


Dedykowane i od serca


Jak zapisać chwile spędzone razem, rozmowy, śmiech serdeczny a czasem łzy ?
Jak podziękować za spędzony wspólnie czas i okazać, jak bardzo był on  ważny ?
Na filiżance, pomiędzy kolorami a płatkami pastelowych kwiatów, zostały zapisane wszystkie imiona. 
Coś się kończy by coś innego mogło się zacząć...


Od serca...


Bezinteresownie, od serca, z czystej sympatii. 
Cudowne są takie prezenty...
Sami oceńcie i napiszcie co o tym myślicie :)
Trzy filiżanki, niby podobe a jednak różne.


lipca 21, 2017

Potrzeba matką wynalazku i malowane koszulki Tymusia

Potrzeba matką wynalazku i malowane koszulki Tymusia

Pierwsza impreza


Co podarować na urodzinki małemu przystojniakowi, który wokół siebie ma stado ciotek, wujków, dwie babcie, dziadka no i zwariowanych na jego punkcie rodziców ?
W moim najbliższym otoczeniu dawno już nie było małych dzieci. 
Po moich, notabene już dorosłych przecież, długo, długo nic... 
Nic dziwnego, że kiedy pojawił się Tymuś, każdy chce mu dać gwiazdkę z nieba :)
Ale przecież nie o to chodzi...
Liczą się szczere chęci i pomysł.
Tymuś jeszcze za mały na kubek od cioci, więc ciotka pobiegła do Pepco i zakupiła na próbę dwie koszulki. Oczywiście większość  z nas ma przesyt standardów z sieciówek...



Koszulki po tuningu


Do tego by ozdobić jakąkolwiek koszulkę, najlepiej wybrać coś gładkiego. 
Projekt w głowie już tkwił a tu niestety zmiana planów. Okazało się że Pepco w tym czasie nie dysponowało niczym podobnym... 
Cóż było robić. Odszukałam konkretny rozmiar z tego co było.
Potrzeba matką wynalazków :)
Poniżej prezentuję te Pepcowe koszulki po tuningu.
Użyłam pierwszy raz farb dających efekt 3D
Sami zobaczcie co wyszło.



lipca 18, 2017

Wakacje nie na Majorce i wakacyjny temat na porcelanie

Wakacje nie na Majorce i wakacyjny temat na porcelanie

W drugą stronę


Kilka lat pod rząd starałam się spędzać wakacje gdzieś na wyjeździe. 
Moda taka. Każdy jedzie to i ja pojadę... ale i okoliczności może bardziej sprzyjające. 
Jestem miłośniczką łapania okazji i podróżowania za rozsądną cenę. 
Upolowanie super wyjazdu zawsze dawało mi podwójne zadowolenie :)

A zaczęło się od szalonego wyjazdu do Francji... z Dorotą.
W niektórych momentach obóz surwiwalowy to pikuś.
To był niezły wyczyn, ale o tym wiemy tylko my ;)

Później to już samo poleciało i zawsze z przygodami.
Może kiedyś będzie okazja o tym napisać.
Można się nieźle zmęczyć takim wypoczywaniem. 
Po powrocie regeneracja jest wręcz niezbędna.

Ten rok od początku jest inny niż lata poprzednie, dlatego te wakacje upływają pod tytułem - DOM
To takie wypoczywanie na własnych warunkach, we własnym ogrodzie, gdzie kwitnie lawenda.
Właściwie to już po lawendzie, bo ją dziś całą ścięłam do suszenia.
Bez pośpiechu... ani się nie obejrzałam, a tu zaraz koniec lipca...
Czeka jeszcze biała porzeczka.
Dorodna.

Majorka musi się bez nas obyć niestety :)


Zatrzymać lato 


Myślę że czas, który tak nieubłaganie płynie, w czasie wakacji powinien płynąć wolniej.
Kto jest za?
Jak zatrzymać te słoneczne chwile?
Zazwyczaj na fotografii... a ja dodatkowo uchwyciłam atmosferę na porcelanie.



lipca 14, 2017

Koniec sezonu na truskawki i tartaletki z... malinami

Koniec sezonu na truskawki i tartaletki z... malinami

Tarta i tartaletki na wielkie wejście


Czasem przychodzi ochota by się pobawić w cukiernika... i błysnąć przed gośćmi.
Macie tak?
Zapraszam Was do wypróbowania mojego przepisu na sukces towarzyski :)
Nie ma mocnych  na kruche ciasto z kremem waniliowym, owocami i galaretką.

Przepis prosty, wykonanie też... może trzeba trochę cierpliwości... ale i na to są sposoby.
Ilość składników wystarcza  na jedną, dużą tartę lub na ok. 12  tartaletek. Co tam macie... może być tortownica.

No to lecimy...

lipca 11, 2017

Bo życie składa się z małych chwil i leśny klimat na porcelanie.

Bo życie składa się z małych chwil i leśny klimat na porcelanie.

Cieszyć się chwilą



Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. Przecież nie każda chwila w życiu jest taka wspaniała.
Za dobrze by było...
Chociaż, czemu nie. 
Wszystko kwestia nastawienia. 
Są tacy, którzy mając wszystko, narzekają bo lubią... tak dla zasady, z przyzwyczajenia.
Inni, mając dobry wiatr i puste kieszenie, cieszą się właśnie tym wiatrem.
Szczęśliwcy, których wszechobecny Matrix nie jest w stanie wchłonąć, bo niewiele im trzeba do szczęścia.


Życie dostarcza nam różnych doznań, tak dla kontrastu. I tak jak po nocy dzień a po burzy słońce, tak po trudnych chwilach nadchodzą te dobre.
Celebrujmy właśnie takie, cieszmy się nimi z całych sił, bo nie wiadomo na jak długo ich wystarczy. Nie mam gotowej recepty na radość i nikogo nie zamierzam tutaj uczyć jak cieszyć się chwilą.
Każdy bierze co zechce. 
Wiem jedno.
Egoistycznie wybieram szczęście :)

Co mi daje radość? 
Chyba wszystko, co dać ją może.
Na pierwszym miejscu radość moich najbliższych, ludzie przyjaźni, rower i wiatr na twarzy, porzeczki na krzaku dorodne, namalowany nowy wzór na filiżance, muzyka... i kiedy czytam, kot, który mruczy przy nodze... 

Z takich chwil składa się życie... z maleńkich, często ledwie dostrzegalnych niuansów... 

Wystarczy czerpać :)



Leśny komplet



Każdy ma własne radości. 
Jedni kochają podróże, innym wystarczy kontakt z naturą i cisza lasu...
Małgosia wpadła na pomysł, by na czterdziestą rocznicę ślubu rodziców, podarować im ich ulubione chwile zatrzymane na porcelanie...

Tak powstał leśny klimat na komplecie porcelany, wzór autorski, stworzony na tą właśnie okoliczność. 


lipca 07, 2017

Być ekspertem i szkło malowane

Być ekspertem i szkło malowane

Testowanie farb do szkła


Niedawno miałam przyjemność brać udział w testowaniu farb do szkła  naszej polskiej firmy Profil która jest producentem różnego rodzaju farb hobbystycznych.

Cały asortyment jaki firma oferuje możecie sprawdzić TUTAJ oraz TUTAJ

Farby które trafiły do mnie to prototyp, który zanim znajdzie się na rynku, musiał zostać solidnie sprawdzony.
To bardzo fachowe, że producent współpracuje z potencjalnym klientem i polega na jego zdaniu. Tym samym miałam okazję stać się ekspertem, po prostu malując tak jak lubię. 
Oczywiście zwróciłam uwagę na każdy szczegół, na konsystencję, łatwość nakładania, czas schnięcia, mieszanie się kolorów a później wykonałam kilka testów trwałości.
W testach oczywiście brało udział więcej osób, zatem ekspertyza poparta kilkoma sprawozdaniami na pewno jest wiarygodna.


Moja opinia :

Test farby do szkła Firmy Profil wypadł mega pozytywnie. Jestem zachwycona łatwością jej nakładania, konsystencją i trwałością. Nasycenie kolorów można uzyskać poprzez nakładanie klejnych warstw. Schną błyskawicznie. Do testów użyłam kilkuletnich, cieniutkich szklanek... kiedyś do piwa, ale po ozdobieniu będą idealne do drinków i soków :)
Farby po wypaleniu stają się nie do zdarcia i pięknie błyszczą.
Osobiście nie polecam mycia w zmywarce rzeczy malowanych ręcznie. 
W tym przypadku jednak jeden przetestowałam.
Zgadnijcie który ? ;)

Z tego miejsca dziękuję Panie Adamie za zaufanie i polecam się w przyszłości :)

Maki na szkle i coś...


Teraz zaprezentuję Wam te moje stare szklanki w nowej odsłonie. 



lipca 04, 2017

Gdzie się szuka weny twórczej i kubek dla wędkarza

Gdzie się szuka weny twórczej i kubek dla wędkarza

Weno... gdzie jesteś ?


Bywają takie chwile, że wszystkie pomysły, jesli ich nie zanotuję, umykają bezpowrotnie. 
Czasem ewoluują, przybierając zupełnie inne kształty i w niczym już nie przypominają tych błyskotliwych, zdawałoby się...
Przybywają najczęściej gromadą i trudno je wyłapać, wtedy mam cichą nadzieję, że zapamiętam choć wątek, później ubiorę w słowa, ozdobię literami, otulę kropeczkami...
Prowadzenie bloga to ogromna przyjemność, ale także odpowiedzialność... co raz zostanie wrzucone do sieci, zostaje w niej na amen.
Jest tyle różnych tematów do omówienia... a tu czasem biała plama, weny brak i co wtedy?

Wtedy... wystarczy przestać myśleć na siłę i nie pozwolić tym myślom rozłazić się na boki :)
Zatrzymać je w jednym miejscu, wyciszyć...
Bez nacisku, bez ,,muszę''
To takie robienie porządków, oczyszczanie, przesiewanie. 

Nagle, jak za sprawą czarodziejskiej różdżki wszytko zaczyna się układać i pasować do siebie... okoliczności, obrazy, muzyka...  
Znów  umiemy zauważyć wokół siebie całe mnóstwo inspiracji i nieograniczonych możliwości.
Wystarczy się rozejrzeć z uwagą.


Dla zapalonego wędkarza 


Co można namalować miłośnikowi wędkowania z poczuciem humoru?
Kiedy miałam ugryźć ten temat, moja wyobraźnia uporczywie podsuwała mi tylko jeden obraz. Był to rysunek, który kiedyś zobaczyłam i zapamiętałam, bo w tekście poruszony został temat plagiatu. Oryginał wykonał fantastyczny rysownik, Pan Sławomir Łuczyński.  
Moja wersja jest bardziej na wesoło, bo taki był zamiar.
Mam nadzieję, że podpisując autora pierwowzoru z którego zaczerpnęłam, nie przekraczam żadnych granic.


czerwca 30, 2017

Coś pysznego czyli... ciasto z owocami, które zawsze się udaje :)

Coś pysznego czyli... ciasto z owocami, które zawsze się udaje :)

Czas na owoce



W tym roku nie ma wielkiego urodzaju w ogrodzie, trochę za mało tego na przetwory...
Czereśnią skutecznie zajęły się szpaki, więc dla nas zostało tylko po kilka garści tych nie opryskiwanych owoców.
Owocują równocześnie maliny, porzeczka, agrest, wiśnie... i trochę rabarbaru.
Na coś pysznego wystarczy :)

Podrzucę Wam dziś świetny przepis, który kiedyś dostałam od Ewy.
Przepis prosty w wykonaniu, niezawodny i do wykorzystania z każdymi owocami.
Nie ma osoby, która sobie nie poradzi z tym ciastem :)

Gorzej z moimi umiejętnościami przedstawiania przepisów... Od tego są fachowcy w blogosferze, Dziewczyny znam osobiście i polecam do nich zaglądać.
Mam tu na myśli Małgosię z bloga DAYLICOOKING i Beatkę z bloga KRUCHE BABECZKI

No dobrze, to zaczynam...


czerwca 27, 2017

Ludzka bezwzględność i nowy członek rodziny...

Ludzka bezwzględność i nowy członek rodziny...

Siedem kocich nieszczęść


Dziś miał być zupełnie inny wpis, ale czasem trzeba działać na gorąco.

Weźmiesz kota? Zobacz, ładny jest... 
...to powiedziała, nie pierwszy z resztą już raz, nasza Agnieszka, trzymając kłębek sierści na rękach.
Kocik dziarskim, choć wystraszonym wzrokiem patrzył na mnie i...
...i wzięłam tych siedem kocich nieszczęść.

Maleństwo zostało znalezione na środku ruchliwej trasy, gdzie prawdopodobnie zostało wyrzucone z jadącego samochodu jak śmieć, bo po co komu maleńka kotka...
Kim trzeba być, by dopuścić się takiego czynu?
Jestem oburzona, że w dobie tak zwanej cywilizacji człowiek z tą cywilizacją ma niewiele wspólnego.
Kiedy zdarzają się takie historie, zaczynam zastanawiać się, dokąd ten świat zmierza...

Kotek zdąrzył odwiedzić weterynarza gdzie został zbadany i zaszczepiony.
Wygląda mizernie... chudzinka taka rozczochrana. Na oko 3 miesiące i niech tak zostanie.
Pięknie korzysta z kuwety, jeść też potrafi kulturalnie, choć widać że nie jadał często...
Najbardziej obawiam się czy zostanie zaakceptowana przez naszą Fionę - Lucynę, która też została przygarnięta dwa lata temu, jako siedmioletni kot, już niewygodny dla właścicieli.


Chciałam czarnego kocurka...


Wzięcie do domu kolejnego kota odkładałam ze względu na obecną kotkę. Kiedyś przeżyliśmy taką sytuację, gdzie stara kotka nie zaakceptowała nowego członka rodziny i wyprowadziła się na parter... tego samego domu oczywiście.
Wszystkie moje koty były wyjątkowe, ale z największą nostalgią będę wspominać Bazyla i Lucusia

Miał być czarny kocurek na cześć jednego z poprzednich, a jest kolorowa koteczka, jeszcze bezimienna...
Dam znać jak imię sie objawi, obiecuję.


czerwca 23, 2017

Wszystko wina kota, kubek dla autorki i pierwsza recenzja fajnej książki

Wszystko wina kota, kubek dla autorki i pierwsza recenzja fajnej książki

Namaluj mi kota


Basię znam od lat, poznałyśmy się w szkole, działając razem w radzie rodziców.
Dzieci jednak kiedyś dorastają...
Ścieżki rzadziej się krzyżują...
Ponownie wpadłyśmy na siebie, kiedy okazało się, że obie pasjonujemy się rękodziełem.

Namaluj mi kota na kubku, poprosiła mnie Basia i podesłała dwie fotki.
Na jednej był rudy kot, a na drugiej okładka książki z kotem, też rudym...
Kubek miał być prezentem dla jej ulubionej autorki z okazji promocji nowej książki.
Kurczę, ale wyróżnienie, pomyślałam... wyróżnienie dla mnie oczywiście :)

I tak powstał kubek zatytułowany ,,Wariacja na temat książki"


Wszystko wina kota!


Taki tytuł nosi najnowsza książka Agnieszki Lingas - Łoniewskiej.
Po książkę sięgnęłam z dwóch powodów... po pierwsze, przecież malowałam kubek dla samej autorki (wielka rzecz) po drugie, sama jestem miłośniczką wszelkich kotów, a to już naprawdę wyjaśnia wszystko :) 

Teraz o samej książce.

Tematem książki jest oczywiście miłość, najwdzięczniejszy z tematów :)
Ale zanim ludzie zorientują się, że właśnie im się to przytrafia i że są stworzeni dla siebie, czasem muszą odrobić kilka lekcji.
Główna bohaterka książki Lidka jest pisarką. Pisze jednak pod pseudonimem jako Róża Mak.
Lidka posiada trzy oddane przyjaciółki, Anetę, Tatianę i Karolinę, gdzie ta ostatnia to jej agentka, zajmująca się wszystkimi sprawami naszej bohaterki - autorki.

W książce są też faceci, a jakże i wszyscy bardzo istotni, więc o każdym dowiemy się w kolejnych rozdziałach. 
Poznamy sąsiada Lidki - Jeremiego, skrycie nazywanego surferem, Ariela informatyka, męża Anety - Michała, Jacka - przystojnego przedsiębiorcę. Jest też Sławek, nazywany Mistralem, z którym ma syna Kasjana. Istotną postacią będzie tajemniczy Jack Sparrow... i na końcu tytułowy kot Lidki - James.

Akcja powieści toczy się we Wrocławiu. Dzięki różnym perypetiom, możemy poznać kilka zakątków tego miasta. Wybierzemy się też w inne ciekawe miejsce... o którym Wam nie powiem, doczytacie sami :)
Będziecie mieli okazję zaznajomić się z gustami muzycznymi niektórych bohaterów, może warto będzie samemu posłuchać... 

Podsumowując.

Powieść romantyczno - komediowa, gdzie autorka w niesamowity sposób ukazuje siłę przyjaźni, narodziny miłości oraz wszystkie uczucia, emocje i rozterki z jakimi zmaga się na codzień większość kobiet. 
W tej książce każda czytelniczka odnajdzie kawałek samej siebie...

Osobiście polecam na weekend, nie ma mowy o nudzie :)

Więcej o samej autorce znajdziecie TUTAJ.


czerwca 21, 2017

O przyjaźni... i porcelanowa filiżanka w prezencie

O przyjaźni... i porcelanowa filiżanka w prezencie

Ludzie, którzy znaczą więcej niż trochę...



O przyjaźni napisano już wiele i jestem pewna, że ilu ludzi, tyle definicji... 
Niektórzy twierdzą, że jeśli przyjaźń, to na zawsze, a inni, że przyjaciół można mieć wielu i każdy jest prawdziwy.
Mamy wolną wolę i tak naprawdę prawo do określania relacji w sposób subiektywny.
No bo kim jest przyjaciel?
Zazwyczaj to osoba do zadań specjalnych... cierpliwa i niecierpliwa, łagodna i ostra, stuknięta i zrównoważona... ale zawsze uważna i nie po to, by oceniać, ale po to, by zwyczajnie być..  by w chwilach trudnych wbrew wszystkiemu przytaknąć, że jeszcze będzie dobrze, a w chwilach dzikiej radości dzielić takową.

Na różnych etapach życia, na wielu jego płaszczyznach zawiązują się przeróżne relacje
Patrząc z perspektywy lat, zawsze potrzebowałam ludzi do szczęścia.
Mój Pan Mąż określał mnie mianem ,,stadna''
Do dziś ich lubię, ale już na własnych warunkach...
Stałam się bardziej wymagająca, ostrożna i mam nadzieję bardziej uważna, traktuję ich z wzajemnością, cokolwiek to może oznaczać.
Przecież to naturalne, że chcemy być akceptowani mimo naszych różnych dziwactw, rozumiani, a nie oceniani... potrzebni dla nas samych, a niekoniecznie tolerowani dla naszej przydatności na przyszłość...

Jeśli już przytrafi nam się przyjaźń, to mamy szczęście, bez niej jesteśmy przecież niepełni. 
I nie jest istotne jak długo trwa, ważne że przyszła i została :)
O przyjaźni pisałam już kiedyś tutaj...


Z potrzeby serca


Nie przypadkowo pisałam dziś o przyjaźni. 
Temat ten pojawił się wraz z urodzinową filiżanką, malowaną dla Grażynki,
Prezent z potrzeby serca od szczerej przyjaciółki, która nie mogła wręczyć go osobiście.
Tutaj zacytuję tekst znaleziony w czeluściach internetu :

,,Przyjaźń nie zna słowa granice. Przyjaźń jest bezgraniczną wymianą myśli"


czerwca 15, 2017

Metamorfoza mojego miejsca, sens rozwoju i sens tworzenia

Metamorfoza mojego miejsca, sens rozwoju i sens tworzenia

Dojrzewasz jako bloger...


Do blogowania zbierałam się długo, jak to ja... Pielęgnowałam fanpage na facoebooku, odkładając uczenie się nowego na bliżej nieokreślony czas.
Kiedy stworzyłam pierwszą wersję swojego miejsca tutaj, byłam zachwycona... przede wszystkim tym, że sobie poradziłam z uruchomieniem różnych gadżetów. No zero pokory :) 
O naiwności... Dobre to to nie było, dziś już to wiem.
Później przyszedł czas na pierwsze posty. To szło całkiem gładko, głowa pełna myśli, tematów, powodów.
Przy pomocy zaprzyjaźnionych osób urządzałam się tutaj, szukając samej siebie.
Były kryzysy, szukanie możliwości by uniknąć wymówek... doszedł brak weny... przecież lepiej pisać rzadziej ale o czymś istotnym, niż produkować post za postem, bez większej wartości.
Zdecydowałam, że nadszedł czas na metamorfozę.

Dojrzewasz jako bloger... łagodnie stwierdziła Małgosia z DAYLICOOKING
Długo o tym myślałam. Pewnie wie co mówi, sama przecież stworzyła wspaniałe miejsce w blogosferze,a przy tym jest niezastąpiona w motywowaniu.
Zerknijcie kiedyś do niej, zobaczcie co ta dziewczyna wyrabia w kuchni i jak pięknie później fotografuje te swoje pyszności.

Metamorfoza bloga stała sę faktem. Dziś diametralnie został przebudowany. Skorzystałam z szablonu Claire - Premium stworzonego przez Karolinę z bloga Pasje Karoliny
Z tego miejsca dziękuję Ci bardzo Karolina :)

Właśnie dzięki takim osobom, krok po kroku, odnajduję sens inwestowania we własny rozwój na tej płaszczyźnie.


Sens tworzenia


Jakiś czas temu moja znajoma poprosiła mnie, bym dla jej dzieci i wnuków, z okazji Dnia Dziecka namalowała po filiżance z serii tych moich sielskich, wiejskich klimatów.
Chciała zrobić swoim najukochańszym najbliższym, wyjątkowy prezent.
Zaskoczyła mnie ogromnie, że na tak ważny prezent wybrała moje malowanie...  

Wczoraj, czytając wiadomość od niej, długo czułam wzruszenie...
Cytuję: 

,,Dziękuję Pani z głębi serca, że dzięki Pani dłoniom mogłam zrobić dzieciom i wnukom taki prezent... "

Właśnie takie chwile nadają  sens temu, co tworzę sobie cichutko.


czerwca 07, 2017

O drodze, celu i ślubne filiżanki

O drodze, celu i ślubne filiżanki

Marzenia



         ,, Nikt nie jest za stary na marzenia. Tak jak marzenia nigdy się nie starzeją''


                                                                                                         Lucy Maud Montgomery 



Czy w dzisiejszych czasach można pozwolić sobie na posiadanie marzeń?
Jeśli można, to co z ich realizacją?
Oczywiście nie mam na myśli tych rodem z bajki...  chociaż po namyśle, czemu nie ;) 
Dziś jednak  piszę tu o tych realnych, całkiem zwyczajnych.
Pamiętam jak bardzo marzyło mi się dotknięcie płótna pędzlem zamoczonym w farbie.
Zawsze jak ćma do światła, z zachwytem lgnęłam wszędzie tam, gdzie mogłam zobaczyć jak coś się tworzy...
Pewnie już wtedy rodziła się we mnie pasja  (coś o pasji tutaj)
Dziś to marzenie w pewien sposób spełniam, co prawda wiele lat minęło (przecież miałam o wiele ważniejsze sprawy) ale jednak... 
Do teraz, będąc w miejscach, gdzie bywają tłumy turystów, na przykład na Krupówkach w Zakopanem lub na Promenadzie w mojej ukochanej Ustce, nie umiem przejść obojętnie obok artysty, zawsze się zatrzymuję i patrzę... wtedy rozmowa sama się toczy a ja oglądam  te niepowtarzalne dzieła.
Tak poznałam Panią Alinę.
Jeśli będziecie mieli okazję być latem nad Bałtykiem, na usteckiej Promenadzie znajdziecie cudowne prace Pani Aliny.
Malowane temperą na tkaninie bajkowe obrazy skradły kedyś moje serce, a że tęsknię już za Ustką i wszystkim co z nią związane, to opowiadam przy okazji o osobie, która jest jej letnią wizytówką :)
Z tego miejsca pozdrawiam Pani Alino.

No dobrze, miało być o tych marzeniach...
Okazuje się, że zanim dotarłam do miejsca w którym jestem teraz, po drodze wiele się wydarzyło. Przede wszystkim spotykałam ludzi, dzięki którym nauczyłam się tyle... Jedni uczyli tego co piękne i dobre, inni ostrożnści, jeszcze inni gościli przez chwilę i szli dalej...
Droga, którą idę wciąż do przodu, to nic innego jak ciągły rozwój, realizowanie zadań, podejmowanie wyzwań, satysfakcja z małych rzeczy...
Sama radość jaką niesie ta wędrówka okazuje się być ważnejsza od tego, dokąd zmierzam...
Nie na darmo ktoś kiedyś gdześ powiedział... że to droga jest celem a nie sam cel.
I czuję, że coś w tym jest.



W drogę


Jak już tak sobie dziś piszę o tych marzeniach, o drodze i celu, to jest okazja by pokazać ślubne zestawy dla nowożeńców, jakie powstały niedawno.
Oni też wyruszają w drogę... mam nadzieję, że pijąc razem kawę z takich filiżanek, będą mieli możliwość zatrzymać się i zauważyć jak magiczną chwilę mogą celebrować. 



czerwca 01, 2017

Dzień Dziecka i porcelana dla najmłodszych

Dzień Dziecka i porcelana dla najmłodszych

Nigdy nie byłam nadgorliwą matką



To będzie wpis, za który pewnie dostanę po uszach, bo oficjalnie moje dzieci nie lubią upubliczniania, chyba że sami zdecydują się na uchylenie rąbka tajemnicy.
W tym przypadku ,,rąbek'' należy do mnie, więc daję sobie prawo zrobić po mojemu.
Nigdy nie byłam nadgorliwą matką.
Ktoś po przeczytaniu tego nagłówka może pobłądzić, więc będę w skrócie prostować...
Nikt nas nie uczy wychowywania dzieci... o samej pielęgnacji możemy poczytać w książkach lub skorzystać z porad doświadczonych. Wszystko co robimy, robimy intuicyjnie, z serca, często zapomiając o głowie :) Ot, taka słabość bezwarunkowa, która często pozwala przymknąć oko. 
Nikt też nie lubi dobrych rad, rad jak powinien wychowywać te swoje cuda...
Biorąc się za ten post, miałam w głowie cały sens. Teoretycznie to było do przeskoczenia, ale jak zawrzeć całe życie w kilku zdaniach?

Dwoje. Córka i syn. Oboje diametralnie różni, choć wychowani pod jednym dachem.
Tak szybko mi umknął ten czas.
Jeszcze ,,wczoraj''  jako maluchy wierzyli we wszystko, co im mówiłam.
Dziś żartobliwie wypominają mi zakupy dla ,,takiej pani'' która nigdy nie przyszła :)
Jeszcze ,,wczoraj'' czytaliśmy razem Brzechwę, a dziś to Oni podrzucają ciekawe propozycje.
Jeszcze ,,wczoraj'' dyskutowaliśmy po nocach na wszystkie tematy...
...i na szczęście, do dziś jesteśmy w stanie dyskutować dalej :)

Czasem nie było łatwo. Czasem z bólem serca patrzyłam jak zmagają się ze swoimi sprawami, jak uczą się podejmować decyzje, brać odpowiedzialność, wyciągać wnioski...
Nie przeszkadzałam im w tym.
Nie zabraniałam wszystkiego, wręcz odwrotnie... pozwalałam.
Wszystko czego doświadczyli na własnej skórze, kształtowało ich charaktery.
To nie są idealni ludzie, bo takich nie ma.
Ale są to ludzie, na których ktoś, kiedyś będzie mógł liczyć, bo mają wspaniałe wnętrza.

Dlaczego nie byłam nadgorliwą matką?
Bo im nie prasowałam od chwili, kiedy nauczyli się obsługiwać żelazko, bo kiedy zaspali do szkoły, nie za każdym razem odwoziłam pod drzwi główne... bo mi się nie chciało robić pierogów ruskich, bo nie odrabiałam za nich pracy domowej... i nie napisałam prezentacji :)

Dziś patrząc na swoje dzieci myślę sobie... cholera, kawał dobrej roboty tutaj wykonaliśmy.
Piszę o tym z wielką miłością i wzruszeniem i mam nadzieję, że poniosą to dalej, we własne życie.


                                 Wszystkiego najlepszego w dniu Waszego święta :)



Dla najmłodszych


Dziś się rozpisałam nieco, ale to i tak wszystko w skrócie...
Gdybym zechciała opowiadać o wszystkich zajęciach sportowych mojej córki, włącznie z unihokejem, o koronie i lornetce albo o zajawkach gitarowych syna, o le parkour, karate i jak tańczył breakdance, o zlotach motocyklowych i patyczakach w domu... i w tym miejscu naprawdę kończę :)

Teraz trochę porcelanki nareszcie. Porcelanka malowana dla różnych znajomych dzieciaczków.
Dla Szymonka, Nikoli, Michaśki, Kacperka, Michałka, Julki... 
Kolejność przypadkowa :)
Ostrzegam też, że prace powstawały w różnym czasie i mogą nie być doskonałe :)


maja 30, 2017

Co daje blogowanie i filiżanki z siedzibą IMP dla Prezesa

Co daje blogowanie i filiżanki z siedzibą IMP dla Prezesa

Ludzie



Zaczynając przygodę z blogowaniem nie przypuszczałam, że na równi z pasją malowania postawię radość poznawania wspaniałych ludzi, których mam okazję spotykać w blogosferze.
Każdy napotkany człowiek to nowa opowieść, nowe doświadczenia, kolejne lekcje...
Doceniam daną mi możliwość czerpania wiedzy różnej i nie znam na to lepszego sposobu.
Do tego wróciła mi też radość z samego pisania, zapisywania myśli, spostrzeżeń, dzielenie się tym z chętnymi czytelnikami. Jednym będzie się podobać, inni przejdą obojętnie, a jeszcze inni postukają się w czoło... 
Ważne, żeby było prawdziwie i z serca.
Co jakiś czas postaram się opowiedzieć o kimś ciekawym, bo ilu ludzi tyle historii, a im dalej w las, tym przecież więcej drzew :)




Na pamiątkę rocznicy


Zaprzyjaźniony Prezes wymyślił, że na 90 - tą rocznicę istnienia Instytutu Mechanki Precyzyjnej w Warszawie świetną pamiątką będą filiżanki z...
No właśnie, najpierw się zgodziłam a poźniej przeraziłam, kiedy zobaczyłam co mam malować.
Wam też pokażę...











maja 23, 2017

Zaczarowany ogród w obiektywie i na porcelanie

Zaczarowany ogród w obiektywie i na porcelanie

Paleta barw




Zapomniałam że mam taki ogród.
Ktoś pomyśli... no stuknięta kobieta, i pewnie będzie miał rację :) Sama wątpię często w to, czy moja normalność mieści się w normie, a jeśli już, to jaka jest tolerancja i kto te normy ustalał ;) 
Po namyśle stwierdzam jednak, że taki stan coraz bardziej mi się podoba. 
Wciąż od nowa uczę się oglądać świat, i za każdym razem dziwię się, że jest taki piękny.
Dziś pogoda współpracowała z obiektywem... 
Zapraszam Was do siebie po garść kolorów, po kilka stokrotek i po odrobinę magii jaką można dostrzec w naturze.
Nadwornym opiekunem ogrodu jest mój osobisty Pan mąż. To właśnie jego zasługa, że ogród wybucha całą paletą barw w odpowiednim momencie. 
Rododendrony i azalie odwdzięczyły się w tym roku.
Ja się czasem dorzucam z drobnymi wskazówkami... które niespecjalnie cieszą ogrodnika, za co później mi się dostaje, bo on udziela mi wskazówek, kiedy taki ogród przenoszę na porcelanę :) 


Nie tylko w obiektywie 



Zaczarowany ogród można uwiecznić za pomocą obiektywu jak i za pomocą pędzla. Kwiaty to wdzięczny temat, węc często goszczą na filiżankach i kubkach.
Dziś trochę jednego i drugiego.
Dodam tylko, że większość zdjęć zrobiłam w ogrodzie, węc wszystko się zgadza :)


maja 17, 2017

Błoga cisza, dmuchawce, latawce i odgrzebane kubki

Błoga cisza, dmuchawce, latawce i odgrzebane kubki

Usłyszeć ciszę



Słyszeliście ją kiedyś? 
Taką prawdziwą, przyjazną, relaksującą...
Cisza ma wiele tonacji, różne kolory i zapachy. Nie lubi zgiełku, pędu i bylejakości. Potrafi się schować i czasem długo nie można jej odnaleźć.
Żeby jednak można było ją spotkać, dobrze jest wyjść jej naprzeciw... 
Ot tak po prostu...
Wyłączyć świat zewnętrzny, otworzyć szeroko okna, wygodnie usiąść i poddać się chwili.
Wspaniałe uczucie. Być obserwatorem własnych myśli, na swoich tylko warunkach, bez jakiegokolwiek przymusu, wysiłku... 
Z radością dostrzegać drobne rzeczy, na przykład cudowne kule dmuchawców w nieskoszonej przez nikogo trawie, na opuszczonej działce... 
Wracałam ze spaceru i taka mnie odnalazła dziś myśl.


Dmuchawce... 


...malowane  już dawno, ale dziś właśnie przypomniałam sobie o nich. 
Żeby nie było jednak nudno, pokażę też odgrzebane z zakamarków kwiatowe kubki, odpowiednie na obecne okoliczności przyrody.

Może nie ma się czym chwalić... ale to kawałek mojej hstorii :)



















                                                    Dziękuję że dotarliście do tego miejsca :)

                                                                            Kasia