Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fajne miejsca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fajne miejsca. Pokaż wszystkie posty

lipca 15, 2020

Powroty, makowa porcelana i dom Marianków

Powroty, makowa porcelana i dom Marianków

Czas wracać


Kiedy powstawał blog, moja głowa pełna była słów, które bardzo potrzebowałam z siebie wydać na świat. Tematów było na tyle dużo, że z łatwością stukałam w klawiaturę, zamieniając myśli w słowa... później zaskakiwaliście mnie ilością komentarzy, a ja cieszyłam się jak dziecko.
Czas pozwolił mi drobnymi krokami budować to moje miejsce, co spowodowało, że pisanie, które przecież tak dużo mi daje, odpuściłam na konto tworzenia dla Was.
Nie ukrywam, że dopadł mnie także brak pisarskiej weny, co pewnie dotyczy większości blogerów.
Nagle zabrakło tematów, zabrakło też wiary, czy treści są na tyle dobre, żeby puszczać je w obieg... Za nic nie chciałam banałów czy też miernego pisania dla samego pisania, nie mniej jednak artystycznie Kocikowa Dolina wciąż się rozwijała.
Tu nie ustaję i nie odpuszczam, bo na szczęście nie pozwalacie mi na to...
Zawsze powtarzam, że wszystko jest po coś.
Być może trzeba mi było skupienia, kolejnego przewartościowania i kolejnej rozmowy z samą sobą.
Brzmi dziwnie, ale ja nigdy nie byłam szablonowa.
Być może trzeba mi było powodu...
Aż tu niedawno nadszedł mail, który mocno mnie poruszył, bo dotarł aż do serca.
To była niedluga wiadomość, ale na tyle istotna, że nagle blokady same puściły a okiennice otworzyły się szeroko i wpuściły świeżość i jasność...
Dziękuję Pani Sylwio, że przypomniała mi Pani dlaczego mi się chciało.
Czas wracać.


Makowa porcelana



Piękny czas mamy...
Natura obdarowuje nas kolorami, formami, zapachami, czasem nie wiem jak to uchwycić, unieść i zachować. 
Jako miłośniczka życia, radość czerpię skąd tylko się da... a i tak wciąż nienasycona.
Niedawno zachwycałam się polem maków, które mimo swej ulotności, tego roku wyjątkowo długo radowały oczy.
Nie mogłam się oprzeć, by nie zatrzymać ich w kadrze i nie utrwalić na porcelanie.
I tak powstała makowa filiżanka urodzinowa, a skoro maki, to sesja w plenerze, w bardzo wyjątkowym dla mnie miejscu, o którym mam nadzieję napiszę kiedyś więcej, bo warto jest pokazać światu, że istnieją ludzie z pasją, którzy takie miejsca tworzą.


Dom ,,Marianków"



Jest takie zaczarowane miejsce nieopodal Kocikowej Doliny, gdzie zaglądam z nieukrywaną przyjemnością i wciąż nie gasnącym zachwytem.
Wystarczy kilkunastominutowy spacer asfaltową drogą, by dotrzeć do miejsca, gdzie droga łagodnie, ale stanowczo zakręca.
Idąc, już z daleka widać bocianie gniazdo i bramę wjazdową w postaci słupów, bo teren ogrodzony jest roślinnością wszelaką... zatem żadna typowa brama nigdy nie powstała.
Wkraczając na posesję, po prawej stronie znajduje się staw, a dwa kroki dalej oczom ukazuje się stary, bez mała stuletni dom Marianków, bo tak ich nazywamy wśród znajomych.
Każdy kto choć raz tam się zapuścił, poczuje się, jakby wkroczył w inny wymiar, cofnął się w czasie, jakby otworzył furtkę do tajemniczego ogrodu...
Stary, drewniany dom z duszą wita ganeczkiem, na którym stoi stół nakryty zazwyczaj kraciastym obrusem przez pogodną Panią domu, by za chwilę pojawił się uśmiechnięty Pan domu w zawadiackim kapeluszu na głowie, częstujący swojskim winem lub zakwasem z buraków... czym chata bogata.
Tą opowieść snuć można w odcinkach, bo każdy zakątek tego miejsca ma osobną historię, każdy przedmiot duszę, dom zamieszkuje artysta, a dobrym duchem tego domu jest jego żona.
Są tam też dwa koty, a na strychu kto wie czy nie mieszka dytko ;)

Być może wrócę jeszcze do tej historii...
Tymczasem przed Wami sesja makowej filiżanki i sam dom


26 komentarzy:

lipca 26, 2018

Deszcz w Cisnej, Bieszczady na bis i kocikowe kubki w galerii

Deszcz w Cisnej,  Bieszczady na bis i kocikowe kubki w galerii

Bieszczady

Ostatnia niedziela po wielu dniach deszczu nagrodziła naszą cierpliwość prawdziwym, wakacyjnym upałem.
W planach wycieczka do Cisnej.
Nie jechaliśmy na wędrówkę, więc nareszcie można było założyć letnią kieckę i mieć gdzieś upał.
Nie dogodzi... upał źle, a jak leje to też się nie podoba.
Generalnie plan był taki, że wpadamy do Cisnej na dwie godziny i wracamy.
Według GPS-a  mieliśmy dwie i pół godziny jazdy.
Takie podróżowanie sprzyja rozmowom na tematy różne i bardzo różne...
- w Bieszczadach wcale mi się tak bardzo nie podoba... zagaił Pan mąż.
- nie ma gdzie szybko zjeść, nic tam nie ma...
Kto zna Pana męża, ten się teraz uśmiecha.
Kto nie zna, wyjaśnię dlaczego uśmiechnąć się powinien.
Pan mąż zawsze marzył o domu na odludziu gdzie słychać tylko ciszę... pisałam o tym TUTAJ do tego on nigdy niczego nie robi powoli.. jakby go diabli gnali do przodu.
Złapałam się na tym, że im szybciej on biega, tym ja spokojniej na to patrzę :)
Wszyscy znają termin Constans...
I tak sobie jadąc, rozmawialiśmy. Góry coraz bliżej, niebo coraz ciemniejsze, temperatura coraz niżej...
Dojechaliśmy.

Deszcz w Cisnej

,,Czy kto deszcz taki widział
Noe z arką by mi się przydał
Kropel głuchy rytm
Stuka w moje drzwi
Pasjans, który stawiam dziś od rana
Znów nie wyszedł mi ''

Cisna przywitała nas deszczem, ale cóż się dziwić, przecież od zawsze wiadomo, że taki jej urok, tylko dlaczego ja odkryłam ten urok dopiero teraz?
I to były Bieszczady na bis.
Runęły wszystkie stereotypy.
Deszcz w Cisnej rzeczywiście do niej pasuje i jest urokliwy jak i sama Cisna.
To nie znaczy że wciąż pada. Na dłuższą metę deszcz robi się nudny nawet dla miłośników barowej aury, ale mam nadzieję, że każdy kto tam zawita, będzie mógł poznać klimaty tego miejsca.
I teraz o odkryciach...

Krywula

Urokliwa GALERIA KRYWULA w sercu Cisnej, tuż obok najlepszej knajpy jaką jest SIEKIEREZADA z niebywałym klimatem, niebanalnym wystrojem i dobrym jedzeniem :)
Dziś  opowiem o Krywuli...
Wchodząc do środka, ma się wrażenie, jakby się przeniosło w czasie...
Na środku stoi okrągły stół, przykryty szydełkowym obrusem, zastawiony przeróżnymi dobrami natury i magicznymi przedmiotami...
Przy stole dwie wróżki, przygarniają wchodzących uśmiechem, dobrym słowem i poczuciem humoru. W rogu stoi babciny, malowany kredens, gdzie ręce same się wyciągają po pachnące mydła ręcznie robione... 
Nie wiadomo gdzie patrzeć. Dookoła na półkach masa dobrej energii zaklęta w ceramice, niebanalnych ozdobach, witrażach, porcelanie, obrazach, rzeżbach...
Naturalne kosmetyki, przednie wina z podkarpackich winnic, zioła i przyprawy...
Nie jestem w stanie opowiedzieć o wszystkim. 
Musicie sami to sprawdzić koniecznie przy okazji, bo i ja muszę tam wrócić, by dostrzec całą resztę.
Tak naprawdę to Krywula odkryła mnie... i stąd to całe zamieszanie z Cisną, odkrywaniem bieszczadzkich uroków od nowa i samej galerii.
Wśród tych wszystkich cudowności, znajdziecie na półce kocikowe kubki...
To zaszczyt dla Kocikowej Doliny móc stanąć obok prawdziwych artystów.

Na potwierdzenie mojego zachwytu, zostawiam Wam garść zdjęć... namiastkę tego klimatu.
Wychodzi na to że lipcowa podróż zaliczona, a to nie koniec...

29 komentarzy:

lipca 07, 2018

Tu jest mój dom i kraina szcześliwości jako temat na porcelanie

Tu jest mój dom i kraina szcześliwości jako temat na porcelanie

O domu


Piękny czas mamy.
Jest się czym cieszyć, więc się cieszę. 
Natura tuż przed naszymi oczami codziennie działa cuda, obdarowując widokami, zapachami, owocami.
Jestem w trakcie czytania książki Bożeny Pajdosz PUCH NIEMARNY, w której odnalazłam taki piękny, radosny, zwyczajny a jednak niezwyczajny opis krainy szczęśliwości. Zatrzymałam się nad tym dłużej, zastanowiłam... 
Autorka umiejscowiła akcję w okolicy, w której sama żyje.
Zrobiła to tak umiejętnie i skutecznie, że skłoniła mnie do własnych przemyśleń, a w głowie zrodził się pewien pomysł... 
Ciepło pomyślałam o miejscu, w którym żyję, które ja kiedyś wybrałam... a może to ono wybrało mnie... kto wie jak to naprawdę jest... Wciąż trzymam się tego, że nie ma przypadków i że wszystko jest po coś...

Na Podkarpacie trafiłam z powodu miłości.
Dla jednych banał, dla innych marzenie.
Różowe okulary mają magiczną moc, tak, tak... i jak w jednym z najpopularniejszych powiedzeń, rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady, tak ja zostawiłam wszystko i wyjechałam na Podkarpacie... po swoje ,,Wszystko''
Tęskniłam za tym, co zostawiłam i tęsknię do dziś... i już zawsze będę rozdarta na pół.
Tęsknię za czymś, co jest w mojej głowie, za dzieckiem, którym byłam, za dziewczyną, która podjęła dorosłe decyzje i za młodą kobietą, która dała radę...

Urodziłam się chyba z pojemnym sercem, bo tęsknię za wszystkim co pokocham.
To dlatego co jakiś czas odzywa się we mnie włóczęga i wracam do miejsc, które skradły mi kawałek serca, chociaż w międzyczasie odkrywam kolejne...
Życia będzie mało.

Ech, odbiegłam od tematu.
I to wszystko przez książkę.
Recenzja niebawem, wtedy wybaczycie moje bujanie w obłokach, a w planach jeszcze wycieczka do miejsc, o których czytam... ale to będzie temat innego wpisu.

Dziś mogę dzielić się własną krainą szczęśliwości.
W głowie rodzi się plan, by... pokazać Wam kilka miejsc, które składają się na nią...
Czasem wystarczy przeczytać jakieś ważne zdanie i trybik przeskakuje bez większego trudu, pomagając odkryć i otworzyć kolejne drzwi... z tej krainy szczęśliwości do krainy możliwości :)


Kraina szczęśliwości na porcelanie


Nie tak dawno ktoś stwierdził w którymś z komentarzy, że piszę o wszystkim na swój własny sposób... 
Oczywiście że tak, inaczej nie potrafię. 
Może po części dlatego zaglądacie do Kocikowej Doliny...
Przy okazji rozważań o krainie szcześliwości, pokażę Wam komplet w tym właśnie klimacie... Sielskość, natura, urokliwe chwile... można je zamknąć na porcelanie i można też uchwycić obiektywem... 
Dziś wszystkiego po odrobinie. 


21 komentarzy:

kwietnia 24, 2018

Poznań - miasto doznań i wrażenia po BCP 2018

Poznań - miasto doznań i wrażenia po BCP 2018

Zamiast relacji - wrażenia


Ostatni weekend minął pod znakiem wspaniałej, corocznej imprezy Blog Conference Poznań.
Nieco na gorąco, by wrażenia świeże były i emocje pozostały emocjami... dzielę się.
Od czego by tu zacząć?
Może od tego, że to co sobie zaplanowałam, to zrealizowałam...
To moja druga edycja tego wydarzenia i jakże inna od poprzedniej. 
Rok temu skrupulatnie notowałam, chłonęłam, fotografowałam... później wdrażałam te wszystkie wskazówki... ale oczywiście intuicyjnie, jak to ja :)
Ten rok natomiast, jakoś tak sam z siebie stanął przede wszystkim pod znakiem ludzi... dodam, że cudownych, niesamowitych i wartościowych.
Już na wejściu dało się wyczuć mega dobrą energię.
Organizatorzy stanęli na wysokości zadania i tu kolejny raz wielki podziw dla nich.
Sponsorzy wydarzenia wzięli na swoje barki nas wszystkich i wiecie co? Dali radę. Brawo.
Kto tylko chciał, zabrał z sobą ogromny ładunek wiedzy, którą dzielili się najlepsi... dając tym samym motywację do dalszego działania, natomiast  my sami wymieniliśmy się doświadczeniami  i podarowaliśmy sobie powód, by ponownie spotkać się za rok.
Co mi się podobało?
No kurczę wszystko... bo zaczerpnęłam z tego to, co mi było potrzebne :)
Już bez notatek, a prosto w serce, ładując ten swój osobisty akumulator... by wystarczyło jak najdłużej.
W międzyczasie Afterek.
Spotkanie z moim ulubionym męskim blogerem Jackiem z bloga DIZAJNUCH.PL który polecam i obowiązkowe foto, zanim będzie sławny ;)
Kto był, ten wie że była moc...
Dziękuję za wspólne chwile DayliCookingJedz z apetytemPo prostu mama - czyli baba z wiankiem ;)DankaScenki z życiaRedaguje.com czyli FelicjaNauczona i reszcie.

Dokładna relacja w formie graficznej TUTAJ 


Dwa w jednym 


Poznań... miasto doznań, wpisuję na listę swoich ulubionych miejsc. 
Za klimatyczny i najpiękniejszy w Polsce rynek, za świetnych ludzi, za urokliwy hotelik na Szewskiej i Panią Kamilę z recepcji. 
Jeśli zechcecie przysiąść na tym magicznym rynku, odszukajcie koniecznie lokal  Montownia 48 z muzyką na żywo i pysznym jedzeniem, a TUTAJ macie namiastkę tego, co tam znajdziecie... byłam, sprawdziłam, polecam, tym samym kwietniowa podróż zaliczona :)

Identyfikator odebrany, można zaczynać

27 komentarzy:

marca 27, 2018

Jak magnes i kubki z lokowaniem produktu

Jak magnes i kubki z lokowaniem produktu

Marcowa wyprawa



Znowu tam byłam.
Znowu pojechałam, bo głos wewnętrzny dał znać, że już czas... i znowu to samo uczucie od lat...
Za każdym razem, kiedy jadę na wybrzeże podładować baterie, czuję tą nieopisaną radość.
Radość istnienia.
Bałtyk działa na mnie jak magnes.
Uwielbiam wpatrywać się w ten ogrom, w duchu podziwiając fenomen natury. Nabieram powietrza w płuca i czuję, jak szeroko mogę rozłożyć skrzydła...
Lubię to swoje sam na sam z magią przestrzeni i szumem morza.
Taki reset należy się każdemu.
To miejsce wzywa mnie co jakiś czas, wtedy odkładam wszystko na bok, bo włóczegostwa wyzbywać się nie zamierzam, pakuję co trzeba i w drogę...
Ustka jest taka piękna.
Na przestrzeni lat wypiękniała i nabrała jeszcze większej pewności siebie. Mam tu swoje ulubione miejsca. Kiedyś o nich opowiem :)
Tak sobie myślę, żo mogłabym tu żyć, bo miejsce to ma dużo dobrej energii.



Wyjątkowe miejsca


Ja jeżdżę do Ustki, bo kiedyś przyjechałam tu i zakochałam się bez pamięci...
...ale jest wiele miejsc uroczych na wybrzeżu, wiele plaż i zakątków, które można ukochać dla samego siebie.
Dziś mam okazję pokazać Wam kubeczki malowane dla wyjątkowych przyjaciół Justynki, która ukochała inne miejsce, a mianowicie... Sarbinowo i SEA STAR PREMIUM  czyli... turkusowy luksus. Takie trochę lokowanie produktu ;)
Ale jeśli coś jest warte zareklamowania, to trzeba się tym dzielić, nich idzie w świat...
Ośrodek oferuje moc atrakcji i różne opcje wypoczynku.
Sprawdźcie sami TUTAJ  Ja co prawda nie miałam okazji tam być, ale informacje o wyjątkowości tego miejsca mam z pierwszej ręki..



27 komentarzy:

marca 01, 2018

Podróże... małe i duże, kulinaria i sentymentalny kubek z samochodem

Podróże...  małe i duże, kulinaria i sentymentalny kubek z samochodem

Zima, zima, zima


Myślałam, że jak opublikuję trochę wiosny, to ona przyjdzie nieco wcześniej.
Niestety, nie udało się przywołać jej tulipanami... 
Zaplanowałam sobie wyjazd na moje ukochane wybrzeże, data ustalona, bilety wykupione, a tu się okazuje, że bieliznę termoaktywną do walizki zamiast bikini spakować muszę. O losie.  
Zima nie odpuszcza, nie ma lekko...
Na pogodę wpływu nie mam, geoinżynieria jest poza moim zasięgiem, ale jako wiedźma rzekoma, ewentualnie mogę pozaklinać aurę, rzucić kilka myśli w przestrzeń, powzdychać, jechać i czekać na efekty.
Włóczęgostwa nawet mrozy nie są w stanie powstrzymać ;)
Obiecałam sobie, że w miarę możliwości, raz w miesiącu wybiorę się na małą lub całkiem dużą wycieczkę... dla chcącego, to sami wiecie.
Tylko czasem się zastanawiam dokąd musiałoby mnie ponieść, żeby to była duża podróż.
Wybrzeże to marcowy temat.
Opowiem później.
A co było w lutym ?
W lutym Kraków - ulubione, jak na razie, miasto moich dzieci, gdzie mieszkają od kilku lat.
Każdy ma swoje sentymenty. U mnie na liście goszczą może inne miasta, bo i sentymenty inne, ale za to w Krakowie mam kilka ulubionych miejsc.
Jako że ta dieta cud wciąż trwa, to dziś o pysznym miejscu...
Co się nie nakarmię to dooglądam, doczytam...
Dziś polecam Wam włoską restaurację IL PIATTO  na Rakowickiej 19.
Już na wstępie, niebanalne menu uruchamia nam wyobraźnię. Interesujące połączenie składników sprawia, że czas oczekiwania wydłuża się... dobrze, że serwują smaczną poczekajkę.
Kiedy dania wjadą na stół, rozpoczyna się podróż kulinarna...
Połączenie smaków jest tak nieoczywiste, że w trakcie rozkoszowania się nimi, zdziwienie przechodzi w aprobatę i zadowolenie.
Ja testuję buraki. No lubię zwyczajnie.
Sprawdźcie kiedyś...

Samochód z przeszłości


O celu podróży już było, więc teraz z powodzeniem mogę opublikować perełkę...  
Żeby podróżować, trzeba mieć czym...
Oto Duży Fiat, wspaniały pojazd, relikt przeszłości... kiedyś szczyt  techniki na szosach, dziś zabytek sentymentalny, który niczym wehikuł czasu, cofa nas conajmniej 25 lat wstecz... mnie trochę bardziej w głąb, ale przecież się nie przyznam ;)
Sama takim pomykałam... ech...
Kubek był prezentem od Sylwii dla kogoś wyjątkowego, kto też z takim ech... spogląda na ten kubek.
Liczę, że właśnie tak jest...


26 komentarzy:

grudnia 12, 2017

Świąteczne zamieszanie czas zacząć i wspomnienie z warsztatów w Sieborowicach...

Świąteczne zamieszanie czas zacząć i wspomnienie z warsztatów w Sieborowicach...

Czas dla domu



Każdy dom ma swoje małe zwyczaje i własne tradycje, które później zabierane są z tego domu przez dzieci i niesione przez życie.
Przecież to głównie one najpiękniej się cieszą atmosferą świąt, choinką i prezentami.
Po latach będą wracać do tych właśnie chwil, przecież znamy to wszyscy.
Uwielbiamy opowiadać sobie historie z dzieciństwa.
Uśmiecham się na samą myśl.
W każdym z nas wciąż mieszka to dziecko.
Musimy je tylko znowu dostrzec i pozwolić mu się tak po prostu ucieszyć.

Dziś zakończyłam przygotowania świąteczne dla innych... 
Od jutra wkraczam we własne i właśnie mam zamiar robić to z radością.
Wczoraj przyjechała nowiuśka choinka... po dwudziestu latach zaszalałam. 
Jak nigdy, już stoi i czeka aż ktoś ją wystroi.
Pewnie tym razem zrobię to ja...

Ten rok, jak już tu wielokrotnie wspominałam, jest inny niż poprzednie lata. 
To rok zmian.
Zmiany są nieodłączną częścią życia. Tylko od nas zależy, czy pozostaniemy bierni, czy czynnie weźmiemy w nich udział.
No to biorę :)
Niezmienne pozostaną jedynie zwyczaje i małe tradycje, które co jakiś czas najwyżej ubogaci ktoś nowy, kto akurat się pojawi między nami :)


Warsztaty przedświąteczne w Sieborolandii


Jako że w Kocikowej Dolinie nie było wiele akcentów typowo świątecznych do malowania, pokażę Wam owoce warsztatów malowania porcelany, które małam przyjemność poprowadzić.

Od tamtej pory minął już jakiś czas, jednak wrażenia z warsztatów zachowam na zawsze.
Wraz z Karoliną gościłyśmy w sieborowickim Domu Dziecka zwanym Sieborolandią.

Dom Dziecka w Sieborowicach pod Krakowem zamieszkują niesamowici, młodzi ludzie.
Dzięki Pani Ani Markowskiej - Solarz odbyły się wtedy podwójne warsztaty, które poprowadziłyśmy obie, każda swoją część. Na początku był chaos... trzeba było podzielić się na grupy... 
Po kilku godzinach tego chaosu, wrzawy, śmiechu i pozornego zamieszania, zaczęły wyłaniać się pierwsze dzieła. 
To był magiczny czas... wiele by opowiadać.
Zobaczcie zdjęcia...

Poradziliśmy sobie? Jak myślicie?


18 komentarzy:

maja 03, 2017

O uważności, Joannie i kubki z wilkami

O uważności, Joannie i kubki z wilkami

Drogowskazy


Z teorii zawsze miałam pięć. 
Tak bardzo uwierzyłam w tą teorię, że przeoczyłam moment, kiedy trzeba było ją zastosować w praktyce.
Z wielką namiętnością potrafię opowiadać, że najcenniejsze co w życiu posiadamy, to właśnie jest samo życie. 
Jedno, jedyne... 
Do przeżycia w najlepszy sposób, w jaki potrafimy, możemy, chcemy...
Sama natomiast odkładałam pewne sprawy na później, mylnie interpretując drogowskazy, ignorując sygnały...
Wszystko do czasu.
Zmęczenie materiału musiało kiedyś nastąpić.

Ta terapia szokowa uzmysłowiła mi, że trzeba żyć uważniej, że są rzeczy ważne, ważniejsze i najważniejsze.




Żyć uważniej...


O uważności opowiedziała mi Joanna, kiedy rozmawiałyśmy ostatnio przez telefon. Opowiedziała także o swojej wyjątkowej pasji.
Joanna jest terapeutką, która stosuje terapię dźwiękową, używając mis tybetańskich, kryształowych oraz gongów. Dźwięki wydobywane z tych instrumentów mają zbawienny wpływ na ludzi, tak często dziś przemęczonych... Ich wibracja pozwala się zrelaksować, uwolnić od różnych schorzeń, poczuć przypływ energii...
Pod wpływem jej melodyjnego głosu, uderzeń w misy i kilku wskazówkom, naprawdę jesteśmy w stanie poświęcić sobie samym więcej uwagi, tym samym dać sobie szansę na regenerację i wypoczynek. 
Jeśli chcecie bliżej poznać siłę jej muzyki. wejdźcie tutaj i sami sprawdźcie.
Ja byłam. To było dla mnie niesamowite doświadczenie. Mam nadzieję, że w niedługim czasie będę miała możliwość przeżyć taki seans na żywo.

Prywatnie Asia jest wspaniałą kobietą, kochającą ludzi i żyjącą w zgodzie z sobą.
Te wilki malowałam dla jej wnuczek, które nie wiedzieć czemu, wilki uwielbiają  najbardziej :)
Z tego miejsca pozdrawiam Cię Asiu cieplutko...

















                                                    pozdrawiam miło po dłuższej nieobecności













30 komentarzy:

kwietnia 04, 2017

Reakcji łańcuchowej ciąg dalszy, Dom Zarazy i kubki a'la Victoria Frances

Reakcji łańcuchowej ciąg dalszy, Dom Zarazy i kubki a'la Victoria Frances

Pani Danuta



W poprzednim poście pisałam o mojej fascynacji możliwościami internetu, o tym, ilu cudownych ludzi można poznać właśnie dzięki niemu i posłuchać ich niesamowitych historii.
Dziś opowiem o charyzmatycznej, niepowtarzalnej i wyjątkowej Pani Danucie, którą miałam przyjemność poznać i jestem  nią wciąż oczarowana :)

Pani Danuta jest prezesem Stowarzyszenia Stara Oliwa a jego siedzibą jest unikatowe miejsce - Dom Bramny zwany pieszczotliwie Domem Zarazy.
W środowisku kultury i sztuki,  nie ma człowieka, który by nie znał tej wspaniałej, ciepłej i kochającej ludzi osoby, oraz tego jakże wyjątkowego miejsca, powstałego z ruin.
Dzięki Pani Danucie Dom Bramny dostał nowe życie i spełnia rolę Domu Sąsiedzkiego w którym to życie kipi i nie ma nudy. Przyciąga zatem ludzi twórczych, mających pasje, reprezentujacych przeróżne dziedziny artystyczne i naukowe.

Jeśli macie ochotę dowiedzieć się nieco więcej o tym cudownym miejscu i tym, co się tam ciekawego dzieje, klknij tutaj a o historii opowie sama sprawczyni przedsięwzięcia :) Kliknij koniecznie tutaj :)
Sama nie miałam jeszcze okazji tam być, jednak to kwestia czasu... Po rozmowie z Panią Danutą zaznaczyłam sobie to miejsce na mapie ,, koniecznych do odwiedzenia"



Skojarzenia



Kiedy pisałam o działalności Domu Zarazy, przyszło mi na myśl, że czas na to, by pokazać kubeczki malowane dla Ewy i Wojtka, miłośników twórczości Victorii Frances.
Jakoś tak pasuje mi jedno do drugiego...





10 komentarzy:

lutego 14, 2017

Walentynki... miły powód do świętowania czy obowiązek?

Walentynki... miły powód do świętowania czy obowiązek?

Fajne miejsce... miły powód...



Ten post rozpocznie cykl wpisów o fajnych i wartych odwiedzenia miejscach. 
Przecież Kasia po godzinach robi różne rzeczy, nie tylko maluje.
Teraz będzie o odkrywaniu, smakowaniu i doświadczaniu :)


Będąc na urlopie w mojej ulubionej Ustce, którą odwiedzam, kiedy tylko mam okazję... wracam także do miejsc, które odkryłam i które mnie zachwyciły na tyle, że chcę się tym z Wami podzielić.

Walentynki


No właśnie... jak to ugryźć?


Wszystko kwestia oczekiwań zapewne. Jednym wystarczy drobny gest, inni rzucają się na coś oryginalnego. Każdy ma swój sposób... 
Ważne by miłość umieć celebrować każdego dnia. Obowiązkowo.

Jest takie przyjemne miejsce w Ustce, gdzie w taki właśmie dzień można się wybrać i spędzić kilka chwil.
Ten wpis przy okazji Święta Zakochanych dlatego, że mają w swojej ofercie serduszkowe łakocie, idealnie nadające się na drobny upominek, albo jako pomysł do podpatrzenia na przyszłość.
Wtedy... ugryzienie mamy z głowy ;)

Góra Lodowa - kawiarnia, która skradnie Wasze serca od pierwszego wejrzenia.
Wszystkie wyroby są produkowane z naturalnych składników, pyszne i pięknie podane. Aromatyczna kawa, desery i fantastyczne lody.
Miejsce przyjemnie urządzone a obsługa uśmiechnięta, przyjazna i służąca pomocą przy wyborze z jakże szerokiej oferty.
Polecam, jeśli tylko tam się znajdziecie :)
Oczywiście pozdrawiam sympatyczną obsługę, która tego dnia miała pierwszą zmianę.









           


2 komentarze:
Copyright © 2014 Kocikowa Dolina , Blogger