Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pióro. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pióro. Pokaż wszystkie posty

czerwca 23, 2019

Dzień ojca... refleksja po latach i stare księgi na filiżankach

Dzień ojca... refleksja po latach i stare księgi na filiżankach

Córeczka tatusia



Już od dawna nie obchodzę dnia ojca. 
Ktoś z góry zdecydował, że wykonał On swoje zadanie i odwołał go z tego planu, niestety zbyt wcześnie... ale nie martwcie się, to nie będzie smutny wpis, bo to nie był smutny facet.

Jakie mam wspomnienia?
Bardzo różne... bo tatuś nie był wcale idealny, ani jako tatuś, ani jako mąż.
Miał natomiast swój niezaprzeczalny urok i  ludzie naprawdę go lubili.
To po nim odziedziczyłam radość dziecka, kolor oczu i wzrost krasnala, bo tatuś tylko duchem był wielki, a mnie, gdyby tak dobrze rozwałkować... kto wie, czy kariery w modelingu bym nie zrobiła... no nikt nie wpadł na pomysł.
Pamiętam jak potrafił się wszystkim cieszyć, obojętnie, czy spotkało go coś fajnego, czy może akurat zrobił komuś kawał... radość dziecka była na pierwszym planie.
Potrafił z wielką powagą wpuszczać ludzi w maliny i opowiadał historie, które do dziś żyją w ludzkiej pamięci, o czym jeszcze nie dawno przekonał się mój brat.
Najgłośniejsza była historia o przygarnięciu kobiety z dwójką dzieci (oczywiście mowa o mamie i jego własnych dzieciach) Ulitował się, wziął do domu i zaopiekował... a ludzie wierzyli...
Inną była opowieść o ociepleniu domu śniegiem. Kiedy ktoś poddał w wątpliwość metodę, pytając, czy śnieg się nie roztopi, z pewnością siebie odpowiedział, skądże, jak się dobrze ubije... przecież jego dom właśnie tak był ocieplony. 
Tych anegdotek jest cały worek i brakłoby mi nocy, by przytoczyć ich więcej, lub odwagi, by upublicznić resztę... niech więc te dwie nakreślą nieco poczucie humoru mojego taty.
Mnie też wkręcił nie jeden raz.
Historyjka z bocianem na dachu, zagadkami i odgadywaniem figur... o matko boska elektryczna, jaką on miał fantazję. 
Miał też tupet.
Kiedy do domu wpadała młodzież, tuż przed dziewiętnastą, delikatnie pukał do mojego pokoju mówiąc... 
- Kasia!
- co!
- bajka...
Dziś uśmiecham się na to wspomnienie, jednak wtedy nie bylo mi do śmiechu.
Kiedy zaczął przyjeżdżać do mnie mój mąż... jak u Karguli i Pawlaków pilnował mojej cnoty, pukał i przyciszał radio, lub sprawdzał, czy kaloryfery są ciepłe, albo czy sąsiad z naprzeciwka jest w domu. Dodam, że w całym domu mieliśmy kaloryfery, a okno pokoju rodziców wychodziło na dom tego samego sąsiada :)
Bardziej w skrócie się nie dało, to i tak mała część pomysłów, które tatuś serwował na zawołanie.

Mam po Nim coś jeszcze.
Mam ciekawość świata i duszę włóczęgi.
Żadne z nas nie dało się zamknąć w ramach na dłużej.
Zabierał mnie z sobą wszędzie.
Nawet do knajpy :)
Kedyś zabrał mnie z wózkiem na spacer i zapomniał przywieźć do domu (opowieść znam z ust świadka naocznego - mamy)
Do dziś lubię galaretkę z bitą śmetaną, którą jadłam, kiedy tatuś delektował się piwem i towarzystwem kolegów w Jagódce. To przez Niego znali mnie wszyscy. Ale było fajnie :)
Dziś byłaby z tego afera w telewizji i bylibyśmy sławni, a tak? 
Miałam wesołe dzieciństwo mimo wszystko :)
Co mu zawdzięczam jeszcze ?
Dostałam od Niego imię.
Powiada się, że to właśnie ojciec powinien dać córce imię, by miało swoją moc... i coś w tym jest.
Córeczka tatusia... to powtarzała mi moja mama od zawsze...
Nie odziedziczyłam jednak po Nim tego tupetu, a szkoda.
Tupet i to specyficzne poczucie humoru dostał mój brat.
Ja za to mam cierpliwość po mamie :)


Refleksja po latach


Dzień ojca w tym roku przyniósł mi refleksję o przemijaniu i  wspomnienie o Nim. 
Przemijanie jest wpisane w nasze życie i jedno bez drugiego nie istnieje, ale dzięki temu, że  skrzyżowały się drogi moich rodziców, że wybrali właśnie siebie, podjęli wyzwanie i dali radę, jestem ja, moje dzieci, mój brat i jego dzieci...
Chociaż nie było czasem do śmiechu, to uzmysłowiłam sobie, że z biegiem lat coraz częściej wracam tylko do pięknych wspomnień i na głos mówię, że gdyby tu był, tak bardzo byłby dumny z nas wszystkich, bo też dajemy radę... i chociaż nie ma go z nami fizycznie, to dostrzegam go w moim bracie, w moim synu, w oczach mojej córki i synu mojego brata. 


Stare księgi na fiiżankach


Koniecznie chciałam Wam pokazać filiżanki, z których jestem dumna... malowane na pamiątkę wspólnych chwil, dla miłośniczek książek i języka polskiego.
Co to ma wspólnego z tym wpisem?
Nikt nie czytał książek tak szybko, jak mój ojciec... trochę z przodu, trochę z tyłu, w międzyczasie środek, omijając opisy.
Widok ojca z książką w dłoni - bezcenny :) dodam, że to był naprawdę mądry facet i posiadał dużą wiedzę... 


38 komentarzy:

października 18, 2017

Serce czy rozum, mądrości ludów i porcelana trochę etno trochę boho

Serce czy rozum, mądrości ludów i porcelana trochę etno trochę boho

Dlaczego marzenia odkłada się na później



A gdyby tak zastanowić się nad tym, kim chcieliśmy zostać w przyszłości, kiedy o niej myśleliśmy, będąc na jej progu...
Gdyby odrzucić wszystkie dobre rady, wszystkich dobrych ludzi, którzy z własnego doświadczenia i w dobrej wierze ,,pomagali nam'' zmieniać decyzje...
Gdybśmy uwierzyli, że wolno nam iść własną drogą, drogą serca a nie rozumu, to dokąd byśmy poszli?

Rodzimy się jako niezapisana księga - tabula rasa. 
Każdego dnia życia jesteśmy kształtowani według wzorców, konwenansów, zasad...  
Przychodzą, zapisują... najpierw rodzice, później szkoła. Nie garb się, nie wychylaj, bądź jak inni, i tak nic z tego nie będzie... 
Im dalej w życie, tym więcej linijek.
A przecież każdy z nas jest indywidualnością. 
Dlaczego więc pozwalamy na jej stłumienie, dlaczego robimy to, czego się od nas wymaga zamiast tego, o czym marzymy?

Temat ten już od jakiegoś czasu chodził mi po głowie. 
Jedną z odpowiedzi na to pytanie jest po prostu lęk...
...przed tym, że się nie uda, przed śmiesznością, przed negatywną oceną, przed perspektywą stawienia czoła i przed różnymi, mało ważnymi tak naprawdę powodami..
Dlaczego?
Bo tak nas zaprogramowano. Bo co nam robiono to i my robimy. Jedni w dobrej wierze, inni, by mieć kontrolę.

Ale przychodzi taki czas, że ze zdumienia przecieramy oczy i zastanawiamy się, jak to się stało, że doszliśmy tak daleko zapominając o sobie :)
Kiedy kurtyna opada, wtedy jest czas na słuchanie serca... na intuicję, instynkt... na wszystko to, co wypieramy, bo każą słuchać rozumu.
A pamiętacie?
Pierwsza myśl jest zazwyczaj tą właściwą...
Natura mimo wszystko nie daje nam o sobie zapomnieć.
To dlatego słuchanie siebie odkładamy na później i odkurzamy te nasze marzenia...
Jak już zrobimy wszystko czego się od nas oczekiwało i mamy na tyle energii by sięgnąć po to wszystko, co czekało...


Kubki trochę etno trochę boho


Pisząc dziś o instynkcie, intucji i głosie serca, o naturalnych dla człowieka sprawach, które zostały zepchnięte na dalszy plan, pokażę kolejne kubki, które malowałam instynktownie, bo po prostu potrzebowałam je namalować... 
Posłuchałam głosu serca i była to wielka przyjemność.
O mądrości indian  też można bez końca... lud związany z naturą i w zgodzie z nią żyjący, zostawił wiele cennych wskazówek. 

Indianie uważali, że ludzie zapadają na choroby przez niespełnione marzenia... 



13 komentarzy:
Copyright © 2014 Kocikowa Dolina , Blogger