Pokazywanie postów oznaczonych etykietą talerzyk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą talerzyk. Pokaż wszystkie posty

sierpnia 16, 2018

Z wizytą w Jakubowie... czyli śladami Małgosi z książki PUCH NIEMARNY B. Pajdosz

Z wizytą w Jakubowie... czyli śladami Małgosi z książki PUCH NIEMARNY B. Pajdosz

Pomysł który się zrealizował


Jeszcze w maju napisała do mnie Zuzanna - Promotorka czytelnictwa z propozycją włączenia się do akcji promocyjnej pewnej książki, zupełnie nie znanej mi autorki.
Nie ukrywam, że byłam zaskoczona, ale oczywiście wizja wzięcia udziału w przedsięwzięciu zainteresowała mnie. Świadomość, że moja opinia może wspomóc promocję, była przyjemna.
Do tego w perspektywie szykowała się wyprawa śladami Małgosi, głównej bohaterki powieści, biesiada literacka z autorką i degustacja win w prawdziwej winnicy...
Dla przypomnienia lub zachęty, recenzja książki TUTAJ Może ktoś zechce sięgnąć po tę pozycję.

Potraktowałam to wszystko jako jedną, wielką przygodę, miałam bowiem jeszcze jeden cel...
Nigdy nie byłam w okolicach Jakubowa. Wyjasnię, że Jakubów leży trójącie bermudzkim - Polkowice, Legnica, Głogów, bo tak sobie roboczo nazwałam nowe tereny do zdobycia.
Nie miałam też okazji pokonać tak długiej i nieznanej trasy w pojedynkę...  
Nie trzeba było mnie namawiać ani chwili, w niespokojnej duszy natychmiast odezwał się gen odpowiadający za włóczęgostwo :)



Nadszedł dzień wyprawy


Spokojna, opanowana i głodna zwycięstwa nad samą sobą pojechałam w siną dal...
Z jednego końca Polski na drugi bez mała.
GPS wskazywał 590 km do pokonania... autostradą, i drogami przeróżnymi... ponad 6 godzin w innym kierunku niż zazwyczaj, bo zazwyczaj to ja sobie spokojnie pykam 370 km do mamusi i żaden to wyczyn, kiedy trasę znam na pamięć, z zamkniętymi oczami, podrzędnymi drogami... bo autostrady z okolic Rzeszowa w okolce Łodzi to jeszcze nikt nie wyczarował.
Po tych 6  ponad godzinach byłam na miejscu.
Miałam mieszane uczucia w związku z rzekomym wyczynem mym... no żaden to wyczyn, z GPS-em naprawdę za rączkę i do celu :) Jezuuu, jak ja kocham internet i tego typu wynalzaki :)


W Jakubowie u Małgosi i Bożeny


Jakubów 14
Malwy rosnące przy bramie, psy cieszące się na widok człowieka i zabytkowy dom z duszą...
Na progu zwyczajna dziewczyna o włosach w kolorze pszenicy.
Małgosia? Bożena?
Jak kto woli...
Osobowości przenikają się, bo książka pisana z serca, na podstwie życia nie może kryć niczego innego.
Wraz ze mną na miejscu byli Michał i Paula, świetni młodzi ludzie, miłośnicy polskiego wina.
Upał jak licho. 
Na powitanie pyszny obiad w piwniczce z winami... i winko z rodzimej winnicy.
Jedliście kiedyś rosół z razowymi kluskami lub naleśniki z ogórecznikiem?
Mam nadzieję, że w przyszłości pojawi się gdzieś kilka przepisów z Jakubowa :)
Niesamowte smaki.
Po obiedzie wyruszyliśmy na spacer śladami Małgosi...
Był park z ruinami neogotyckiego pałacu, który niszczeje niestety, jak wiele innych takich perełek. Nasza gospodyni bardzo chętnie zajęłaby się tym miejscem... wszystko kwestia zdobycia finansów, tutaj ukłon w kierunu Fortuny ;)
Później kościół pod wezwaniem św. Jakuba, patrona Jakubowa, stąd także nazwa wioski. Ciekawostką jest też polska część szlaku św. Jakuba która łączy się ze szlakiem do Sanitiago de Compostela. Za kościołem odnajdziemy park i ponoć uzdrawiające źródełko św. Jakuba.

I tak sobie wędrując rezerwatem zwanym Buczyną Jakubowską, dotarliśmy do przepięknej bramy winnicy...
Na miejscu urzekające zbocze wraz z winoroślami najlepszych odmian, o których przeczytacie w książce i o których pisałam w recenzji TUTAJ 
Na miejscu dołączył do nas Michał, syn Bożeny, który zajmuje się winnicą.
Autorka poczęstowała nas ogromną dawką wiedzy na temat uprwy, pielęgnacji i zbiorach... Michał dopowiedział resztę...

Po powrocie z wycieczki odpoczynek przed biesiadą i degustacją, w stylowych, klimatycznych pokoikach dla gości... 

Degustacja i biesiada


Wszystko zaczeło się w pomieszczeniu, gdzie lądują owoce zaraz po zbiorze...
Tym razem towarzyszył nam Michał.
To on jest głównym sprawcą sukcesu Winnicy Jakubów. Zerknijcie przy okazji TUTAJ 
Skromny, błyskotliwy i cierpliwy, z miłością i błyskiem w oczach opowiada o winie... o swoich pomysłach i innowacjach.
Pasjonat o melodyjnym głosie, mówiąc  działa na wyobraźnię, uczy smakować, rozpoznawać, cieszyć się chwilą...
To było jak olśnienie. 
Dla mnie, która lubi dobre wino, i która od tej pory nareszcie będzie wiedziała czym jest to dobre wino...
Cudze chwalicie swego nie znacie.
Nie umiem powiedzieć ile gatunków wina miałam okazję skosztować.
Jedno było lepsze od drugiego...
Dopiero czekają na zabutelkowanie, więc jestem jedną z niewielu, które miały przyjemność poznać te smaki.
Później wspaniała kolacja w piwniczce...
Smaki Dolnego Śląska zdobywane w zaprzyjaźninych godpodarstwach, własnoręcznie upieczony chleb, niesamowite sery do wina, pasztety, kiszonki i cudne ziołowe masło... raj dla podniebienia i dla ucha, bo rozmowom nie było końca.
O powstawaniu książki, o jej kontynuacji, o winie, planach na przyszłość, marzeniach realnych... o przeszłości będącej mechanizmem spustowym weny pisarskiej, o nadziei na przyszłość...
To był niesamowity dzień, pełen wrażeń.
Młodsi zostali, mnie pokonało zmęczenie.
Na drugi dzień czekała mnie kolejna podróż, tym razem z przystankiem w rodzinnych stronch.
Sen w Jakubowie jest zdrowy jak powietrze.
Cisza wszechobecna, spokój i dobra aura tego miejsca pozwalają wypocząć.

Późnym rankiem... albo nie tak, wczesnym przedpołudniem kawa w kuchni pomogła mi się wybudzić. Miałyśmy okazję jeszcze swobodnie porozmawiać... obie z autorką jesteśmy rownolatkami, więc tym bardziej rozmawiać było o czym.
Bożena Pajdosz to wspaniała, otwarta i świadoma kobieta, która sporo przerobiła w życiu. Nie mniej jednak kobieta silna, która trudny czas przekuła w dobry...
Po przepysznym i bardzo późnym śniadaniu nadszedł czas by się pożegnać.
Miałam długą drogę powrotną ale czułam, że warto było doświadczyć tego wszystkiego.
Poznać książkę i wino od kuchni - bezcenne.
Kochani.
Jeśli macie ochotę przeżyć coś takiego jak ja i spędzić jakiś czas w Jakubowie, domostwo stoi dla Was otworem i oferuje to wszystko, co i ja dostałam, za co bardzo dziękuję :)
Mam nadzieję, że skromny upominek który przywiozłam pozwoli zatrzymać w pamięci ten wspólny czas.
Bożenko, z tego miejsca jeszcze raz dziękuję za tak serdeczne przyjęcie w Waszym domu, za książkę, za lekcje winiarstwa, biesiadę i rozmowę :)

A teraz zdjęcia... duuużo zdjęć...



27 komentarzy:

października 21, 2017

Moje miejsce mocy zawsze działa i porcelana energy, żeby było na temat

Moje miejsce mocy zawsze działa i porcelana energy, żeby było na temat

I znowu zwiałam po energię



Kolejny wpis o morzu... 
Już Wam kiedyś pisałam, że co jakiś czas odzywa się we mnie wewnętrzny głos, który wzywa mnie na wybrzeże. I żeby się waliło i paliło, to muszę, genów nie oszukam ;) 
Lubię tu bywać o różnych porach roku i nawet pogoda wtedy nie ma znaczenia.
Często zastanawiam się, dlaczego właśnie nad morzem czuję to, co czuję... dlaczego widok tego bezmiaru pozwala zaczerpnąć ten wyjątkowo głęboki jak nigdzie oddech...
Jest kilka miejsc na ziemi które kocham, a Ustka to właśnie jedno z tych moich miejsc mocy.
Przybywam, zaczerpnę i na trochę wystarczy... 
...dopóki głos nie zacznie szeptać, że już czas.



Energetyczna kocia porcelana


A więc tak...
O mocy było, energii także, koty po  Kocikowej Dolinie przewijać się muszą...
W takim razie dziś zestaw dla dwójki kotomaniaków... i to nie byle jaki, bo trzyczęściowy :)










                                                       Niech moc będzie z Wami  :)
  
17 komentarzy:

września 09, 2017

Pesel bez znaczenia, kąpiel słoneczna i pastelowe astry na porcelanie

Pesel bez znaczenia, kąpiel słoneczna i pastelowe astry na porcelanie

Młodość to nie data urodzenia


Piękna sobota dobiegła końca. 
Dziś aura okazała się wspaniałomyślna. Powietrze pachnie końcówką lata... 
Lubię wrzesień. Bardzo lubię, a teraz właśnie myślę za co...
...za jabłka w sadach, za nienachalne słońce, za wrzosy, grzyby, za kolory i za wiele innych drobiazgów, które teraz nie przychodzą mi do głowy. 
Lubię, bo to w końcu miesiąc moich urodzin, a to już naprawdę dobry powód do lubienia :)
No dobrze, ale co ja tu dziś chciałam napisać?
Już wiem. Coś o peselu. I to nie swoim.
Dzisiejsza sobota sprzyjała wycieczkom rowerowym. 
Odwiedziłam ścieżki, które czekały na mnie może nawet trzydzieści lat, kto by to pamiętał. 
Zapach sosen przyprawiał o zawrót głowy, a wrześniowe promienie zostawiły ślad na odkrytych ramionach.
Kąpiel słoneczna i jazda rowerem na tyle mnie osłabiła, że reszta soboty to był już tylko błogi wypoczynek.
Za to moja mama... po całym dniu na nogach, gotowaniu, serwowaniu obiadu i nie wiem co tam jeszcze... wystroiła się pięknie i pojechała ze swoim Stefanem na tańce.
Wiecie co?
Patrzę na nią od dłuższego czasu z ogromną radością i podziwem. 
Patrzę jak chwyta dzień, jak korzysta z życia, bo ma z kim to wszystko dzielić i myślę sobie, że młodość nie ma kompletnie związku z datą urodzenia... wystarczy, że obok jest odpowiednia osoba, która jest młoda w tym samym kierunku :)


Astry w pastelach


Skoro o słońcu, o radości i jesieni, to dziś też coś radosnego. 
Pokażę Wam delikatny komplet w kwiaty, które u mnie są astrami i umówmy się, że one tak właśnie wyglądają ;)
Astry te doczekały się kilku wersji kolorystycznych, i zamieszkały na porcelanie o różnych kształtach.
Sami ocenicie gdzie podobają się Wam najbardziej :)


20 komentarzy:

marca 13, 2017

Szukanie możliwości a nie wymówek i limonkowy serwis z porcelany

Szukanie możliwości a nie wymówek i limonkowy serwis z porcelany

Motywacji ciąg dalszy


Nadszedł czas, kiedy stanowczo zarządałam swojego miejsca do pracy... bo co jak co, ale takie mieć nareszcie chcę. Wszystko pięknie, wszystko ładnie, ale gdzieś to pięknie, ładnie podziać się musi...
Żeby to było takie proste, jak stworzenie ,,Trzeciego pokoju " u Justynki, to już dawno bym go miała.
Tak więc... możliwości są dwie...
Ta pierwsza odpada i zostaje piwnica :)
Projekt w głowie zaistniał niemalże natychmiast po przemowie motywacyjnej mojej wspaniałej koleżanki, dodam też że blogerki kulinarnej Małgorzaty 😘
Ta dziewczyna zawsze wie gdzie jest ENTER  ;)
Wczoraj projekt został równocześnie przedstawiony głównemu wykonawcy...


Limonkowy zawrót głowy


Idąc wciąż tropem motywacji, czyli poszukiwaniem możliwości a nie wymówek... pokażę Wam energetyczny komplet w limonkowym kolorze. 
Niektórzy go znają, a reszcie przypomnę...
Wzór autorski, specjalnie malowany na prezent dla przyjaciółki do jej nowego domu, jako dopełnienie cudnej, limonkowej kuchni.














15 komentarzy:

marca 10, 2017

Przegonić samą siebie, kopiować samą siebie i wiejskie chaty na porcelanie

Przegonić samą siebie, kopiować samą siebie i wiejskie chaty na porcelanie

Myślałam, że nas zasypiesz postami na blogu


Właśnie to dziś usłyszałam od Karoli...
Ale jak to? Chcecie więcej?
Nawiązując do poprzedniego wpisu, na temat równoległej rzeczywistości...  w myślach robię wszystkiego dużo i prawie wszystko perfekcyjnie... to o co tutaj może chodzić?
Uśmiecham się :)
Wygląda jednak na to, że działalność trzeba będzie stanowczo rozszerzyć... do ,,Tu i Teraz''  :)
Nie ma wyjścia, trzeba samą siebie przegonić.
Skoro mówi że mało, to pewnie coś w tym jest...


Kopiować siebie i pierwsze maleństwo


Uwielbiam wyzwania, lubię tworzyć nowe rzeczy. Zazwyczaj zanim zabiorę się do pracy, szukam weny, inspiracji i dogodnej chwili...
Najbardziej odczuwa to mój osobisty Pan mąż ;)
Jednak kiedy już zacznę, godziny mijają niepostrzeżenie. 
Tak było z kompletem dla Zbyszka...
Miała być chata na filiżance, do tego spodek i koniecznie talerzyk na ciacho... Takie było życzenie :)
Nie było łatwo.
Ale...
Jeszcze trudniej jest kopiować samą siebie. Coś takiego zafundowała mi Beata... wrażliwa, piękna i wyjątkowa dziewczyna... 
No bo jak malować, by zrobić to wyjątkowo, by zrobić tak samo a równocześnie zupełnie inaczej?
Jak namalować kopię by nie kopiować? By pomiędzy liście drzew a chatę i studnię wpleść nieco siebie i dodać trochę klimatu adresatki?
Sami oceńcie...
Ale żeby nie było, że nie ma nic nowego... dziś wisienka na torcie... moje pierwsze maleństwo :)


                                                                   Filiżanka Beaty








     

                                                                   Komplet Zbyszka




  
                                                   
                                                        Naparstek, pierwsze maleństwo...






                                                     

















5 komentarzy:

marca 06, 2017

W oczekiwaniu na wiosnę, równoległa rzeczywistość i pachnący groszek na serwisie

W oczekiwaniu na wiosnę, równoległa rzeczywistość i pachnący groszek na serwisie

Po weekendzie...



Trzy wolne dni w domu, w tym weekend... nooo... to jest coś, co nie często mi się zdarza. Zazwyczaj planuję wtedy jakiś wyjazd... żeby mieć pseudo poczucie wolności, żeby poczuć, że ten wolny czas naprawdę się zdarzył. 
Tym razem zaplanowałam pomieszkać w domu i zrobić całą masę rzeczy.


Równoległa rzeczywistość 


W mojej głowie rodziły się różne pomysły... już widziałam ich efekty i że to wszystko w zaplanowanym tempie... i uśmiechałam się do siebie, bo tyle sobie naobiecywałam...
Trzy dni... Wiecie ile to jest trzy dni?

Okazało się, że to wcale nie tak wiele...

Z tych wszystkch planów zrealizowałam tylko kino, które zupełnie nie było w planach ;)
Cała Kaśka... 
Za to poczułam powiew wiosny... ludzie, życie wraca... 

Okazało się też, że nie tylko ja żyję w dwóch rzeczywistościach,  o tym samym zjawisku opowiedziała mi Dorota...rzeczowo i na spokojnie.
Wychodzi na to, że obie prowadzimy podwójne życie :)
Macie podobnie?

Pachnący groszek z Kocikowej Doliny


Tak bardzo zatęskniłam za zielenią trawy i kolorami, że chętnie przypomnę serwis, na którym znajdziecie to wszystko...
Malowany dla kogoś wyjątkowego w podziękowaniu za wspaniały czas...
Na tej porcelanie zapisane są wszystkie momenty razem spędzone, wszystkie imiona, uśmiechy, wszystkie pytania i odpowiedzi...


















   



9 komentarzy:

lutego 28, 2017

O intencjach i filiżanki z aniołami

O intencjach i filiżanki z aniołami

Każdy ma anioła stróża


Kiedyś pewien ,,Ktoś" powiedział mi, że każdy z nas ma swojego anioła, którego wystarczy poprosić o pomoc, kiedy znajdziemy się w potrzebie...

Sceptycznie do tego podchodziłam do chwili, kiedy sama skorzystałam z pomocy własnego :)
Tak zrobiłam. Opowiem w skrócie...
Miałam mało czasu by dotrzeć do pracy, stałam w korku, a do tego w takich godzinach, że znalezienie miejsca do parkowania graniczy z cudem... Panika sięgnęła zenitu, przecież jechałam do pracy. No nie pofrunę, teleportacja też nie wchodziła w grę... może innym razem ;)
Wtedy jedna myśl przyszła mi do głowy...
Zaczęłam działać według kilku udzielonych mi wtedy wskazówek i nagle... zrobiła się tak zwana zielona linia, a miejsce parkingowe, które było tylko w mojej wyobraźni... zmaterializowało się właśnie tam, gdzie je zobaczyłam. Pełny parking... a miejsce jedno, jedyne...
Od tamtej pory nie mam wątpliwości, że coś w tym jest... a tak na marginesie, nie na darmo mówi się że myśl tworzy rzeczywistość :)



Intencje...


Często stajemy przed różnymi wyborami, a efekty naszych wyborów czy podjętych decyzji nie zawsze są zgodne z oczekiwaniami... naszymi, cudzymi...

Może częściej należy korzystać z ochrony tych naszych aniołów... trzeba by to przemyśleć :)
Ale zrobię to jutro...
Dobranoc :)




















6 komentarzy:
Copyright © 2014 Kocikowa Dolina , Blogger